Pre-blogmas 2024

 czyli wreszcie skończyłam montowanie światełek na balkonie. Wisi ich tam 720 + 400 + 500 = 1620 lampek. Bez mała można książkę czytać po zmroku.

Dwa tygodnie temu zamontowałam pierwszy komplet i zaczęłam drugi, a dziś uznałam, że definitywnie muszę skończyć pracę.  W tak zwanym międzyczasie postanowiłam dokupić trzeci komplet i stąd taka liczba światełek na niewielkim w sumie balkonie. Pole do popisu nie największe, ale jakoś mi się udało wszystko powiesić. W zeszłych latach sąsiedzi nie narzekali, to w tym sezonie może też nie będą.



Kupiłam tez dziś dwa kalendarze adwentowe z dm. Rzadko bywam w tej drogerii, bo muszę do niej specjalnie pojechać, ale dziś się skusiłam. Pojechałam po jeden kalendarz z pielęgnacją, ale skorzystałam z promocji -50% i wybrałam też drugi z kosmetykami naturalnymi. Będę miała co testować i opisywać w adwencie, zwłaszcza, że większość produktów będzie dla mnie nowością.

Zrobiłam też wstępną listę rzeczy do zrobienia przed świętami. Na razie ma 50 punktów, ale odnoszę wrażenie, że coś jeszcze muszę dopisać, bo pewnie nie o wszystkim pomyślałam. Pewnie nie uda mi się zrealizować jej w całości, ale postaram się zrobić z niej jak najwięcej.

Jak co roku są na niej punkty, które bezwzględnie muszą być wypełnione, jak i takie, bez których można się obejść. I co roku mam coś niezrealizowanego. Zobaczymy jak będzie teraz.

Na liście nie ma zamawiania prezentów, bo to zrobiłam wczoraj. Czarny piątek jest dla mnie ostatecznym dniem na wykonanie tego zadania, bo wtedy nie muszę się martwić czy wszystko dojdzie na czas. Na pewno będzie najpóźniej w połowie grudnia, więc zdążę wszystko spokojnie zapakować do woreczków i włożyć pod choinkę.

Dziś czeka mnie jeszcze jedna długa wycieczka do sklepów. Najgorsze jest to, że powinnam iść w dwie różne strony na raz, a to mi się nie uśmiecha. Muszę zrobić zakupy spożywcze, a oprócz tego potrzebuję jeszcze paru drobiazgów z Action. Nie mam też żadnej świątecznej herbaty, a bardzo je lubię. Przewidywałam, że dzisiejszy dzień będzie pracowity, ale nie sądziłam że aż tak.

No nic, idę na wycieczkę. Może zdążę wszystko kupić.

A Wam jak idą przygotowania do Bożego Narodzenia?


Mam balkon...

 ... do posprzątania.

Wszystkich Świętych za nami, ze sklepowych półek zniknęły znicze zastąpione mikołajkami, światełkami i wszelkiej maści gwiazdkowym kiczem. Z głośników pomału zaczyna straszyć memiczne "All I want for Christmas...", w reklamach aktorzy otwierają perfekcyjnie zapakowane prezenty bez naruszania wstążek i papieru i brakuje tylko wesołego grubaska w ciężarówce pełnej Coca - Coli.

W związku z nieuchronnym spadkiem temperatur na dworze pozabierałam z balkonu rośliny. Pelargonie i komarzyce wylądowały na strychu u rodziców. Fikus, kawa, paprotka i drzewka szczęścia wróciły do domu.

Na zewnątrz została skrzynka z dogorywającą petunią i lilią, którą zostawię do przyszłego roku. Cebulka nie powinna przemarznąć. Zeszłą zimę przetrwała bez problemu. Zostało też trochę liści i posadzka do umycia.

Z tym muszę jednak poczekać jeszcze z tydzień. Złapało mnie jakieś paskudne przeziębienie, z którego nie mogę się wyleczyć już drugi tydzień. Zatem wszystkie niekonieczne prace odkładam na później.

Jak posprzątam balkon to zamierzam od razu udekorować go światełkami. Nie będę ich włączać, po prostu nie chcę tego robić jak w zeszłym roku - w Wigilię o 16. To była akcja, której zdecydowanie nie chcę powtarzać. Teraz chciałabym mieć to z głowy dużo przed czasem, żeby 24 grudnia spokojnie włożyć wtyczkę do gniazdka. Oby się udało.

Swoją drogą, nie jestem pewna, czy wystawienie drzewek szczęścia, fikusa i kawy to był najlepszy z pomysłów. Nie dlatego, że coś im się stało. Przeciwnie. Na balkonie czuły się doskonale. Powiedziałabym nawet, że było im zbyt dobrze.

Fikus przez lato urósł ponad dwukrotnie, a i grubosze sobie nie pożałowały. Tylko kawa jeszcze mieści się w doniczce, choć wypuściła ogromne liście. Piękny stan roślin jest dla mnie źródłem zadowolenia, martwi mnie jedynie ograniczona przestrzeń w domu. W końcu urosną na tyle, że przestaną się mieścić. Nie wiem, co wtedy zrobię. Nie chciałabym ich oddawać, ale też nie chciałabym pozbawiać ich następnego lata na balkonie, na którym się tak świetnie czują. Ciężki dylemat, na rozważnie którego mam jakieś sześć miesięcy.

A na razie mam balkon do posprzątania.

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...