Wszystkiego najlepszego w 2025 roku. Niech przyniesie on Wam wszystkim tylko piękne chwile, mnóstwo miłości, radości, a także pozwoli poczuć satysfakcję z podejmowanych aktywności życiowych. Bądźcie dla siebie (samych przede wszystkim) dobrzy i pełni wyrozumiałości - w końcu jesteśmy ludźmi i to nasze niedociągnięcia czynią nas pięknymi.
W ostatnią niedzielę 2024 roku zajrzałam do kuferka z kosmetykami i stwierdziłam, że tak dalej być nie może. Panował tam nieopisany bałagan wzmocniony jeszcze trzema dniami malowania się w błyskawicznym tempie. Ponadto sam kuferek domagał się mycia z zewnątrz, odkurzenia wewnątrz oraz generalnego uporządkowania zawartości. Tak, to jeden z tych niezrealizowanych punktów z listy przedświątecznych zadań.
Podjąwszy zatem postanowienie zaradzenia temu smutnemu stanowi rzeczy, ułożyłam na stole gustowny obrus z ręczników papierowych, wzięłam płyn do szyb, płyn micelarny, patyczki kosmetyczne, a także przygotowałam sobie pudełko jednorazowych rękawiczek. Po czym opróżniłam swój zasobnik pełen makijażowych skarbów.
Tak przygotowany kuferek starannie wyczyściłam z zewnątrz w wannie za pomocą szczotki i płynu do czyszczenia kuchni (co zaowocowało koniecznością umycia wanny z pięknych szaro - czarnych rozbryzgów), a następnie po osuszeniu nie mniej starannie odkurzyłam wnętrze. Wyglądał jak nowy.
Oczywistym jest, że do tak przygotowanego pojemnika nie mogłam włożyć brudnych produktów.
Wzięłam się zatem za czyszczenie palet, poczynając od największej (idzie na samo dno i dlatego jest najrzadziej używana), magnetycznej, w której trzymam cienie kupowane pojedynczo. Wyciągnęłam wszystkie wypraski, umyłam ładnie wnętrze oraz lustro. Wybrałam też trzy cienie, które postanowiłam przełożyć do małej paletki, z której korzystam na co dzień... i w zasadzie na tym się moja działalność porządkowa skończyła.
Musiałam wszystko szybko chować, bo rodzice uznali, że przyjdą na niedzielną poświąteczną kawę. Zatem wrzuciłam wszystko do kufra, zmyłam z blatu drobiny błyszczących cieni i postawiłam wazon z kwiatami. Bo ja nie mogę tak po prostu posprzątać kuferka z kosmetykami. Zawsze jak się za to biorę, to mi ktoś przeszkodzi i zmusi do przerwania, więc dlaczego ten raz miał być wyjątkowy?
Ja się jednak tak łatwo nie poddaję i w poniedziałek zaczęłam od nowa. Znów obrus z ręczników, płyny, patyczki i rękawiczki. Jeśli chcecie wiedzieć po co mi ten ostatni sprzęt to służę wyjaśnieniem. Otóż ja maluję tylko siebie i wszystkie kosmetyki do makijażu (oraz pielęgnacji) użytkuję sama, więc teoretycznie mogłabym ich dotykać gołymi rękoma. W praktyce jednak lepiej jest czymś ochronić dłonie. Wyciąganie cieni z wyprasek, otwieranie i czyszczenie palet, paletek oraz pozostałych produktów - zaraz miałabym pełno drobin na rękach i pod paznokciami i istniałoby ryzyko przeniesienia jednego produktu do drugiego. A to już przeczy podstawowym zasadom higieny. Gładka powierzchnia rękawiczek jest zdecydowanie mniej przyczepna dla kosmetyków, a przy okazji unikam konieczności wymywania makijażu spod paznokci. Zatem polecam.
Największa paleta zrobiona, potem przyszedł czas na mniejsze. Później pudry, podkłady, produkty do konturowania, kredki tusze - wszystko zostało przejrzane, wyczyszczone i ładnie poukładane. Kilka rzeczy udało mi się nawet wyrzucić, w szczególności stare szminki. Zostawiłam tylko te, co do których mam pewność, że są jeszcze dobre (i jedną trzymaną z sentymentu, ale jej już od dawna nie używam).
Ogólnie w moim kuferku panuje wzorowy porządek i nawet udaje się go jeszcze utrzymać.
Przy okazji zrobiłam listę rzeczy, które chciałabym w tym roku zużyć. Nie będzie to jednak takie typowe denko, jakie można zobaczyć na YouTube, gdzie twórczy mierzą, ważą i sprawdzają progres. Po prostu wyznaczyłam sobie kilka rzeczy, które mam nadzieję zużyć w ciągu tego roku. Ale nic na siłę, po prostu zamierzam je częściej włączać w mój codzienny makijaż, jednak tylko wtedy, gdy będzie to możliwe. Kosmetyki dla mnie, nie ja dla kosmetyków.
Przy okazji w sam Nowy Rok spotkało mnie przyjemne zaskoczenie. Skończył mi się podkład Klasyk z Glam-shopu.
Wprawdzie nowa sztuka czeka już od jesieni, ale myślałam że jeszcze trochę będzie musiała poczekać. Cieszę się, bo tego typu produkty powinno się zużywać na bieżąco, a ten był już ze mną trochę za długo. Ja wprawdzie podkłady kupuje według potrzeb, jednak ze względu na konieczność posiadania co najmniej dwóch kolorów w ciągu roku, to zużycie się spowalnia. Zwłaszcza, że częściej nakładam krem BB niż klasyczny podkład, a bywają dni, w których wcale się nie maluję.
A tu mogę wpisać na listę zużyć z czystym sumieniem.
Do projektu trafiły też trzy cienie. Przede wszystkim te dwa malutkie, które mam od tak dawna, że nie jestem wstanie stwierdzić kiedy się u mnie pojawiły. Jak widać, niewiele z nich zostało i mam nadzieję, że do końca tego roku zostanie po nich tylko wspomnienie.
Chciałabym też zużyć najjaśniejszy kolor znajdujący się w tym zbiorku. Wprawdzie nie będzie to łatwe, bo on mi mocno rozjaśnia powiekę, widać jednak, że jestem na dobrej drodze. Mam nadzieję, że się uda.
Widać też, że nie mam powodu, żeby wprowadzać brązowe pastele do projektu. Znikają same i są to najczęściej uzupełniane przeze mnie kolory.
Drugim produktem, który powinnam zużyć jak najszybciej jest kredka do konturowania z Glam-shopu. Ona jest prawdzie jeszcze dobra, ale jest to produkt kremowy, który trochę zbyt długo mieszka w moim kuferku.
Na szczęście widać, że nie zostało go zbyt wiele - około 1/3 pierwotnej wielkości. Jest on wprawdzie dobry dla mnie tylko wiosną, bo później robi się za blady, jednak mam nadzieję, że uda mi się go w tym czasie wykorzystać do końca. Bardzo nie lubię wyrzucania niezużytych produktów, a ten powoli powinnam.
Nie wiem ile go jest, nie mierzyłam. Na razie po prostu wyznaczam kosmetyki do wykorzystania i już.
Kolejny do zużycia jest żel do brwi, również z Glam-shopu.
Jest to już moje drugie opakowanie w życiu, ale chyba poszukam czegoś mocniejszego na przyszłość. Ostatnio włoski w brwiach zrobiły się trochę niesforne i wymagają bardzie stanowczego pacyfikowania.
Oczywiście, jak każdy bezbarwny żel do brwi, ten także nie prezentuje się już najpiękniej. Na szczęście nie ma to wpływu na jego użytkowanie, więc mogę z niego korzystać do samego końca. A dużo już nie zostało.
Natomiast na pewno nie zużyję cielistej kredki do oczu z Sephora Collection. Kupiłam ją dawno temu i ona jest i jest i jest...
Mam też nowszą, wodoodporną, z Eveline, natomiast tej żal mi było wyrzucić i zamierzam z powrotem włączać ją w mój codzienny makijaż. Zdaję sobie sprawę z faktu, że ze względu na znikomy obszar nakładania całkiem niezłym planem na ten rok jest założenie, że w grudniu będzie o jedną literę krótsza. Zobaczymy, czy się to uda.
Na liście zostały jeszcze dwa błyszczyki z Eveline.
Starszy z nich jak na mnie i tak stanowi rekord zużycia. Jest to produkt teoretycznie powiększający usta o aromacie czekoladowym. Opakowanie dość mocno sfatygowało się w różnych torebkach, więc nazwy nie odczytam. Ogólnie zostało go niewiele i mam nadzieję, że w grudniu go nie zobaczę. Ma bardzo neutralny kolor, więc jest taka szansa.
Drugiego jest niestety nieco więcej, więc tu walka będzie ostra.
Jest to Diamod glow Lip Luminizer i ma taki kolor, że gdyby był zastygającą szminką, to... by go nie było. Dlatego pewnie zużyłam już 1/3 opakowania, co jak na mnie jest całkiem niezłym wynikiem. Bo ja naprawdę nie cierpię błyszczyków. Na ustach lubię trwałe, zastygające na matowo pomadki, które się nie zjadają, nie odbijają i nie kleją. Totalne przeciwieństwo błyszczyka.
W ramach projektu obydwie sztuki postawiłam w łazience i mam zamiar użytkować zamiast balsamu do ust. Wprawdzie te ostatnie też jakoś się u mnie słabo zużywają, ale może coś się uda do końca sezonu grzewczego. Zobaczymy.
Na razie tyle kosmetyków w tym pseudodenkowym projekcie. Owszem, jest jeszcze kilku mocnych kandydatów, ale żeby za bardzo się nie ograniczać z makijażem nie można wrzucić wszystkich na raz. To ma być inspiracja, a nie ograniczenie.
Ile z tego zużyję? Zobaczymy. Postaram się co jakiś czas wrzucać aktualizację, szczególnie jak wykończę jakiś produkt. I może uda się zrobić końcoworoczne podsumowanie. Wprawdzie nie mam miejsca na trzymanie zużytych opakowań żeby na koniec grudnia zrobić zbiorcze zdjęcie zużyć, ale to chyba nie o to chodzi.
Zachęcam też wszystkich do zrobienia sobie listy produktów, które należy w pierwszej kolejności wykończyć. Każdy z nas ma takie sztuki, czy z pielęgnacji, czy z makijażu. Proponuję włączenie się w ogólnoświatowy trend odgruzowywania kosmetyczek i zużycie produktu przed otwarciem lub kupieniem nowego. Będzie to z korzyścią dla naszych domów, portfeli i planety - mniej niepotrzebnych zakupów i śmieci.
A zacznijcie od wyrzucenia wszystkiego, co zepsute i tylko zagraca. Trzeba mieć miejsce żeby móc od nowa nabałaganić.