Czwartek, 18 grudnia.
Posprzątałam biurko. Praktycznie całe. Nie zajrzałam tylko na półkę z nutami, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Jest czysto i ładnie.
Zajęło mi to prawie siedem godzin. Z tego dwie pierwsze odgruzowywałam blat. A także walczyłam z sobą żeby w ogóle posprzątać a nie tylko ułożyć wszystko na wierzchu we w miarę równe stosy i tyle.
Takiego porządku nie robiłam co najmniej cztery lata sądząc z dat niektórych dokumentów znalezionych na stosie. Dlatego tym bardziej jestem z siebie dumna. I z męża, który dzielnie zniósł mój fatalny nastrój, zrobił mi pyszny obiadek, a na końcu wyniósł ogromny wór wyprodukowanych przeze mnie śmieci.
I może nie wszystko jest idealnie, na niektóre rzeczy dalej nie ma miejsca, ale jest czysto i na tyle ułożone, że da się tu swobodnie pracować. A w ostatnim czasie było to zdecydowanie mało komfortowe. Natomiast teraz siedzę przy uporządkowanym biurku i nie boję się, że coś mi spadnie na podłogę przy gwałtowniejszym ruchu. Mam nawet miejsce na herbatę.
I szafki są domknięte. I szufladę można normalnie wysunąć. I nawet znalazłam kilka rzeczy, których się nie spodziewałam. Jest super.
Wprawdzie w tej chwili czuję się wykończona, ale jestem szczęśliwa. Może nawet przestanę panikować, kto wie?
Natomiast dzisiejszy dzień jeszcze raz pokazał mi, co potrafi zrobić stres w połączeniu z niechęcią do zadania. Zdjęcie kilku pierwszych rzeczy z blatu było dla mnie prawie niemożliwe. Wynosiłam po sztuce na stół do salonu i co chwila szukałam czegoś innego do zrobienia. Masakra.
Co ciekawe, jak już blat zrobił się pusty to nagle dostałam szwungu. Szuflada ogarnęła się sama, szafka z dużymi rzeczami też. Ta z dokumentami była gorsza, bo tu musiałam przejrzeć papiery i je poukładać, a to zawsze zajmuje czas. Czytanie, porządkowanie, niszczenie - tu się nie da przyśpieszyć sprawy.
Jeszcze raz przejrzałam listę rzeczy do zrobienia i już wiem, czego w tym roku nie zrobię. Wiem też, co musi zostać bezwzględnie wykonane. Zatem teraz zabieram się do planowania.
Stan na dziś 41/84 i czyste biurko.
A w kalendarzu świeca o zapachu ciasteczek. Tak przynajmniej deklaruje producent, choć ja wyczuwam tu głównie słodką wanilię. W połączeniu z ta cynamonową da super kombinację.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz