Post-Blogmas

 


 czyli przemyślenia poświąteczne.

"Święta, święta i po świętach", a w lodówce jeszcze barszczyk z Wigilii. Na wagę strach się bać wchodzić, a o zmieszczeniu się w sylwestrową sukienkę nawet nie ma co marzyć. Taka coroczna poświąteczna codzienność.

I jak co roku, zadaję sobie to samo pytanie - czy we mnie coś te święta zmieniły na lepsze? Czy jedynym ich skutkiem jest konieczność wybiegania dodatkowych kilometrów na siłownianej bieżni i choinka do rozebrania za jakieś pięć tygodni?

Na pewno dla nas były one początkiem nowej ery w urządzaniu Bożego Narodzenia. Wszystko działo się u mnie w mieszkaniu. I już raczej tak pozostanie. Pierwszy raz też udało nam się mniej więcej wyliczyć ilość jedzenia tak, że prawie wszystko nietrwałe zniknęło. Została zupa z zielonego groszku, którą zamroziłam, jeden pełny obiad (zjedzony w sobotę) i marchewka z groszkiem. Też zniknie. Podobnie jak blacha sernika.

 Co do tego ostatniego - zawsze piekę dwie blachy. Inaczej nie wychodzi taki dobry. Nie wiem dlaczego. Wieloletnie doświadczenie pokazało mi, że próba podzielenia przepisu na pół powoduje, że coś nie do końca się udaje. Według naszej wczorajszej teorii jak jest jedna blacha, to sernik nie musi się starać wyjść dobry, a jak są dwie to każda chce być lepsza od tej drugiej. Istnienie konkurencji wymusza poprawę jakości.

A tak poważnie, to naprawdę, dwa serniki wychodzą znacznie lepsze niż jeden z połowy składników. Teoretycznie nie powinno tak się dziać, a jednak.

Pewnie zastanawiacie się, jak bardzo mam teraz zagraconą łazienkę kosmetykami z kalendarzy adwentowych, które otwierałam w grudniu.

No cóż, większość rzeczy udało mi się ładnie ustawić w rządkach na półkach, kilka schowałam do szafki. Jak jej nie otwieram, to nawet nie wypadają.

Zużywam po kolei płyny do kąpieli. Już dwie buteleczki zniknęły, teraz idzie trzecia. Może zdążę ją wykończyć w tym roku. Za to w tym roku na pewno nie zdążę skończyć tej maleńkiej kostki mydła w kształcie gwiazdki. Leży na umywalce, czasem jej użyję, ale aż w takim tempie się nie zmydla. Za to bardzo ładnie wyglądała na święta - stanowiła taką subtelną dekorację. Reszta produktów ma 11 miesięcy na wykorzystanie. Zobaczymy, które doczekają otwarcia następnego kalendarza.

A u Was jak po świętach?

Blogmas 24/24

 

Wtorek, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia.

Skończyliśmy obierać choinkę dziś o 4 nad ranem, więc choć raz tradycyjnie - ubieraliśmy ją w wigilijny poranek. Podobno tak się powinno.

Miałam ochotę od razu otworzyć kalendarze adwentowe i napisać ten blogmas, ale uznałam, że lepiej iść spać.

W kalendarzu od Balei dzis składana szczotka do włosów z lusterkiem. Wolałabym krem do rąk, ale ok. A w kalendarzu od alverde - malutkie mydełko o zapachu pomarańczy i w kształcie gwiazdki. Produkt super, ale wielkość taka skromna. Mogli zrobić 50g a nie 20. Nie szkodzi, położyłam w łazience, fajnie to wygląda.

Teraz zostało skończyć ogarnianie domu, zrobić się na bóstwo i przyjąć rodzinę.

Wszystkim moim Czytelnikom życzę zdrowych, spokojnych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Spędźcie je tak, jak tego pragniecie - w gronie rodzinnym, sami - byleby przyjemnie. Wszystkiego dobrego!

Blogmas 23/24

 

Poniedziałek, 23 grudnia. Jutro Wigilia. A ja w lesie.

I to dosłownym, bo nasze bożonarodzeniowe drzewko zajmuje w tej chwili cały pokój. I niewiele się zmieni po ubraniu go. Zyskamy może z pół metra z jednej tylko strony. zatem będzie zabawnie.

Wczoraj zabrakło lampek, więc dziś wstałam rano i dokupiłam jeszcze 1100. Razem na choince jest 2300. Ładnie to świeci. Prawie nie potrzebujemy żyrandola. A jeszcze nikt nie włączył okna i balkonu...

Uszyłam woreczki i prawie zapakowałam prezenty. Wrzucę jeszcze rano po mandarynce i wtedy zawiążę. Tradycyjnie - tutaj znajduje się mój post o szyciu woreczków. W tym roku pobiłam rekord jeśli chodzi o szybkość, ale się jakoś bronią. Jutro naprawdę nie dałabym rady.

Zrobiłam też lukier i udekorowaliśmy z mężem makowiec. Tak zwyczajnie - lukier, mak i trochę rodzynek. Nie było za bardzo czasu i siły na nic bardziej wymyślnego. A taka dekoracja ma gwarancję smaku.

Posprzątałam też łazienkę, ale ostateczne mycie będzie jutro jak skończymy się szykować. Wcześniej nie ma sensu.

A w kalendarzach adwentowych przedostatnie okienka. Balea podarowała mi 20ml toniku złuszczającego z 4% kwasem AHA. Zużyję przed wiosną. Alverde dało mi 20ml kremu nawilżającego. Zużyję na dekolt.

Tyle na dziś, biorę się za choinkę. Może uda się skończyć przed świtem...

Blogmas 22/24

 

Niedziela, 22 grudnia. Czwarta niedziela adwentu. Tak naprawdę został jeden dzień do świąt, bo w Wigilię to można prezenty schować pod choinkę i zagotować uszka. Jak ktoś czegoś jutro nie zrobi, to pojutrze będą marne szanse.

Jestem zmęczona jak koń po westernie, ale odczuwam ogromną satysfakcję. Zrobiłam dziś kutię, upiekłam makowiec i dwie blach sernika. A mój mąż ustawił choinkę i owinął światełkami. Jutro będziemy ubierać bombki i pewnie zajmie to cały dzień. 

Dalej nie wiem, jak udało się nam osiągnąć aż tyle. 

Wróciłam z kościoła, kupując po drodze pieczywo, bo wczoraj wieczorem zjedliśmy wszystko, potem zrobiłam śniadanie, zjedliśmy i było południe. Zabrałam się za płukanie maku, potem poszliśmy do garażu przynieść choinkę. Dobrze, że wpadłam na pomysł żeby ją zmierzyć - okazało się, że trzeba ja skrócić o 30cm. Zostawiłam małżonka przy tym pożytecznym zajęciu, a sama wróciłam gotować mak. I robić kruche ciasto na makowiec, bo w tym roku nie będzie zawijany.

Gdy ja szalałam w kuchni mąż z tatą przynieśli choinkę i ją ustawili. Okazało się, że wymierzyliśmy co do milimetra - po osadzeniu czubek tylko delikatnie muska sufit. Aż jestem w szoku, że tak się udało.

Oczywiście - sprawdziły się moje obawy. Drzewko radośnie stoi na środku pokoju, stół jest wciśnięty w narożnik, krzesła gdzieniebądź. I nie da się przejść między stołem a drzewkiem. Ani przy oknie. Przy komodzie też nie. Jutro do wieszania bombek będziemy musieli całkiem wynieść stół z pokoju. Tak udanego drzewka jeszcze nie miałam.

Jest tak gęste, że jutro wstanę rano i pójdę dokupić światełek - wisi już 1200, a ono ciemne. Ups...

Dobrze, że dokupiłam więcej niż jedną bombkę, bo mogłoby braknąć.

Spód do makowca się upiekł, dokończyłam kutię, zrobiłam masę makową i pogratulowałam sobie pomysłu wrzucenia części ciasta przeznaczonej na wierzch do zamrażarki. Fantastycznie się ucierało na tarce i bardzo ładnie to wyszło. Zostało tylko polukrowanie całości, ale to już jutro.

Najlepsze jest to, że w momencie, gdy powyższe ciasto się piekło, zorientowałam się, że brakuje mi jednej blachy na sernik. Tak po prostu. Zresztą, decyzja o pieczeniu nabiałowej pyszności podjęła się spontanicznie - miałam to zrobić jutro. Ale jakoś tak wyszło, że tuż przed dwudziestą udałam się do Wroclavii szukać blachy w Carrefourze. I znalazłam. Dwie ostatnie. Oczywiście, że wzięłam, bo duże i głębokie. 25x40x6cm. Akurat na moje serniki.

Zatem wróciłam do domu ze swoją zdobyczą i zajęłam się grzecznie oddzielaniem żółtek od białek. Potem jakiś cukier, opróżnianie wiaderek z serem (z Włoszczowy - jedyny z jakiego robię), masło, piana z białek i... dosypywanie mąki ziemniaczanej do pierwszej napełnionej blachy. Do reszty w makutrze, oczywiście też. Ale chyba udało się uniknąć katastrofy. O 22:00 drugi sernik wjechał do piekarnika, a ja poczułam, że padam.

Oczywiście, nie wymieniam to niezliczonej ilości umytych naczyń, nie piszę też o kilkukrotnym zamiataniu kuchni z maku, zapchanej maszynce i tego typu sprawach. Mogę za to pogratulować sobie zostawienia kawałka białego płótna na pościel - okazało się świetne do odcedzania i odciskania maku. Nie mam tak drobnego sitka, a materiał sprawdził się super. Tylko trochę sypało się z niego ziarenek po całej kuchni... Ale nie szkodzi. Pozamiatałam. Jutro pomyję fronty, blaty i podłogę.

Reszta domu wygląda jak pobojowisko, ale ogarnie się to dopiero po ubraniu choinki.

Kalendarze adwentowe się kończą. Może i dobrze, bo ile można tego mieć. 

Balea podarowała mi dziś 50ml żelu pod prysznic. Cieszę się, na pewno zużyję. Nie jestem pewna czy to samo uda mi się z primerem od alverde. Może to byc kosmetyk nawilżający, a wtedy on mi raczej skróci żywotność podkładu niż ją przedłuży. Zobaczymy.

Jutro przede mną długi dzień. Ale z pewnością nie jestem jedyna. I to mnie pociesza.

Blogmas 21/24

Sobota, 21 grudnia.

Bateria zamontowana. Zmieniliśmy ją w ostatniej chwili, bo w szafce wszystko już było mokre. Ewidentnie zaczynała ciec coraz bardziej. Przy okazji umyłam szafkę, oszczędzając sobie podwójnej roboty. Wyciągałam z niej wszystko tylko raz. Zatem kolejny punkt zaliczony.

Udało się nam też przynieść światełka, bombki i stojak, więc jutro ubieranie choinki. Przy okazji też naszykowałam świąteczne obrusy. Trzy muszę wyprasować, a trzy są niegniotące. Dlaczego aż tyle?

Jeden na stół poza posiłkami, trzy obiadowo - kolacyjne na poszczególne dni, jeden na księdza po kolędzie i jeden zapasowy jakby się coś stało. Na regale mam jeszcze dwa do obszycia i chyba spróbuję je ogarnąć jak będę szyła woreczki. To akurat ten sam kolor nitki będzie, więc nie trzeba zmieniać. W poniedziałek się tym zajmę, bo jutro choinka i sprzątanie po niej to zejdzie cały dzień. Zresztą, potem będę tak udeptana, że padnę i żadna siła nie zmusi mnie do zrobienia czegokolwiek.

Z tego samego powodu, co wyjęłam obrusy, poprosiłam męża o udekorowanie okna w dużym pokoju. Później stanie się niedostępne, bo ubranej choinki nikt przesuwał nie będzie. Zobaczymy zresztą, ile miejsca nam zostanie w pokoju po jej postawieniu. Bo może się okazać, że będzie jak w zeszłym roku - stół dosunięty do narożnika, a krzesła odstawione w kąt. I wciskanie się żeby usiąść.

Z przedświątecznych przygotowań udało mi się jeszcze ugotować zupę z zielonego groszku. Niech się odstoi do jutra, doprawimy ją do końca, zblendujemy i zamrozimy. W środę się odgrzeje. Jej to na szczęście nie przeszkadza, powiedziałabym nawet, że taka odmrożona zupa krem jest bardziej homogeniczna w smaku i delikatniejsza.

Namoczyłam też pszenicę i bakalie na kutię. Spróbuję ją ogarnąć przed bombkami, jak mąż będzie wieszał światełka. W ten sposób nie będziemy sobie wzajemnie przeszkadzać, a ja rozsądnie wykorzystam czas. Reszta pieczenia w poniedziałek - sernik i blaty do tortu urodzinowego. Niestety, wcześniej się nie da. A szkoda.

W kalendarzu od Balei znajduje się saszetka z 20ml maski do włosów. Akurat na jedno użycie, więc zaraz wykorzystam. Alverde też dało produkt jednorazowy - 16ml płynu do kąpieli. W dodatku też w saszetce, więc nawet nie bardzo jest jak podzielić. Chyba też dziś użyję, żeby nie zostawało.

Miłej niedzieli!

Blogmas 20/24

 

Piątek, 20 grudnia. Przedświąteczny weekend czas zacząć.

Jeśli ktoś się łudził, że bateria przy zlewie zostanie dziś wymieniona to nie byłam to ja. Od samego rana wiedziałam, że dziś to się nie zdarzy i generalnie - z zaplanowanych prac raczej nici. Tak też się stało.

Koło drugiej znalazłam się w Action celem nabycia płynów myjących - uniwersalnego i do kuchni. Bardzo lubię te w przezroczystych butelkach (zielony, różowy i niebieski), bo fajnie mi się sprawdzają i nie szkodzą kotu. Przy okazji kupiłam też środek do czyszczenia zmywarki, tabletki do tejże i świecącą kulę na balkon. Bo 1620 lampek to trochę za mało. Swoją drogą, ciekawa jestem czy będą je po świętach wyprzedawać za grosze. Jeśli tak, to kupię jeszcze ze dwie dla rodziców. Niech podenerwują sąsiadów.

Z Action pojechaliśmy do Biedronki i dobrze, że była to piętnasta godzina. Jeszcze dało się tam wejść i coś kupić we w miarę ludzkich warunkach. Do naszego koszyka wpadła woda mineralna, napoje, bo przecież trzeba coś na stół podać, śmietana 30% i 36%, pomidory, ogórki, mąka, jajka i banany. Oraz masło. Była promocja 2+1, więc skorzystałam ile mogłam. A potem jeszcze skręciliśmy do Lidla, bo miałam kupon na mandarynki. Pewnie nie dotrwają do świąt, ale mężowi żałować nie będę. Jest szansa, że w Wigilię będą wyprzedawać za pół darmo w Biedronce, więc się nie przejmuję.

Jeszcze musiałam szybko zdążyć na halę targową, bo w środowy wieczór pszenica na kutię rzuciła się na mojego męża jak otwierał szafkę żywnościową. Ja mam na ten temat swój pogląd, ale on twierdzi, że został brutalnie zaatakowany przez zboże, które następnie rozsypało się po podłodze. Zapewne po to, by uniknąć konsekwencyj swego czynu. Albo nie trafić do kutii. Nie dowiemy się, nie chciała zeznawać, nawet pod wpływem miotły. Dlatego dziś musiałam kupić nową porcję. Dobrze, że jest niezawodne stoisko, na którym sprzedają takie rzeczy, bo tak, to nie wiem co bym zrobiła.

Wybaczam małżonkowi jednak tę straszną zbrodnię prowadzącą do narażenia mnie na dodatkowy spacer, ponieważ pod moją nieobecność wysprzątał pracownię łącznie z moim biurkiem i maszyną do szycia, a także wytarł kurze i umył drzwi. I lustra, bo ja zrobiłam to za wcześnie i już się upaprały. Ponadto odkurzył calutkie mieszkanie. 

Jestem mu za to niesamowicie wdzięczna, bo weszłam dziś do zupełnie odmienionego domu. Jest pięknie i już mamy święta. 

Jasne, że mam jeszcze sporo do zrobienia. Pomijam ogólne sprzątanie wykonywane cyklicznie, ale stan realizacji listy wynosi 40/60. Tylko i aż.

Z rzeczy ważnych, to muszę poukładać ubieranie choinki, szycie woreczków i gotowanie. Szczególnie to ostatnie jest ważne, bo nie wszystko naraz jestem w stanie robić. Bicie śmietany i dekorowanie ciasta kremem nie może się odbywać przy włączonym piekarniku i trzech parujących garnkach na gazie. Dlatego muszę to dokładnie przemyśleć i ustalić.

A dla tych, co dopiero zabierają się za przedświąteczne przygotowania mam wyrazy współczucia. Ale niezbyt głębokiego, bo sami są sobie winni. Trzeba się było zabrać wcześniej, bo jest mnóstwo rzeczy, które nie muszą czekać na ostatnią chwilę.

Generalnie jeśli ktoś nie musi wchodzić w weekend do sklepu, to niech tego nie robi. Przewiduję szał, tłok, ścisk i dantejskie sceny. Tym, którzy będą zmuszeni do przemieszczania się inaczej niż na własnych nogach radzę wybrać się dużo wcześniej niż powinni. Będzie tragedia, korki i opóźnienia. Tłok w tramwajach, autobusach i pociągach.

Mam nadzieję, że nie będę musiała wychodzić dalej niż do garażu i śmietnika. Tam spotkam najwyżej szczury, a one nie dostają przedświątecznego obłędu.

A w kalendarzu adwentowym Balea dziś tubka masła do ciała. Pojemność 50ml, więc całkiem sporo. Zapach ma być orzechowo - karmelowy, ale nie jest jakiś bardzo intensywny. Za to alverde podarowało mi dziś 50ml żelu pod prysznic o zapachu rozmarynu i cytryny. Ten produkt raczej poczeka do lata, bo to będzie sezon na takie świeże zapachy. Teraz wolę słodsze i cięższe.

Miłego weekendu wszystkim życzę!

Blogmas 19/24


 Czwartek, 19 grudnia. Pięć dni do świąt. A w zasadzie cztery, bo Wigilii nie liczę.

Chyba dopada mnie rodzaj depresji przedświątecznej.  Nie mogę się za nic zabrać mimo zrobienia planu. Dziś zamierzałam stanąć do uszek zaraz po śniadaniu, a skończyło się na tym, że wzięłam się za nie koło południa. Ale są. Zrobione, podgotowane i zamrożone. Oczywiście - nie wszystkie - kontrola jakości musiała zostać przeprowadzona.

Kupienie grzybów drobno krojonych znacznie skróciło czas moczenia ich i gotowania. Nie dość, że wyszło w miarę tanio to jeszcze zaoszczędziłam czas. I dobre, bo ja ostatni raz uszka robiłam z piętnaście lat temu i od tego czasu ani pierożka. A i wcześniej nie miałam w tym jakiejś wielkiej wprawy. 

Największy problem mam nawet nie z samym lepieniem, ale dobraniem odpowiedniej ilości farszu do kwadracika. Nakładam albo za dużo, albo za mało i nawet dziś jak przekroczyłam setne uszko, dalej nie wychodziło to do końca tak, jak powinno.

Oczywiście - proporcje farszu i ciasta wzięłam z przepisu żeby nie zostać nagle z miską jednego albo drugiego. Nie umiem tego sama dobrze policzyć i nie wstydzę się przyznać do szukania w źródłach.

W tak zwanym międzyczasie, jak grzyby sobie mokły, udało mi się też wyprać pędzle do makijażu, więc dziś dwa punkty z listy zaliczone.  I jak patrzę na resztę, to są to w większości rzeczy, które i tak trzeba zrobić w ostatniej chwili, więc jest szansa, że bilans realizacji na koniec okaże się lepszy niż mogłoby się teraz wydawać.

Byłby jeszcze lepszy gdybym zaliczała sobie każde wyniesione śmieci... Swoją drogą, mam wrażenie, że to jest niekończąca się opowieść. Ledwo jeden worek wyjdzie - już kubeł pełen i trzeba iść znowu. Nie wiem skąd się one biorą. Ja już pomijam konieczność sortowana, co z automatu generuje cztery kubły, ale zwykłe śmieci komunalne - obierki, jakieś inne rzeczy - nie wiadomo kiedy robi się tego pełno. Jakby leżąc w kuble same się rozmnażały. I jeszcze szczury w śmietnikach. Siedzą, patrzą i nawet się nie boją. Pewnie sprawdzają, czy dobrze wszystko posortowałam...

A w kalendarzach adwentowych z drogerii dm dziś po kremie na noc. Tak śmiesznie się złożyło, że z każdego wyciągnęłam po tubce 20ml. W sumie się cieszę, bo albo wezmę na działkę i będę miała akurat tubkę na sezon, albo zużyję teraz w domu. Na wyjazdy za duże, a do konkretnego przetestowania idealne.


Blogmas 18/24

a

 

Środa, 18 grudnia. Sześć dni do świąt.

"...godzina pasterki jest umowna, bo rano kobiety przyszły do grobu"... - tym tekstem uraczyła nas moja mam jak dyskutowaliśmy dzisiejszego wieczora godzinę parafialnej pasterki. Zaiste, teologiczno - liturgiczne to novum. Pragnę przy tym zaznaczyć, że w momencie wygłaszania tej tezy zarówno ona, jak i świadkowie (tzn - tato i ja) byli całkowicie trzeźwi.

Dziś posprzątałam szafkę żywnościową. Umyłam i zdezynfekowałam wnętrze, poukładałam wszystko na nowo i dowiedziałam się, że nie muszę kupować orzechów ani migdałów, bo mam tego mnóstwo. To dobrze, zużyje się trochę.

Mam też blisko 3kg mąki typu 650, więc w weekend chyba upiekę jakieś bułeczki. Na suchych drożdżach, których znalazłam 7 opakowań. I z galaretką. Albo trzema...

Wyciągnęłam też kosz na śmieci z zamiarem umycia szafki pod zlewem... i na zamiarach się skończyło. Zamiast tego pojechaliśmy do Leroy Merlin po nową baterię, bo stara cieknie. Mąż obiecał, że wymieni pojutrze bo musi przywieźć narzędzia od swojej mamy. Przy okazji w Selgrosie kupiłam ser na sernik z Włoszczowy. Z niego mi zawsze wychodzi i już od jakiegoś czasu nie piekę z żadnego innego. Z pośpiechu zapomniałam o nabyciu mąki ziemniaczanej, a dziś zobaczyłam, że na dnie została niecała łyżka. Nic to, jutro kupię w Biedronce.

Jutro zabieram się za robienie uszek. Będzie to pierwszy raz od wielu lat i mam nadzieję, że mi wyjdą smaczne. Najbardziej się boję że ciasto wyjdzie za grube, bo dawno nie robiłam żadnych pierogów. Kupować gotowych nie chcę bo nie mam gwarancji że uda się nabyć dobre. A moje na pewno będą z grzybów a nie bułki tartej.

Stan realizacji listy: 33/60. Byłoby 34, ale nie ma sensu myć szafki jak bateria będzie zmieniania w piątek.

W kalendarzu adwentowym od Balea dziś 20ml płynnego nawilżacza. To chyba ma robić za rodzaj serum. Zużyję szybko, bo ostatnio moja skóra domaga się nawilżenia.

Natomiast kalendarz alverde podarował mi tubkę całonocnego balsamu do rąk. Też się przyda.

Blogmas 17/24

 

Wtorek, 17 grudnia. Tydzień do świąt.

Tylko i aż. Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu jesteśmy do nich przygotowani i co zamierzamy. Dla mnie jest to mimo wszystko tylko, choć dziś udało mi się wyczyścić piekarnik, kuchenkę mikrofalową i kilka pomniejszych rzeczy. Oraz kupić bakalie na kutię. Musiałam pójść dzisiejszego popołudnia załatwić różne sprawy i udało mi się po drodze zahaczyć o halę targową. Kupiłam ananas kandyzowany w postaci kolorowych kostek, suszone gruszki, morele, dwa rodzaje rodzynek i daktyle. Wszystkiego po troszkę, ale i tak mam wrażenie, że maku i pszenicy to trzeba będzie szukać między bakaliami. Zwłaszcza, że jeszcze dojdą orzechy i migdały.

Pewnie część tych zakupów trafi też do makowca, ale mimo wszystko muszę uważać żeby za dużo nie nakroić, bo wyjdzie wielka micha.

Jutro mam nadzieję skończyć mycie szafek kuchennych. Szafka z żywnością i szafka pod zlewozmywakiem same się nie posprzątają. Przy okazji mam straszny dylemat - pudełka z orzechami i przyprawami do ciast stoją zazwyczaj z tyłu, a teraz będą mi potrzebne na dniach i lepiej byłoby postawić je z przodu. Będę miała z tym trochę gimnastyki umysłowej, ale dam radę.

Najgorsze jest to, że czeka mnie jeszcze wycieczka po ser na sernik. I kilka innych drobiazgów. Jutro dowiem się dokładnie ile mam mąki i czy muszę dokupić. Ser, jajka, śmietana 36% - to na pewno jeszcze wpadnie do koszyka. Oprócz tego jabłka do kaczki, mandarynki i świeże warzywa i mieszanka na sałatę, ale te dwie pozycje dopiero w poniedziałek żeby były świeże. Krojona sałata nie może długo leżeć.

Reszta głębokiego sprzątania odeszła właśnie w niepamięć. Od czwartku biorę się za uszka, choinkę, dekoracje i ciasta. Sprzątanie już tylko "z wierzchu" i bieżące. Trudno. Odnoszę wrażenie, że i tak zrobiłam więcej niż w ubiegłym roku.

I właśnie przypomniałam sobie, że muszę jeszcze uszyć woreczki i spakować prezenty...

Swoją droga znalazłam sposób na krem nawilżający na dzień z kalendarza adwentowego. Używam go po prostu do szyi i dekoltu, gdzie produkt matujący nie jest mi potrzebny. 

A w kalendarzu Balea dziś 50ml płynu do kąpieli o zapachu migdałów i wanilii. Cieszę się. Lubię płyny do kąpieli. 

Alverde przyniosło mi 20ml balsamu do stóp. Nieczęsto nakładam tego typu produkty, ale też się nie zmarnuje.

Stan prac 32/60. A nie mówiłam, że coś dojdzie?

Blogmas 16/24

 

 

Poniedziałek, 16 grudnia. Dwie trzecie adwentu za nami.

A nie mówiłam, że coś musi wyskoczyć w ostatnim tygodniu przed świętami? Po prostu nie ma innej opcji.

Wróciliśmy wczoraj, a w zasadzie dziś prawie o trzeciej rano, zjedliśmy jeszcze pizzę mrożoną (dobrze, że z mojego piekarnika wychodzi naprawdę błyskawicznie), wypiliśmy herbatę i zamierzaliśmy się położyć. Zanim wyszłam z wanny była czwarta i dobrze, że to zima, bo latem byłoby już jasno. Myślicie, że mogliśmy się przytulić i spokojnie zasnąć po ciężkim dniu?

Niestety, okazało się, że pod naszą nieobecność Behemot zapaskudził koc. I poszwę. Nie bez przyczyny mówi się "rzyga jak kot". On wprawdzie stara się nie brudzić na rzeczy, ale najwyraźniej musiał nie zdążyć zeskoczyć z łóżka. Dobrze, że prześcieradło i poszewki były nienaruszone, ale i tak czekały nas dodatkowe atrakcje związane z wyciąganiem świeżego koca. Pościeli szukać nie musiałam - wisiała jeszcze na suszarce, bo zmieniałam ją i prałam w piątek. Zatem przespaliśmy w niej całe dwie noce. Nieźle, jak w hotelu.

Dziś oczywiście wymieniałam poszewki żeby był komplet, wyprałam koc i pościel. To tak w ramach rozrywki.

W ramach sprzątania - ogarnęłam szafkę z talerzami i sztućcami. Więcej nie zdążyłam. Potem pobiegłam na korepetycje, a jak wróciłam to poszłam do Biedronki po zakupy. Kupiłam mięso, chleb, olej i barszcz na wigilię. A także skorzystałam z promocji na jajka.

Ogólnie mam wrażenie, że przedświąteczne zakupy to jest jakaś paranoja. Z jednej strony są rzeczy, które można nabyć wcześniej, a z drugiej - trzeba biegać po sklepach do ostatniej chwili. Teraz w dodatku muszę się pilnować żeby nie zrobić za dużo, bo nie będzie miał kto tego zjeść. A nie wszystko przecież da się przechować. Masakra.

Swoją drogą - nie zdążę ze wszystkim. Jestem tego pewna. Mam nadzieję, że jutro uda mi się skończyć szafki kuchenne, a potem biorę się za uszka i inne sprawy. Reszta sprzątania to będzie już tylko bieżące "po wierzchu" Zamierzałam zrobić porządek na regale z materiałami ale to już nie w tym roku. Niestety - za wolno mi to idzie. Będzie ładnie i czysto, ale nie tak jak chciałam.

Jeśli pytacie co robię z kosmetykami z kalendarzy adwentowych to odpowiedź jest prosta. Zużywam. Dlatego między innymi preferuję takie tanie z miniaturkami, a nie droższe zawierające pełnowymiarowe produkty. W ten sposób mogę się zapoznać z ofertą producenta, zabrać niektóre rzeczy latem na wyjazd, a niektóre wykorzystać w sytuacji awaryjnej - gdy nagle okaże się, że jakiś produkt się skończył a ja tego nie zauważyłam. Zresztą dwie maseczki w saszetkach już zostały zużyte, więc zostały już tylko dwie. Zatem nie należy myśleć, że mam w domu pełno przeterminowanych kosmetyków, które potem muszę wyrzucić.

A dziś w kalendarzu od Balei serum na końcówki włosów. 20ml to taka dobra ilość żeby wypróbować czy działa. Wprawdzie na razie trafi do szafki, ale to dlatego, że mam mocne postanowienie wykorzystania do końca otwartej odżywki.

Alverde przyniosło mi 8ml balsamu do ust w tubce. Jestem zatowarowana w tym względzie co najmniej do wiosny jeśli nie na dłużej, bo ja najczęściej zapominam o tego typu produktach. Fakt, że potrzebuję ich raczej zimą i bardzo rzadko latem, ale nawet teraz jak zabalsamuję ust to nic specjalnego się nie stanie. Zatem mam nadzieję, że już więcej tego typu produktów się nie pojawi. Zostało jeszcze osiem okienek, więc kto wie...

Blogmas 15/24


 Niedziela, 15 grudnia. Trzecia niedziela adwentu.

Dziś strollowała mnie wrocławska hala targowa. Myślałam, że z okazji niedzieli handlowej będzie otwarta, a odbiłam się od drzwi.

Generalnie jestem przeciwniczką robienia zakupów w niedzielę, dziś natomiast miałam okazję być koło rzeczonej hali i myślałam, że skorzystam. Zamierzam w niej kupić produkty na kutię - rodzynki, suszoną gruszkę i inne bakalie - a wiem, że na jednym stoisku będą lepsze niż takie ogólnie dostępne w sklepach w mojej okolicy. W dodatku ja tego potrzebuję naprawdę mikroskopijne ilości, więc kupowanie na wagę będzie w sam raz. 

Zatem wybrałam się wcześniej na śpiewanie żeby mieć kwadrans na zakupy, a tu hala zamknięta. Będę musiała podejść w tygodniu tak, żeby w przyszły weekend mieć wszystko przygotowane.

Ogólnie dziś udało mi się z czasem. 

Rano mieliśmy kupić karpie na wigilię.  Byliśmy umówieni z panem sprzedawcą na ósmą rano i bałam się, że zejdzie nam do jedenastej. W końcu zamówiliśmy sześć karpi, a chcieliśmy jeszcze żeby były zabite, wypatroszone i bez głów. A okazało się, że pan miał je dla nas przygotowane i transakcja trwała pięć minut. Zdążyłam wrócić do domu i zjeść śniadanie z mężem zanim wyszłam na śpiewanie. I miałam ten kwadrans na zakupy, które nie wyszły.

Nie bójcie się, nie zjemy 15kg karpia w cztery osoby na jedno posiedzenie. Jedna sztuka na teraz, a resztę świekra kupiła dla siebie na cały rok. Zamrozi i będzie sobie czasem smażyła. Bardzo je lubi, a cena była dobra. I sprawdzone źródło - te ryby są naprawdę super.

Zatem poszłam przez halę targową na próbę i mszę, nie kupiłam, zaśpiewałam swoje, wróciłam do domu po czym znów przebrałam się w strój "brudny" - znajomy dał mi znać, że przyjechały zamówione choinki. Więc tato wziął mnie w samochód i pojechaliśmy po drzewka. Śliczne są, duże, ciężkie i - jak co roku - potwornie kłujące. Bo to takie prawdziwe świerki lekko skundlone srebrnym. Do rodziców wnieśliśmy od razu, a mój na razie odpoczywa w garażu. Przyniesie się pod koniec tygodnia, jak wszystko inne będzie gotowe. Ubieranie choinki to czasochłonna przyjemność, więc zostawię ją sobie przed pieczeniem ciast, po naszykowaniu domu. 

Mam tylko nadzieję, że to ubieranie nie przypadnie na samą wigilię...

W kalendarzu adwentowym od Balei dziś balsam do ust. Taka standardowa szmineczka, tylko zamknięcie ma zakończone serduszkiem, które pewnie się zaraz ułamie. Ale ogólnie to fajny produkt na ten sezon. Za to alverde dziś podarowało mi mleczko do demakijażu. 20ml gęstego produktu zawsze się przyda.

A Wam jak minęła niedziela?

Blogmas 14/24


 

Sobota, 14 grudnia. 

Czy ja Wam już wspominałam o tym, że nawet najbezpieczniej zaplanowany grudzień i tak się wykrzaczy? I że zawsze należy oczekiwać nieoczekiwanego? I że prędzej człowiek spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji z Monty Pythona niż tego, co mu się trafi w grudniu?

Mnie się właśnie zdarza taki weekend.

Dziś jak wyszłam rano, tak dopiero niedawno wróciłam. I przy tym nie załatwiłam niczego z własnej listy. Za to mam pewnie porządną kreskę w niebie do wciągnięcia. A nie zapominajmy, że tam mają boski towar.

Jutro też przewiduję niezłą jazdę. Rano trzeba pojechać po zamówione ryby, potem mam śpiewanie na mszy, potem przyjadą zamówione choinki, więc trzeba pojechać je odebrać, a jak odstawimy z tatą drzewka do garaży to pojedziemy dalej pomagać w przeprowadzce. Mam nadzieję, że mimo niedzieli handlowej miasto będzie jako tako przejezdne. Ale śniadanie to pewnie będzie hot dog z żabki, a obiad może gdzieś po drodze. Albo powtórka ze śniadania.

Mam tylko nadzieję, że od poniedziałku będę mogła wrócić do realizowania kolejnych punktów z listy. Powinnam ją zrewidować i dopisać kilka rzeczy, ale może nic się nie stanie jak nie umyję ekspresu do kawy. Na szczęście olej we frytkownicy muszę już wymienić, więc przy okazji umyje się sprzęt. Reszta nie ma takiego znaczenia. W kuchni z ważnych rzeczy to muszę jeszcze umyć szafkę pod zlewem, bo tam już jest nieciekawie i szafkę z żywnością - również (jeśli nie przede wszystkim) po to, by zrobić w niej porządek. Nie wiem, czy uda się to ogarnąć jednego dnia, ale będę się starać.

Potem z ważnych rzeczy zostanie szycie woreczków, ogarnianie tego, co na wierzchu i sprzątanie bieżące. A także pieczenie i gotowanie. Choinkę ubiorę na końcu jak dom będzie gotowy.

A dziś wykorzystam którąś z maseczek z kalendarzy adwentowych, bo aż mnie piecze twarz. Rzadko mi się zdarza coś takiego, ale po całym dniu w kurzu i jeszcze przy tej pogodzie na zewnątrz buzia domaga się dopieszczenia. Reszta ciała też, więc za chwile wskakuję do wanny.

W kalendarzu od dm dziś płyn do kąpieli o zapachu waniliowo - truskawkowym. Dziś go nie użyję, bo mam nastrój na inny zapach, ale niewątpliwie zawartość buteleczki zniknie do świąt. Za to pewnie w tym roku nie zniknie maska do włosów od alverde - wyciągnęłam ja dziś w 20ml tubce i raczej zostawię na później - zwłaszcza, że mam aktualnie dwie otwarte odżywki, z których co najmniej jedna chcę zużyć do końca roku.

A Wam jak mija weekend?

Blogmas 13/24

 

Piątek, 13 grudnia. Ja nie miałam pecha, zresztą nie wierzę w pechową trzynastkę. Zaraz po trójce to moja ulubiona liczba.

Dziś wprawdzie wstałam z okropnym bólem głowy, który nie chciał ustąpić do południa mimo wzięcia tabletki. Dopiero dwa porządne kubki dobrej herbaty postawiły mnie na nogi. Ale to pewnie z powodu wysokiego ciśnienia, bo mojego męża też bolała głowa.

Albo z okazji piątku trzynastego.

Chyba z tej samej okazji udało mi się wyprać jasiek mojego męża. To znaczy - on sam zawinął się w pościel i wskoczył do pralki. Ja grzecznie położyłam poduszki na materacu żeby się wszystko ładnie odwietrzyło. A potem zorientowałam się, że jednego jaśka brakuje. Na szczęście zdążył już wyschnąć do tej pory i mogłam założyć na niego poszewkę. Nie wiem o co chodzi, może uznał się za zbyt brudny albo uznał że na święta trzeba dać się wyprać. Innym egzemplarzom starczyło samo wietrzenie.

Dziś znów miałam wysokopoziomowe ćwiczenia na steperze. Czyli wysprzątałam górną szafkę - tym razem tę, w której trzyma szklanki i kieliszki. A na górnej półce jest prodiż, dwie maszynki do makaronu i kilka innych drobiazgów. W każdym bądź razie znów wchodziłam na taboret, odkładałam trochę rzeczy na blat za sobą, jak kończyło mi się miejsce to schodziłam ze stołka i wynosiłam wyjęte naczynia do pokoju. Oczywiście, w międzyczasie po kolei wyjmowałam opróżnione już półki. Następnie mycie, przynoszenie, wkładanie, układanie, na końcu wieszanie drzwiczek.

Brzmi prosto, prawda?

Ale ja mam tylko 158cm wzrostu i nie sięgam na górę nawet ze stołka. Dlatego potrzebuję długiej łyżki zakończonej haczykiem (kupiłam taką w IKEI), którą wyciągam rzeczy umieszczone najgłębiej. Potem tak samo je umieszczam. Naprawdę - jest to całkiem przednia gimnastyka, zwłaszcza, że chowanie sprzętów odbywa się częściowo "na macanta". Oczywiście - mogłam poprosić męża o pomoc, ale (jak łatwo się domyślić) - nie było go w domu. Więc w tym wypadku byłam zdana na siebie. Ale nie szkodzi, trochę wyciągania się nie zaszkodzi. 

Mam nadzieję, że pobyt na balkonie nie zabił mi cebuli amarylisa. Wystawiłam ja jakiś czas temu żeby przeschła, przechłodziła się i ponownie wytworzyła kwiat. Mojej mamie się udaje, ale ja robiłam to po raz pierwszy. Właśnie przed chwilą wstawiłam doniczkę z powrotem do pokoju i podlałam trochę. Może się uda.

W kalendarzu adwentowym Balea dziś krem na dzień. Ma zawierać olejek arganowy, witaminę E i SPF 15. Domyślam się, że jest to produkt do cery normalnej, więc nie będzie matowił, ale spróbuję go zużyć. To tylko 20ml. Alverde podarowało mi za to 15ml kremu do paznokci. Nie wiem, czy jest to jakiś rodzaj kosmetyku do skórek, czy coś pielęgnującego płytkę? Nie mam pojęcia. Na razie mogę wmasować w skórki i płytkę, bo mam niepomalowane paznokcie. Może na święta się uda ogarnąć hybrydę. A może nawet przedłużyć, kto wie.

Stan prac na dziś: 27/59. Trochę gorzej niż bym chciała, ale i tak jest nieźle.

Blogmas 12/24

 

Czwartek, 12 grudnia. Połowa adwentu za nami.

Z jednej strony wydaje mi się, że sporo udało mi się osiągnąć w zakresie przedświątecznych przygotowań, a z drugiej - lista jest długa i odnoszę wrażenie, że zrealizowałam zdecydowanie za mało punktów. Stan na dziś: 25/59.

Udało mi się umyć dziś szafkę z garnkami. I tyle.

Dzisiejszy dzień przytłoczył mnie nadmiarem drobiazgów do ogarnięcia. Poza tym wszystko leciało mi z rąk. Masakra jakaś, ale tak czasem bywa.

To nie jest tak, że ja mam jakąś obsesje sprzątania przed świętami. Wiem, że nikt nie przyjdzie sprawdzić, czy mam czysto w górnym narożniku szafy. teraz mam po prostu termin, a potem znów będzie można sprawę odwlekać. Dlatego tak mi zależy. I dlatego też chcę zrobić maksymalnie dużo w tym tygodniu. Bo potem nie będzie kiedy.

W niedzielę przyjedzie choinka, w tygodniu się ją ubierze, a ja do tego czasu muszę mieć wyszykowany duży pokój i wyjęte obrusy na trzy dni świąt. Choinka zastawia mi komodę, więc jak ją postawię to już się nie dostanę do szuflad i będzie problem.

Zanim jednak do końca przygotuję duży pokój, to chcę mieć wysprzątaną kuchnię. Przede wszystkim dlatego, że rzeczy z szafki trafiają w trakcie mycia na stół w dużym pokoju. Moja kuchnia pochodzi z czasów, w których luksusem było posiadanie lodówki, a kuchenka miała gazowy piekarnik, w którym trzeba było pilnować płomienia. Nie mówiąc już o tym, że zabierała cenną powierzchnię, którą można było wykorzystać na pokoje. Stąd, podobnie jak łazienka, jest ona mikroskopijna. Wprawdzie mieści się w niej wszystko, co trzeba, ale przy tej ilości posiadanych przeze mnie rzeczy nie jestem w stanie wszystkiego postawić na blacie. Stąd konieczność posiadania wolnego stołu w pokoju w trakcie mycia szafki ze szkłem. W dodatku rzeczony stół musi się dać rozłożyć, co po postawieniu bożonarodzeniowego drzewka może nie być takie oczywiste.

Zatem wniosek jest prosty - jutro i pojutrze muszę skończyć sprzątanie szafek kuchennych. Na zrobienie czegoś jeszcze nawet nie liczę, nie po tym, jak dziś wszystko leciało mi z rąk.

Na ten weekend jest jeszcze jedno ważne zadanie do zrobienia. Jest nim wybranie świątecznej garderoby. Po wybraniu proponuję przymierzenie strojów żeby sprawdzić, czy naprawdę czujemy się w nich komfortowo i wyglądamy elegancko. I czy wszystko jest w porządku z sama odzieżą. Jak z obrusami - obejrzeć pod kątem plam i uszkodzeń.

Dlaczego proponuję zrobić to teraz a nie za tydzień? Bo jakby się okazało, że coś źle leży lub nie nadaje się do ubrania z innego powodu, to jest jeszcze cały tydzień na sprokurowanie innego zestawu. Ponadto trzeba przygotować bieliznę, obuwie i ewentualne rajstopy lub pończochy. Warto przyjrzeć się też stanowi płaszczy. W święta ma być raczej zimno, a obecne prognozy wskazują na dużą wilgotność powietrza. Stąd długie płaszcze, rękawiczki i nakrycie głowy mogą okazać się niezbędne nawet jeśli planujemy tylko krótkie pobyty na zewnątrz.

Warto też zaplanować ewentualne farbowanie włosów i malowanie paznokci jeśli robimy to samodzielnie. Takie zabiegi trwają i trzeba je gdzieś wcisnąć w grafik. O wyjściach do różnych gabinetów świadczących tego typu usługi nie wspominam, bo na grudzień pewnie trzeba się było zapisywać z dużym wyprzedzeniem.

A propos pielęgnacji - wczoraj użyłam tego płynu do kąpieli z alverde i był bardzo fajny. Może nie jakiś super, ale nie zostawił wysuszonej skóry i miał bardzo przyjemny zapach.

Dziś w kalendarzu z Balea mam 20ml kremu do stóp. Kosmetyk bardzo ładnie pachnie wanilią. A od alverde jest 20ml masła do ciała. Co ciekawe, ma ono inny zapach niż poprzednie kosmetyki z tego kalendarza. Jest jakby mniej perfumowane. Ale też na opakowaniu nie ma kokosowo - waniliowej deklaracji. I tak się teraz zastanawiam - zużyć od razu, czy zostawić na później?


Blogmas 11/24

 

Środa, 11 grudnia.

W zasadzie to zostały trzy dni na zrobienie tych rzeczy z listy, które chcemy żeby były zrobione, bo od przyszłego poniedziałku zostanie tydzień na zrobienie tego, co trzeba. Ostatniego poniedziałku i samej wigilii nie liczę - to będą dni na kupowanie chleba, pieczenie ciasta i prasowanie obrusa. A także robienie zup, sałatek i temu podobnych. Wszystko inne MUSI być ogarnięte przed piątkiem 20 grudnia. 

To znaczy nie musi, ale jak chcemy siąść do świątecznego stołu w miarę wypoczęci, uśmiechnięci i spokojni, to jednak musi. 

Kierując się powyższą filozofią wzięłam się dziś za sprzątanie szafki, w której trzymam filiżanki i herbatę. Brzmi to bardzo łagodnie, ale tak naprawdę jest to to górna połowa wysokiego słupka kuchennego - cztery głębokie półki całkowicie zastawione porcelaną i fajansem. Oraz kilkoma metalowymi puszkami z materiałem na mój ulubiony napar.

Moje mycie szafek kuchennych wygląda w ten sposób, że zdejmuję drzwiczki, potem wszystko wyciągam poczynając od góry, wyjmuję po kolei półki i myje pusty korpus w środku. Później zaczynam wkładać rzeczy z powrotem od dołu, umieszczam umyte półki na swoich miejscach i tak zapełniam mebel. Na końcu wieszam (również umyte) drzwiczki. Zatem jest to całkiem poważna praca i swój czas zajmuje. Przy okazji zawsze można poprawić układ w środku, choć mam wrażenie, że te szafki już i tak mają maksymalnie wykorzystaną przestrzeń.

Powiesiłam rzeczone drzwiczki upewniając się, że obydwa zawiasy kliknęły, zamknęłam je i zeszłam ze stołka z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Czy ja już mówiłam, że z podłogi to ja sięgam tylko do najniższej półki? Jeśli nie, to informuję, że cała ta operacja wymagała ode mnie wielokrotnego wchodzenia i schodzenia z kuchennego stołka. Taki długi trening na wysokim steperze.

Zatem zamknęłam drzwiczki, odstawiłam rzeczony stołek na miejsce i uznałam, że pora się wziąć za pieczenie dyni na purée. Podeszłam zatem do drzwi balkonowych, odsunęłam firankę i zamarłam.

Na liściach mojej żyworódki stojącej na parapecie odkryłam białe plamy jakiego grzyba. Nie lubię takich sytuacji i postanowiłam od razu go zwalczyć. Zwłaszcza, że w dwóch małych doniczkach z innymi roślinkami zobaczyłam, że ziemia tez została zainfekowana.

Uznałam jednak, że kwiatek przez następne pół godziny nie zmarnieje skoro dotąd żyje z tym grzybem na liściach i zabrałam dynie z balkonu. Pokroiłam je, wydrążyłam z nasion i wstawiłam w blachach do piekarnika. A potem zajęłam się żyworódką i pozostałymi dwoma kwiatkami.

Zrobiłam mocno stężony roztwór sody oczyszczonej i polałam nimi ziemię w małych doniczkach. Uprzednio zebrawszy i wyrzuciwszy zagrzybioną warstwę. Doniczkę z żyworódką wstawiłam do wanny, założyłam jednorazowe rękawiczki i rozpoczęłam masakrowanie rośliny. Każdy liść, który choćby wydał mi się podejrzany, odcięłam sekatorem. Po tym, jak zostały prawie same łodygi opryskałam całość porządnie woda z sodą, podlałam ziemię resztą roztworu i odstawiłam biedną ofiarę plechowcowego ataku na miejsce na parapecie. Na koniec wyrzuciłam liście do kosza i umyłam wannę. I tak się skończyła moja tegoroczna przygoda ze zbieraniem grzybów.

Wczoraj wykorzystałam jedną z maseczek z kalendarza od Balei. Najpierw oczyściłam buzię peelingiem mechanicznym, a potem nałożyłam produkt. Odczucie fajne - trochę grzała, ale to normalne w przypadku tak przygotowanej cery. Spektakularnych efektów nie widzę, ale bez przesady. Przyjemność była i to jest najważniejsze.

Dziś Balea dała krem pod oczy w tubce o pojemności 10ml. To prawie pełnowymiarowy produkt, więc się cieszę. A jeszcze bardziej cieszę się z płyny do kąpieli od alverde. Nie spodziewałam się takiego produktu wyciągając saszetkę. Wanny są obecnie niemodne, więc producenci raczej unikają dawania tego typu kosmetyków. A tu taka niespodzianka. Pojemność 16ml, ewidentnie jedna porcja. Według opakowania zapach waniliowo - kokosowy, czyli taki sam jak pozostałych produktów z tego kalendarza. Zużyję już za moment.

Stan przedświątecznych przygotowań: 24/59. Aż policzyłam drugi raz bo nie wierzyłam, że aż tyle mi się udało. Oby tak dalej.

Blogmas 10/24

 

Wtorek, 10 grudnia. Dwa tygodnie do świąt. Aż trudno uwierzyć.

Mam wrażenie, że przede mną tyle roboty, choć na dziś stan przygotowań wynosi 19/59. Prawie jedna trzecia. Na papierze wygląda to nawet nieźle, ale w praktyce zostały mi do wysprzątania najgorsze szafki kuchenne. Chciałabym zabrać się za nie jutro żeby do końca tego tygodnia mieć posprzątane wszystko, co nie jest na ostatnią chwilę. Może się uda, choć sama myśl o tej robocie powoduje, że chcę się zabrać za cokolwiek innego. Nie wiem czemu, bo zazwyczaj lubię mycie tych szafek. Może po prostu przeraża mnie ogrom roboty, a jak się za nie wezmę to będzie jak z lodówką - pójdzie niemal samo. Oby.

Dziś pojechałam z rodzicami na zakupy do Selgrosa. Kupiłam pół kilograma suszonych grzybów na uszka, dużą puszkę groszku konserwowego na zupę, grzanki, wiśnie w czekoladzie do powiedzenia na choince, frytki i śledzie na Wigilię. Może się wydawać że to trochę wcześnie jak na kupowanie ryb, ale one mają dość długi termin ważności, a są idealnej wielkości jak na nasze potrzeby. Małe opakowanie, ładnie ułożone dzwonka - można podawać na stół. Oczywiście, z racji rangi święta postaram się je przełożyć na talerzyki - trzymajcie kciuki żeby mi się udało.

Pojechaliśmy tez do Leroy Merlin, bo był tuż obok, a tato potrzebował jakiegoś gniazdka i kołków, więc ja dorobiłam się gwiazdy betlejemskiej i nowych bombek. W końcu nie można nie skorzystać z promocji 4 za 3, prawda?

Sprzątałam dziś szafki w łazience i uznałam, że muszę wrócić do cowieczornego nakładania maseczek. Mam dwie otwarte tubki, jedna to maseczka oczyszczająca typu peel of od Isany, a druga to taka bardziej odżywcza od Avon. Mam jeszcze tę podwójną saszetkę od alverde sprzed kilku dni, a dziś podobną podwójną znalazłam w kalendarzu Balea. Także któraś na pewno trafi dziś na moją buzię.

A skoro kalendarzu mowa, to alverede przyniosło mi dziś 50ml żelu pod prysznic. Ten produkt trafi akurat do szafki z przeznaczeniem wyjazdowo - wakacyjnym.

Swoją drogą, widziałam dziś świąteczny tramwaj. MPK okleiło jeden z pojazdów w motyw zimowy, napisało życzenia i obwiesiło cały dach światełkami. Super inicjatywa, naprawdę. Jestem pod wrażeniem, bo zobaczyłam go wieczorem i te światełka wyglądały tak naturalnie, że dobrą sekundę zajęło mi skojarzenie, że nie powinno ich tam być. A potem przyjrzałam się pojazdowi i okazało się że to taki świąteczny tramwaj z życzeniami dla mieszkańców. Ciekawe czy w środku puszczają kolędy...


Blogmas 9/24

 

Poniedziałek, 9 grudnia.

Co się wydarzyło z okazji poniedziałku? Mnie spotkała średniej klasy przykrość - skończył mi się szampon na sucho i musiałam z nieświeżymi włosami iść po zakupy do Rossmanna. Dobrze, że mogłam założyć czapkę, bo czułabym się naprawdę niekomfortowo.

Na szczęście było dość wcześnie i w drogerii mało było przedświątecznych zakupowiczów, choć i tacy się zdarzyli. Widziałam też prześmieszne kolczyki, ale stwierdziłam, że wydawać 30 zł na to, żeby je raz w roku założyć to przesada. My nie jesteśmy rodziną ubierającą się w świąteczne sweterki, a ja ze swej strony też mieć biżuterię dopasowaną do stroju i makijażu.

Skorzystałam z promocji 3 w cenie 2 na szampon od Batiste - normalnie nie kupiłabym takiej ilości opakowań na raz, ale tu się naprawdę opłacało. Podejrzewam, że pierwsza puszka zniknie jeszcze w tym roku, więc nie bardzo się przejmuję. Kupiłam też normalny szampon, bo skończył mi się w sobotę wieczorem i płyn do prania. Tego ostatniego produktu mam już mało, a teraz jest taki czas, że trzeba prać na bieżąco. Dlatego warto zaopatrzyć się w zapas. 

Przy okazji - proponuje też sprawdzenie ilości posiadanych w domu mydła i pasty do zębów, a także papieru toaletowego żeby potem nie biegać w ostatniej chwili. To wbrew pozorom są produkty pierwszej potrzeby.

Udało mi się dziś umyć lodówkę i zamrażarkę. Uważam to za całkiem niezłe osiągnięcie, zwłaszcza, że ja mam sprzęt typu side by side. I tak, jak wyjęłam wszystko z zamrażarki to okazało się, że na dnie pod szufladą jest... kocia sierść. Kurzu się spodziewałam, brudu też, ale tego - w żadnym wypadku. A jednak była. Musiała się jakoś dostać do środka podczas otwarcia, a potem wraz z cyrkulującym powietrzem powędrowała na dno. Dorze, że nie zatkała jakiegoś otworu wentylacyjnego, bo nie wiem, czy gwarancja jeszcze działa. I czy obejmuje tego typu awarie.

W każdym bądź razie wszystko umyłam, poukładałam na nowo i przy okazji odkryłam, że nie muszę jutro kupować sera Grana Padano. Mam jeszcze jeden zamrożony kawałek, akurat się przyda do polędwiczki wieprzowej pod pierzynką.

W międzyczasie zrobiłam pranie czarnych rzeczy, a jak ono do jutra podeschnie, to czeka mnie jeszcze pralka z kolorowym. Teraz trzeba prać na bieżąco żeby nie zostało potem na ostatnią chwilę. Poza tym muszę mieć w czym chodzić.

Na koniec dnia wybrałam się do dealz po słodycze do prezentów. Z jednej strony nie był to najlepszy z pomysłów, a z drugiej - wolę nie wiedzieć, co tam się będzie działo za dwa tygodnie. A tak kupiłam mniej więcej to, co chciałam.

Jutro jestem umówiona z rodzicami na wyjazd do Selgrosa. Moja lista zakupów jest dość krótka, ale będą to same istotne sprawunki. Między innymi zamierzam nabyć tam duże opakowanie frytek, ale też cukierki na choinkę, grzanki do zupy i suszone grzyby w dużym opakowaniu. A może nawet jeszcze jakąś mrożonkę w dużej paczce. Mąki i cukru tam nie kupuję - wychodzi zdecydowanie za drogo. Natomiast warto tam pójść po produkty spożywcze konkretnych marek, o które trudno w dyskontach i innych marketach. Na pewno kupię też dużą puszkę groszku konserwowego na zupę - podam ją w pierwszy dzień świąt z dodatkiem delikatnych grzanek.

Mam nadzieję, że uda nam się przeżyć tę wycieczkę...

W kalendarzu adwentowym od Balea dziś krem - maska do rąk. Według instrukcji należy nałożyć ją grubsza warstwą na całą noc. Opakowanie to 20ml tubka z plastuku, więc forma podania i ilość całkiem zadowalająca.

Alverde podarowało mi produkt na wyjazd - 20ml płynu micelarnego w plastikowej buteleczce. Na wakacje będzie jak znalazł.

Swoją drogą, użyłam dziś po południu trochę kremu do twarzy z kalendarza z alverde. Tak jak podejrzewałam - jest to produkt nawilżający, ale raczej do skóry normalnej. Przy obecnej pogodzie i grzejących kaloryferach pewnie go zużyję do końca sezonu, zwłaszcza, że nie ma go jakoś bardzo dużo.

A Wam co zdarzyło się w poniedziałek?

Blogmas 8/24

 

Niedziela, 8 grudnia. Jedna trzecia adwentu za nami.

Na wszelki wypadek zacznę od kalendarzy, żeby nie było tak jak wczoraj.

Dziś dwie odżywki do włosów. Balea dała tubkę 20ml, a alverde 30ml. W ogóle to dopiero dziś się zorientowałam, że obydwa kalendarze mają na kartonikach całą listę produktów podpisanych po polsku. A ja się dotąd z niemieckim męczyłam. Nie szkodzi, odrobina wysiłku intelektualnego zawsze w cenie.

Niedziela minęła mi spokojnie, żeby nie powiedzieć, że wręcz leniwie. Ale chyba potrzebowałam odpoczynku. A może to tylko pogoda spowodowała, że po śniadaniu przespałam ponad dwie godziny, nie wiem.

Z poważniejszych spraw - poszłam dziś do rodziców i umówiliśmy się na świąteczne zakupy. Nie ma sensu jechać na dwa samochody do jednego sklepu, zwłaszcza, że i tych sprawunków nie będzie znów tak dużo. W końcu cztery osoby to nie pułk wojska.

Zaplanowałam też prace na nadchodzący tydzień. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować plan tak, żeby na następny tydzień zostały mi same prace bieżące.

Jutro myję lodówkę i zamrażarkę, a od pojutrza biorę się za szafki kuchenne i łazienkowe. Sześć w kuchni i dwie w łazience to powinno się udać.

Miłego nadchodzącego tygodnia.


Blogmas 7/24


 Sobota, 7 grudnia.

"... zaprawdę powiadam wam, że się nie narodzę dopóki okna wasze umyte nie będą..."

Tak, zrobiłam to dziś. Umyłam okna, wyczyściłam parapety, pomyłam i poodkurzałam rzeczy stojące na tychże, przearanżowałam kwiaty z myślą o postawieniu choinki, pomyłam karnisze, zdjęłam, wyprałam i z powrotem powiesiłam firanki. Czuję się ukontentowana ogromem wykonanej pracy.

Bo okna od ulicy były naprawdę mocno ubrudzone dziwnym, czarnym pyłem. A przecież w pobliżu są zwykłe bloki wyposażone w centralne ogrzewanie. Okno szczytowe było obsypane szarym pyłem, natomiast to od podwórka - niczym. Było najczystsze ze wszystkich i wymagało szybkiego przeczyszczenia ze śladów wody i owadzich kropek. Dodam jeszcze, że poza kuchennym oknem, które z oczywistych względów wymaga więcej pracy, od środka wszystkie były tak samo niebrudne. Ot, wymagały zwykłego przetarcia. Nie rozumiem zjawiska, ale nie zadaję pytań, na które nie chcę znać odpowiedzi.

Teraz muszę tylko dokończyć sprzątanie szafek kuchennych i łazienkowych, zrobić zakupy, upiec i ugotować co trzeba i Boże Narodzenie nastanie. Stan prac - 15/59, dziś nie doszedł żaden punkt. Aż dziwne.

Zanim jednak wzięłam się za okna poszłam do Biedronki. Wyskoczyłam jeszcze przed śniadaniem, bo okazało się, że mamy mało chleba. I wiecie co? Miałam rację.

Wczoraj pisałam Wam o tym, żeby dziś nie chodzić do sklepów bo będą dzikie tłumy. Były. Część ludzi to byli normalni zakupowicze, którzy tak jak ja przyszli po bieżące produkty, ale byli tez tacy, którzy ewidentnie wybrali się na Przedświąteczne Zakupy. Bez listy, bez pomysłu, ale trzeba kupić bo święta za pasem. Łazili pod nogami, wybierali, zastanawiali się i generalnie stali na drodze. Ale ci, których ja spotkałam w Biedronce to nic. Mój mąż musiał skoczyć do IKEI i Obi ze swoją mamą i tam podobno działy się dantejskie sceny. Ludzie wchodzący pod nogi, wrzeszczące dzieciaki niepilnowane przez rodziców, kolejka po hot-dogi uniemożliwiająca przejazd wózkiem i totalny brak miejsc parkingowych. Dobrze, że nie musiałam z nimi jechać i mogłam zająć się oknami.

Oczywiście to, że rano miałam kupić chleb nie spowodowało, że nie skorzystałam z promocji na masło. Było 3+1, więc kupiłam 4 kostki. Korzystajcie z takich okazji. Masło, jajka, mąka i cukier to są produkty, których trzeba mieć więcej i można nabyć je wcześniej. A to pierwsze jest ostatnio coraz droższe. Zatem jak widzicie rozsądną promocję - bierzcie ile możecie. Masło można mrozić - po rozmrożeniu zachowuje się dokładnie tak samo jak przed i nadaje się do jedzenia i pieczenia bez żadnych specjalnych zabiegów. Zatem kupujcie teraz, bo po 15 grudnia o promocjach na nie będzie można zapomnieć. Będą na mąkę i proszek do pieczenia. A 27 na ser do sernika.

Jutro niedziela. Jeśli jesteś osobą religijną to wybierz się na poranną mszę zamiast popołudniowej. Będziesz mieć potem cały dzień do dyspozycji. Oczywiście, nie nikogo nie namawiam do ciężkich robót w tym dniu, ale na liście przedświątecznych przygotowań na pewno są rzeczy, które w żaden sposób nie kolidują ze świętym charakterem niedzieli.

Przede wszystkim jutro zająć się sprawdzeniem świątecznych obrusów. Warto je obejrzeć w świetle dnia pod kątem plam i uszkodzeń. Ustalić, naszykować i zapomnieć.

Jeśli wysyłasz tradycyjne świąteczne kartki pocztą, to jutro możesz je wypisać. Może zdążą dojść na czas...

Jeżeli przyjeżdżają do Ciebie goście, lub Ty jedziesz do kogoś to niedziela tez jest dobrym dniem na telefoniczne potwierdzenie ustaleń i dogranie wszystkiego. Ustalcie, ile osób przyjedzie, kto u kogo nocuje i co kto przywiezie z sobą. Tego typu potwierdzenie się przydaje.

W wypadku, gdy ktoś będzie u Ciebie - sprawdź, naszykuj i odłóż pościel i ręczniki które zamierzasz dać gościom do używania. Złóż je i schowaj do osobnego worka żeby już ich nie używać do świąt. Tak na wszelki wypadek.

Niedziela to też dobry dzień na przejrzenie przepisów (szczególnie na te rzadziej przyrządzane potrawy), ustalenie menu jeśli jeszcze go nie ma, a także sprawdzenie listy zakupów, czy na pewno znajduje się na niej wszystko, co ma być. Zrób to naprawdę na spokojnie, konfrontując zapotrzebowanie każdej potrawy na składniki ze spisem rzeczy do kupienia. Nie zapomnij o przyprawach codziennie używanych w kuchni. Sprawdź zapas soli i pieprzu żeby potem nie było zdziwienia.

Dobrym zajęciem na niedzielę jest też pakowanie prezentów, dekorowanie domu lub wykonywanie dekoracji. Jeśli masz czas, potrzebę i umiejętności - wyżyj się artystycznie. Własnoręcznie wykonane ozdoby cieszą podwójnie, a także są przepięknym, unikalnym i bardzo wartościowym prezentem.

A jeśli jeszcze zostanie Ci trochę czasu tego pięknego dnia to wybierz się na poobiedni spacer. Tylko ciepło się ubierz żeby się nie zaziębić!


P.S. Z tego wszystkiego zapomniałam napisać o kalendarzach z dm. W kalendarzu z Balea jest tubka 20ml żelu pod prysznic. Alverde przyniosło mi dziś dwie porcje maseczki z algami, po 4 ml każda.

Blogmas 6/24


 Piątek, 6 grudnia.

Byliście grzeczni? A może święty Mikołaj przyniósł Wam rózgę?

Dziś rano spadł śnieg z deszczem. Przez chwilę nawet ładnie to wyglądało, ale tylko jak się nie popatrzyło na ziemię, gdzie wszystkie płatki natychmiast znikały tworząc warstwę wody. Dobrze, że nie została paskudna breja, która w nocy by zamarzła na lód.

Dziś udało mi się ogarnąć dwie rzeczy z listy. Oczywiście, jedna się dodała, więc mamy bilans 12/59. W takim tempie może uda mi się ze wszystkim zdążyć. Oby.

Dziś przyszła też ostatnia paczka z prezentem, więc mogę tylko kupić słodycze i zacząć szyć woreczki. Ale to zadanie na następny tydzień.

Jeśli ktoś wybiera się jutro na zakupy to niech to jeszcze raz dobrze przemyśli. Będą korki, dzikie tłumy i ludzie wpadający w amok. Oczywiście mam tu na myśli zakupy stacjonarne, internetowe to zupełnie inna sprawa. Kawka, ciasteczko i komputer - tak można spędzać sobotnie popołudnie. Ale do sklepów idziemy od poniedziałku do czwartku, maksymalnie w piętek rano. Ominiemy w ten sposób weekendowych zakupowiczów z obłędem w oczach wrzucających hurtowo towary do koszy i kierowców, którzy prawo jazdy znaleźli w paczce chipsów i nie potrafią normalnie zaparkować. Nie mówiąc już o tym, że w poniedziałek będzie świeża dostawa wszystkich towarów. I połowa ludzi w sklepach.

Jutro za to warto wstać w miarę wcześnie i umyć okna. To ma być ostatni tak ciepły dzień w tym roku, więc jak ktoś uważa, że Pan Jezus się nie narodzi jak okna będą brudne to nadarza się ostatnie okazja. Potem będzie tylko zimniej.

W kalendarzu adwentowym od Balei płatki pod oczy. Nie wiem, czy jutro je przetestuję. Raczej nie, bo chciałabym te okna... wiecie, Boże Narodzenie musi się odbyć. Od alverde z kolei 50ml spray do ciała o zapachu lawendy. Bardzo przyjemny, choć nie wiem czy nie zostawię na lato. Nie jest na alkoholu, a lawenda odstrasza osy albo szerszenie - nie pamiętam. Poza tym teraz wolę cięższe, bardziej kobiece zapachy.

Miłego weekendu wszystkim życzę.

Blogmas 5/24


 Czwartek, 5 grudnia.

Dzisiejszy dzień minął mi pod znakiem robienia rzeczy bieżących.

Pomyłam sanitariaty, wyniosłam śmieci i odkurzyłam mieszkanie. Nic nadzwyczajnego. Wszystkie te czynności powtarza się maksymalnie co kilka dni. Ale zajmują czas.

Z typowo przedświątecznych przygotowań - pomyłam lustra w całym mieszkaniu. Trochę roboty z tym jest, bo oprócz lustra w przedpokoju mam jeszcze jedno w salonie i troje lustrzanych drzwi w szafach. Poskakałam po drabinie, ale mam z głowy. Teraz tylko to łazienkowe będzie wymagało regularnego przecierania, ale to normalne. I tak się to robi. Pozostałe tak się nie brudzą, więc może dotrwają do świąt.

Wyniosłam też niepotrzebne rzeczy do piwnicy i przyniosłam stamtąd figurki mikołaja. To dość stare ozdoby, jeszcze po moim wujku. W sumie wyjęłam je pierwszy raz odkąd tu mieszkam, ale ciesze się, że to zrobiłam. Odkurzyłam je, co mogłam to umyłam i na razie postawiłam w różnych miejscach w salonie. Docelowo pewnie umieszczę je inaczej, ale na razie stoją tak żeby nie przeszkadzały.

Rodzice byli teraz wieczorem na chwilę i mama myślała, że kupiłam nowe ozdoby ale jednocześnie wydały jej się one dziwnie znajome. Miałam przez chwilę mały ubaw, bo uparcie twierdziłam - zgodnie z prawdą - że niczego nie kupowałam. Dopiero potem powiedziałam skąd się one wzięły. Podejrzewam, że jutro mama zacznie wyciągać swoje mikołajki i rozstawiać je w różnych miejscach.

W kalendarzu adwentowym Balea dziś żel pod prysznic. Opakowanie 50ml, zapach niezbyt świąteczny - zostaje na wyjazd. Od alverde też 50ml balsamu do ciała o zapachu kokosa i wanilii. Też zostanie na lato.

Wynik przygotowań: 11/58. Idzie do przodu, ale najgorsze prace dopiero przede mną.

Blogmas 4/24


 Środa, 4 grudnia.

Dziś miałam dzień niechcieja. Obudziłam się z migreną i całkowicie do niczego niezdolna. I nawet moje mocne postanowienie wykonywania choć jednego punktu z listy dziennie ograniczyło się dokładnie do tego. Zrobiłam też jeszcze jeden, ale on się nie liczy - pranie dywanika łazienkowego to sprawa raczej cykliczna i zostanie powtórzona za jakieś dwa tygodnie. 

Wczoraj po próbie chóru spotkałyśmy się z mamą w rynku żeby pójść na jarmark. W poprzednich latach raczej unikałam tej przyjemności, ale tym razem mama chciała się przejść. Wypiłyśmy po grzańcu - niekoniecznie jestem fanką tego trunku, zdobyłyśmy dwa zielone buciki, które wylądowały w kolekcji rodziców i kupiłyśmy bombki.

W sumie cieszę się z tej wyprawy, ponieważ odnalazłam panią, która maluje pisze imiona na bombkach. Kiedyś dawno temu moi rodzice sprawili mi bombkę z imieniem a ja od dawna chciałam taką sprokurować mężowi. I w tym roku wreszcie się udało. Oprócz pięknego serduszka z dopisanym jego imieniem kupiłam bombkę o średnicy 15cm, którą oczywiście powieszę na choince, a także całe pudełko różnokolorowych - 5cm średnicy, 12 szt. Wszystkie te ozdoby są ręcznie malowane w motyw domku i drzewek - swoistego znaku firmowego artystki.

Dawno już nie kupiłam takiej ilości ozdób za jednym razem. Przeważnie staram się ograniczać tego typu zakupy ze względu na prosty fakt - ile można mieć bombek? Ja wyznaję zasadę, że wszystkie posiadane ozdoby mają się co roku znaleźć na choince. Poza tym - gdzieś to trzeba przechowywać. Piwnica nie jest z gumy. A szkoda...

Stan realizacji listy: 6/55. Trochę słabo, ale obiecuję, że się poprawię.

W kalendarzu adwentowym Balea dziś 50ml tubka balsamu do ciała o bardzo przyjemnym, migdałowym zapachu. Od alverde jest 20m kremu na dzień z aloesem i hialuronem. Pewnie jest nawilżający, ale może wykorzystam go w jakiś mroźny wieczór jako serum. Bo przy mojej tłustej cerze do niczego innego się nie nada.

Blogmas 3/24

 

Wtorek, 3 grudnia.

Wtorek to dobry dzień na planowanie. Wczoraj wydarzyły się różne poniedziałkowe katastrofy wzmocnione dodatkowo pierwszym pracującym dniem grudnia, zatem z pewnością nie każdy miał spokojną głowę i możliwość poświęcenia godziny na rozplanowanie nadchodzących dwu tygodni.

Dlaczego nie trzech?

Bo za 21 dni wigilia. Dziś już wtorek, więc z tego tygodnia zostają trzy dni robocze plus sobota. W przyszłym tygodniu mamy do wykorzystania wszystkie dni, ale już po 15 zacznie się przedświąteczna masakra. Od środy, 18 grudnia trzeba będzie robić wszystko to, co musi być "ogarnięte na świeżo", a nie zapominajmy o przedświątecznych niespodziankach od losu. Awarie, choroby... to też zdarza się najchętniej 20 grudnia.

Zatem ołówki w dłoń i zapraszam do planowania.

Jak rozsądnie zaplanować przygotowanie do świąt? Od zrobienia listy spraw do załatwienia.

Zapisz wszystko, co masz do zrobienia. I naprawdę mam na myśli WSZYSTKO. Sprzątanie, prezenty, dekorowanie. Pisz jak najbardziej szczegółowo. Jak masz do posprzątania szafki kuchenne, to zapisz każdą osobno. Jeśli zamierzasz uporządkować szuflady w komodzie, to też to rozpisz. Pieczesz sernik i makowiec? Zrób z tego dwa osobne punkty. Dekorowanie okien światełkami to też nie to samo co układanie szydełkowanych aniołków na półkach. A mycie kuchenki to nie czyszczenie piekarnika.

W swojej liście uwzględnij też takie oczywistości jak mycie sanitariatów, odkurzanie i pranie. Oraz prasowanie. Dlaczego? Żeby w ostatniej chwili nie zapomnieć posprzątać "na wierzchu". Żeby nie było tak, że goście wejdą, a tu umazane lustro w łazience mimo zrealizowania całej listy. Trzeba sobie oszczędzać zbędnego myślenia w stresujących momentach życia.

Przygotowanie i prasowanie obrusów świątecznych to całkiem osobne dwa punkty - pamiętaj o tym! Wybieranie to sprawa na ten tydzień, prasować będziesz w poniedziałek. Swoją drogą, wybierając obrusy obejrzyj je dokładnie. Mogło się coś nie odplamić w trakcie ostatniego prania, tkanina też mogła zżółknąć miejscowo od leżenia w szufladzie. Dlatego przyjrzyj się im porządnie w świetle dnia. Może się okazać też, że nasz obrus jest uszkodzony i trzeba będzie coś podszyć lub kupić całkiem nowy. Natomiast prasować trzeba jak najpóźniej, by nie odnowiły się zagniecenia od leżenia w szufladzie.

Lista spisana?

To sprawdź, co możesz zrobić wcześniej. Ja osobiście szafki w środku sprzątam teraz - one nie muszą być na świeżo. Nawet lepiej zajrzeć do nich zanim się zacznie przygotowania, bo można czasem coś inaczej ułożyć. Przy okazji warto sprawdzić sprawność dawno nieużywanych sprzętów kuchennych jeśli sądzisz, że będą Ci potrzebne. Jeśli w tym tygodniu odkryjesz, że mikser nie działa to masz czas na naprawienie lub zdobycie nowego. W Wigilię będziesz płakać do miski próbując ubić śmietanę.

Oprócz sprzątania i dekoracji zaplanuj menu i gości.

Mniej więcej wiemy ile osób będzie na święta i gdzie one są urządzane - każda rodzina ma jakieś tradycje w tej kwestii. Jednak co roku coś się troszkę zmienia. Ktoś się "sparuje", ktoś umrze, inny znów przeprowadzi. To wszystko trzeba uwzględnić jeśli nie przypadła Ci rola przyjezdnego gościa z wiozącego sernik i sałatkę. A nawet wtedy wypada wszystko doprecyzować wcześniej z osobami, które nas przyjmują.

Przy menu zrób od razu listę zakupów. Mąki, cukru, masła oraz jajek kup więcej - żeby nie zabrakło nawet jak coś pójdzie nie do końca tak jak trzeba. Kup też dodatkową kawę i herbatę dla gości. Oraz kakao. Gorąca czekolada z bitą śmietaną, piankami lub przyprawami ucieszy zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Jeśli jeszcze Ci się to nie udało - zaplanuj prezenty. To naprawdę ostatnia chwila! Potem możesz nie zdążyć i mówię zupełnie poważnie. Bierz przykład ze mnie. Dziś odebrałam trzy paczki i czekam już tylko na jedną rzecz. Przyjdzie i będę mogła pakować.

Dziś  umyłam też drugą szafkę kuchenną. Została mi ta pod zlewem ("śmieciowa''), jedna z szufladami i dwie wysokie, ale te rozkładam na dwie każdą. Razem daje to sześć. Do tego mikrofalówka, frytkownica, dwa bloki z nożami i rurka z haczykami. Nie zapomnijmy o lodówce i zamrażarce. Oraz piekarniku i kuchence po wierzchu. Mam nadzieję, że do przyszłej soboty uda mi się z tym wyrobić.

Żyrandol w kuchni zostawiam mężowi. W pracowni i dużym pokoju też. Ja nie dorosłam do zadania.

Dorosłam za to do sprzątania szafek łazienkowych i nawet się na to cieszę. Lubię tam myć i układać.

Podsumowując - do piątku zrób listę zadań, menu i listę zakupów. Zamów prezenty i potwierdź gości/datę własnego wyjazdu. Oblicz potrzebne produkty i kup co możesz. Opłaci się.

W kalendarzach adwentowych dziś dwa szampony. Tubka 50ml od Balea i 30ml od alverde. Poczekają do wakacji. 

Wczoraj użyłam tego serum z Balea ale czy działa to nie wiem. Ogólnie odczucie po nim było przyjemne. Więcej nie moge powiedzieć.

A jak u Was? Lista gotowa?


Blogmas 2/24

 

Poniedziałek, 2 grudnia 2024.

Stresuje mnie mycie kociej kuwety. Nie dlatego, że coś mnie w tym brzydzi czy odrzuca. Po prostu zawsze boję się, że Behemot zechce skorzystać akurat wtedy gdy ja wysypię z niej resztki żwirku i zabiorę się za mycie. I nieważne, że sprawdziłam, że chwilę wcześniej był. Może potrzebować jeszcze raz, a przecież nie wytłumaczę zwierzęciu, że przez ten kwadrans kuweta akurat nie jest dostępna i trzeba było pójść wcześniej. Boje się też, że zapach użytej przeze mnie chemii będzie go odstraszał. Nigdy dotąd się to nie zdarzyło, poza tym ja zawsze staram się dokładnie spłukać wszystko wodą, ale jakiś stres pozostaje.

Właśnie dziś wzięłam tego byka za rogi. Wyczekałam, aż kot dwa razy skorzysta, potem sprawdziłam że dość głęboko śpi i uznałam moment za dobry. Udało się. Kuweta czysta ze świeżym żwirkiem bez stresu dla zwierzaka. Jeszcze tylko dywanik do prania i będzie już całkiem super.

Dziś przyszła też pierwsza paczka z prezentami świątecznymi. Jest w niej kawałek prezentu dla taty. Pozostałe pewnie będą w ciągu kilku dni, gdyż już wszystkie zakupy zostały nadane. Ciesze się, bo będę mogła je w miarę wcześnie spakować.

Poszłam dziś na zakupy i nabyłam świąteczną herbatę w Five o'clock. Kupiłam 100 gramów wspaniałej mieszanki o nazwie "Pierwsza gwiazdka". Bardzo ją lubię i co roku czekam na grudzień, żeby ją kupić i pić od czasu do czasu.

Kupiłam tez kakao i kolejne tealighty o zapachu cynamonu. Uwielbiam jak w grudniu dom pachnie tego typu przyprawami. Robi się w nim od razu cieplej.

Umyłam też dziś najgorszą szafkę w kuchni. Nie jest duża, ale ma tylko 30cm szerokości i stoi przy samej ścianie. Jak trzeba wyjąć coś, co jest bardzo głęboko schowane, to czynnośc gta wymaga niezłej gimnastyki. A ja dziś wyciągnęłam z niej absolutnie wszystko, zdjęłam drzwiczki, wyjęłam półki, wszystko umyłam i poukładałam od nowa. Jestem z siebie dumna.

Ogólny bilans przygotowań: 4/53. A nie mówiłam, że coś jeszcze dojdzie?

W kalendarzu adwentowym Balea dziś serum z hialuronem o pojemności 10ml, a od alverde szybkodziałający krem do rąk zamknięty w tubce o pojemności 20ml. Oba produkty znikną raczej wcześniej niż później.

Blogmas 1/24

 

Niedziela, pierwszy grudnia 2024.

W tym roku adwent zaczyna się dziś, więc mam miłe poczucie pewnej zgodności religii z kalendarzem świeckim. W końcu kalendarz adwentowy ma być na adwent, a nie na grudzień.

Mimo długiej listy rzeczy do zrobienia miała dziś raczej leniwy dzień.

Wstaliśmy dość późno i nie śpieszyliśmy się ze śniadaniem. Potem zajęłam się ustawianiem idealnego kadru do "licznika kalendarzowego", więc mimochodem parę rzeczy się posprzątało w salonie. Nie jest to nic wielkiego, ale zawsze coś. Oczywiście - kurz na meblach, liście z kwiatków i inne tego typu sprawy to działania cykliczne, więc nie mogę ich odkreślić na liście rzeczy do zrobienia. Mogę za to spokojnie zaznaczyć punkt o zdjęciu na blogmas. Zrobiony w 24 wersjach. 

Wczoraj późnym wieczorem przypomniałam też sobie o świątecznym kubeczku. Dostałam go kiedyś od (wtedy jeszcze nie) szwagra i uznałam, że jest fantastyczny na gorącą czekoladę. Przez kilka lat stał sobie schowany głęboko i wysoko, ale wczoraj uznałam że muszę go wykorzystać. Zatem dziś po śniadaniu Wspięłam się na stołek i po chwili grzebania wyjęłam dawno nieużywane naczynie. Po czym z resztek kakao zrobiłam gorącą czekoladę. Przy okazji okazało się, że musiałam niemal skrobać po dnie puszki. Kakao też się praktycznie skończyło...

Zatem jutro muszę kupić kakao i świąteczną herbatę. I całą masę innych rzeczy.

Muszę też zrobić menu na święta, a co za tym idzie - dwie listy zakupów. Co mogę, staram się zawsze kupić jak najwcześniej żeby uniknąć kolejek i ewentualnych braków w sklepie. Niestety, takie produkty jak pieczywo, nabiał, czy niektóre warzywa muszą być kupione możliwie późno. Dobrze, że w tym roku wigilia wypada we wtorek, więc w poniedziałek powinnam móc wszystko spokojnie dostać.

Jak pisałam tutaj, wczoraj kupiłam dwa kalendarze adwentowe w drogerii dm. Pierwszy z nich zawiera produkty typowo pielęgnacyjne z marki Balea (marka własna dm) i kosztował mnie 19,95PLN. Został przeceniony z 39,95PLN, co i tak uważam za bardzo dobrą cenę za tego typu produkt.

Drugi kalendarz zawiera produkty z serii alverde. To linia naturalnych kosmetyków tej samej drogerii. Kosztował 34,95PLN, przeceniony z 69,95PLN. Takie przece3ny to ja lubię.

Jeśli chodzi o obie marki, to kompletnie ich nie znam. Do dm jest mi zupełnie nie po drodze, więc rzadko coś tam kupuję. Raz chyba kupiłam od nich jakiś żel pod prysznic i nie wiem, czy to nie koniec. Zatem chętnie zapoznam się z jakością ich wyrobów.

Ogólnie oba kalendarze wykonane są bardzo solidnie, co stanowi pierwszy plus. Tektura jest porządna, gruba i dość sztywna. Dodatkowo ten z serii alverde jest w włożony w obwolutę z takim samym obrazkiem, więc nawet po otwarciu wielu okienek będzie prezentował się bardzo estetycznie.

Okienka wyposażone są w półkoliste nacięcie na palec, co ułatwia ich otwieranie. Perforacja jest w sam raz - dostanie się do produktu nie sprawia zbytniego kłopotu, ale nie jest też tak, że coś się otworzy samo. Na spodniej stronie "drzwiczek" kalendarza Balea wydrukowane są krótkie sentencje.

Kosmetyki zapakowane są w plastikową wytłoczkę, która dobrze je trzyma. Jest raczej mała szansa, że coś wypadnie przypadkiem ze swojego miejsca. Produkty, które dziś wyjmowałam, nie były niczym przyklejone, co toż stanowi plus. Ciasno siedziały w swoich przegródkach, ale nie musiałam ich wyszarpywać ryzykując uszkodzenie.

Z kalendarza Balea wyjęłam peeling do rąk o pojemności 20ml. Produkt powinien mieć zapach przyprawy do dyni, ale dla mnie to raczej coś słodkiego jak ciasteczka.

Wanilią i kokosem pachnie natomiast żel pod prysznic z alverde. 50ml kosmetyku jest zapakowane w poręczną buteleczkę, będącą miniaturą pełnowymiarowych produktów dm. Raczej schowam na okres wakacyjny, jak większość tego typu miniaturek. Wtedy bardziej się przyda.

Miłego poniedziałku wszystkim życzę.

Pre-blogmas 2024

 czyli wreszcie skończyłam montowanie światełek na balkonie. Wisi ich tam 720 + 400 + 500 = 1620 lampek. Bez mała można książkę czytać po zmroku.

Dwa tygodnie temu zamontowałam pierwszy komplet i zaczęłam drugi, a dziś uznałam, że definitywnie muszę skończyć pracę.  W tak zwanym międzyczasie postanowiłam dokupić trzeci komplet i stąd taka liczba światełek na niewielkim w sumie balkonie. Pole do popisu nie największe, ale jakoś mi się udało wszystko powiesić. W zeszłych latach sąsiedzi nie narzekali, to w tym sezonie może też nie będą.



Kupiłam tez dziś dwa kalendarze adwentowe z dm. Rzadko bywam w tej drogerii, bo muszę do niej specjalnie pojechać, ale dziś się skusiłam. Pojechałam po jeden kalendarz z pielęgnacją, ale skorzystałam z promocji -50% i wybrałam też drugi z kosmetykami naturalnymi. Będę miała co testować i opisywać w adwencie, zwłaszcza, że większość produktów będzie dla mnie nowością.

Zrobiłam też wstępną listę rzeczy do zrobienia przed świętami. Na razie ma 50 punktów, ale odnoszę wrażenie, że coś jeszcze muszę dopisać, bo pewnie nie o wszystkim pomyślałam. Pewnie nie uda mi się zrealizować jej w całości, ale postaram się zrobić z niej jak najwięcej.

Jak co roku są na niej punkty, które bezwzględnie muszą być wypełnione, jak i takie, bez których można się obejść. I co roku mam coś niezrealizowanego. Zobaczymy jak będzie teraz.

Na liście nie ma zamawiania prezentów, bo to zrobiłam wczoraj. Czarny piątek jest dla mnie ostatecznym dniem na wykonanie tego zadania, bo wtedy nie muszę się martwić czy wszystko dojdzie na czas. Na pewno będzie najpóźniej w połowie grudnia, więc zdążę wszystko spokojnie zapakować do woreczków i włożyć pod choinkę.

Dziś czeka mnie jeszcze jedna długa wycieczka do sklepów. Najgorsze jest to, że powinnam iść w dwie różne strony na raz, a to mi się nie uśmiecha. Muszę zrobić zakupy spożywcze, a oprócz tego potrzebuję jeszcze paru drobiazgów z Action. Nie mam też żadnej świątecznej herbaty, a bardzo je lubię. Przewidywałam, że dzisiejszy dzień będzie pracowity, ale nie sądziłam że aż tak.

No nic, idę na wycieczkę. Może zdążę wszystko kupić.

A Wam jak idą przygotowania do Bożego Narodzenia?


Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...