Blogmas 19/24


 Czwartek, 19 grudnia. Pięć dni do świąt. A w zasadzie cztery, bo Wigilii nie liczę.

Chyba dopada mnie rodzaj depresji przedświątecznej.  Nie mogę się za nic zabrać mimo zrobienia planu. Dziś zamierzałam stanąć do uszek zaraz po śniadaniu, a skończyło się na tym, że wzięłam się za nie koło południa. Ale są. Zrobione, podgotowane i zamrożone. Oczywiście - nie wszystkie - kontrola jakości musiała zostać przeprowadzona.

Kupienie grzybów drobno krojonych znacznie skróciło czas moczenia ich i gotowania. Nie dość, że wyszło w miarę tanio to jeszcze zaoszczędziłam czas. I dobre, bo ja ostatni raz uszka robiłam z piętnaście lat temu i od tego czasu ani pierożka. A i wcześniej nie miałam w tym jakiejś wielkiej wprawy. 

Największy problem mam nawet nie z samym lepieniem, ale dobraniem odpowiedniej ilości farszu do kwadracika. Nakładam albo za dużo, albo za mało i nawet dziś jak przekroczyłam setne uszko, dalej nie wychodziło to do końca tak, jak powinno.

Oczywiście - proporcje farszu i ciasta wzięłam z przepisu żeby nie zostać nagle z miską jednego albo drugiego. Nie umiem tego sama dobrze policzyć i nie wstydzę się przyznać do szukania w źródłach.

W tak zwanym międzyczasie, jak grzyby sobie mokły, udało mi się też wyprać pędzle do makijażu, więc dziś dwa punkty z listy zaliczone.  I jak patrzę na resztę, to są to w większości rzeczy, które i tak trzeba zrobić w ostatniej chwili, więc jest szansa, że bilans realizacji na koniec okaże się lepszy niż mogłoby się teraz wydawać.

Byłby jeszcze lepszy gdybym zaliczała sobie każde wyniesione śmieci... Swoją drogą, mam wrażenie, że to jest niekończąca się opowieść. Ledwo jeden worek wyjdzie - już kubeł pełen i trzeba iść znowu. Nie wiem skąd się one biorą. Ja już pomijam konieczność sortowana, co z automatu generuje cztery kubły, ale zwykłe śmieci komunalne - obierki, jakieś inne rzeczy - nie wiadomo kiedy robi się tego pełno. Jakby leżąc w kuble same się rozmnażały. I jeszcze szczury w śmietnikach. Siedzą, patrzą i nawet się nie boją. Pewnie sprawdzają, czy dobrze wszystko posortowałam...

A w kalendarzach adwentowych z drogerii dm dziś po kremie na noc. Tak śmiesznie się złożyło, że z każdego wyciągnęłam po tubce 20ml. W sumie się cieszę, bo albo wezmę na działkę i będę miała akurat tubkę na sezon, albo zużyję teraz w domu. Na wyjazdy za duże, a do konkretnego przetestowania idealne.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...