Czwartek, 12 grudnia. Połowa adwentu za nami.
Z jednej strony wydaje mi się, że sporo udało mi się osiągnąć w zakresie przedświątecznych przygotowań, a z drugiej - lista jest długa i odnoszę wrażenie, że zrealizowałam zdecydowanie za mało punktów. Stan na dziś: 25/59.
Udało mi się umyć dziś szafkę z garnkami. I tyle.
Dzisiejszy dzień przytłoczył mnie nadmiarem drobiazgów do ogarnięcia. Poza tym wszystko leciało mi z rąk. Masakra jakaś, ale tak czasem bywa.
To nie jest tak, że ja mam jakąś obsesje sprzątania przed świętami. Wiem, że nikt nie przyjdzie sprawdzić, czy mam czysto w górnym narożniku szafy. teraz mam po prostu termin, a potem znów będzie można sprawę odwlekać. Dlatego tak mi zależy. I dlatego też chcę zrobić maksymalnie dużo w tym tygodniu. Bo potem nie będzie kiedy.
W niedzielę przyjedzie choinka, w tygodniu się ją ubierze, a ja do tego czasu muszę mieć wyszykowany duży pokój i wyjęte obrusy na trzy dni świąt. Choinka zastawia mi komodę, więc jak ją postawię to już się nie dostanę do szuflad i będzie problem.
Zanim jednak do końca przygotuję duży pokój, to chcę mieć wysprzątaną kuchnię. Przede wszystkim dlatego, że rzeczy z szafki trafiają w trakcie mycia na stół w dużym pokoju. Moja kuchnia pochodzi z czasów, w których luksusem było posiadanie lodówki, a kuchenka miała gazowy piekarnik, w którym trzeba było pilnować płomienia. Nie mówiąc już o tym, że zabierała cenną powierzchnię, którą można było wykorzystać na pokoje. Stąd, podobnie jak łazienka, jest ona mikroskopijna. Wprawdzie mieści się w niej wszystko, co trzeba, ale przy tej ilości posiadanych przeze mnie rzeczy nie jestem w stanie wszystkiego postawić na blacie. Stąd konieczność posiadania wolnego stołu w pokoju w trakcie mycia szafki ze szkłem. W dodatku rzeczony stół musi się dać rozłożyć, co po postawieniu bożonarodzeniowego drzewka może nie być takie oczywiste.
Zatem wniosek jest prosty - jutro i pojutrze muszę skończyć sprzątanie szafek kuchennych. Na zrobienie czegoś jeszcze nawet nie liczę, nie po tym, jak dziś wszystko leciało mi z rąk.
Na ten weekend jest jeszcze jedno ważne zadanie do zrobienia. Jest nim wybranie świątecznej garderoby. Po wybraniu proponuję przymierzenie strojów żeby sprawdzić, czy naprawdę czujemy się w nich komfortowo i wyglądamy elegancko. I czy wszystko jest w porządku z sama odzieżą. Jak z obrusami - obejrzeć pod kątem plam i uszkodzeń.
Dlaczego proponuję zrobić to teraz a nie za tydzień? Bo jakby się okazało, że coś źle leży lub nie nadaje się do ubrania z innego powodu, to jest jeszcze cały tydzień na sprokurowanie innego zestawu. Ponadto trzeba przygotować bieliznę, obuwie i ewentualne rajstopy lub pończochy. Warto przyjrzeć się też stanowi płaszczy. W święta ma być raczej zimno, a obecne prognozy wskazują na dużą wilgotność powietrza. Stąd długie płaszcze, rękawiczki i nakrycie głowy mogą okazać się niezbędne nawet jeśli planujemy tylko krótkie pobyty na zewnątrz.
Warto też zaplanować ewentualne farbowanie włosów i malowanie paznokci jeśli robimy to samodzielnie. Takie zabiegi trwają i trzeba je gdzieś wcisnąć w grafik. O wyjściach do różnych gabinetów świadczących tego typu usługi nie wspominam, bo na grudzień pewnie trzeba się było zapisywać z dużym wyprzedzeniem.
A propos pielęgnacji - wczoraj użyłam tego płynu do kąpieli z alverde i był bardzo fajny. Może nie jakiś super, ale nie zostawił wysuszonej skóry i miał bardzo przyjemny zapach.
Dziś w kalendarzu z Balea mam 20ml kremu do stóp. Kosmetyk bardzo ładnie pachnie wanilią. A od alverde jest 20ml masła do ciała. Co ciekawe, ma ono inny zapach niż poprzednie kosmetyki z tego kalendarza. Jest jakby mniej perfumowane. Ale też na opakowaniu nie ma kokosowo - waniliowej deklaracji. I tak się teraz zastanawiam - zużyć od razu, czy zostawić na później?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz