Blogmas 9/24

 

Poniedziałek, 9 grudnia.

Co się wydarzyło z okazji poniedziałku? Mnie spotkała średniej klasy przykrość - skończył mi się szampon na sucho i musiałam z nieświeżymi włosami iść po zakupy do Rossmanna. Dobrze, że mogłam założyć czapkę, bo czułabym się naprawdę niekomfortowo.

Na szczęście było dość wcześnie i w drogerii mało było przedświątecznych zakupowiczów, choć i tacy się zdarzyli. Widziałam też prześmieszne kolczyki, ale stwierdziłam, że wydawać 30 zł na to, żeby je raz w roku założyć to przesada. My nie jesteśmy rodziną ubierającą się w świąteczne sweterki, a ja ze swej strony też mieć biżuterię dopasowaną do stroju i makijażu.

Skorzystałam z promocji 3 w cenie 2 na szampon od Batiste - normalnie nie kupiłabym takiej ilości opakowań na raz, ale tu się naprawdę opłacało. Podejrzewam, że pierwsza puszka zniknie jeszcze w tym roku, więc nie bardzo się przejmuję. Kupiłam też normalny szampon, bo skończył mi się w sobotę wieczorem i płyn do prania. Tego ostatniego produktu mam już mało, a teraz jest taki czas, że trzeba prać na bieżąco. Dlatego warto zaopatrzyć się w zapas. 

Przy okazji - proponuje też sprawdzenie ilości posiadanych w domu mydła i pasty do zębów, a także papieru toaletowego żeby potem nie biegać w ostatniej chwili. To wbrew pozorom są produkty pierwszej potrzeby.

Udało mi się dziś umyć lodówkę i zamrażarkę. Uważam to za całkiem niezłe osiągnięcie, zwłaszcza, że ja mam sprzęt typu side by side. I tak, jak wyjęłam wszystko z zamrażarki to okazało się, że na dnie pod szufladą jest... kocia sierść. Kurzu się spodziewałam, brudu też, ale tego - w żadnym wypadku. A jednak była. Musiała się jakoś dostać do środka podczas otwarcia, a potem wraz z cyrkulującym powietrzem powędrowała na dno. Dorze, że nie zatkała jakiegoś otworu wentylacyjnego, bo nie wiem, czy gwarancja jeszcze działa. I czy obejmuje tego typu awarie.

W każdym bądź razie wszystko umyłam, poukładałam na nowo i przy okazji odkryłam, że nie muszę jutro kupować sera Grana Padano. Mam jeszcze jeden zamrożony kawałek, akurat się przyda do polędwiczki wieprzowej pod pierzynką.

W międzyczasie zrobiłam pranie czarnych rzeczy, a jak ono do jutra podeschnie, to czeka mnie jeszcze pralka z kolorowym. Teraz trzeba prać na bieżąco żeby nie zostało potem na ostatnią chwilę. Poza tym muszę mieć w czym chodzić.

Na koniec dnia wybrałam się do dealz po słodycze do prezentów. Z jednej strony nie był to najlepszy z pomysłów, a z drugiej - wolę nie wiedzieć, co tam się będzie działo za dwa tygodnie. A tak kupiłam mniej więcej to, co chciałam.

Jutro jestem umówiona z rodzicami na wyjazd do Selgrosa. Moja lista zakupów jest dość krótka, ale będą to same istotne sprawunki. Między innymi zamierzam nabyć tam duże opakowanie frytek, ale też cukierki na choinkę, grzanki do zupy i suszone grzyby w dużym opakowaniu. A może nawet jeszcze jakąś mrożonkę w dużej paczce. Mąki i cukru tam nie kupuję - wychodzi zdecydowanie za drogo. Natomiast warto tam pójść po produkty spożywcze konkretnych marek, o które trudno w dyskontach i innych marketach. Na pewno kupię też dużą puszkę groszku konserwowego na zupę - podam ją w pierwszy dzień świąt z dodatkiem delikatnych grzanek.

Mam nadzieję, że uda nam się przeżyć tę wycieczkę...

W kalendarzu adwentowym od Balea dziś krem - maska do rąk. Według instrukcji należy nałożyć ją grubsza warstwą na całą noc. Opakowanie to 20ml tubka z plastuku, więc forma podania i ilość całkiem zadowalająca.

Alverde podarowało mi produkt na wyjazd - 20ml płynu micelarnego w plastikowej buteleczce. Na wakacje będzie jak znalazł.

Swoją drogą, użyłam dziś po południu trochę kremu do twarzy z kalendarza z alverde. Tak jak podejrzewałam - jest to produkt nawilżający, ale raczej do skóry normalnej. Przy obecnej pogodzie i grzejących kaloryferach pewnie go zużyję do końca sezonu, zwłaszcza, że nie ma go jakoś bardzo dużo.

A Wam co zdarzyło się w poniedziałek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...