Blogmas 11/24

 

Środa, 11 grudnia.

W zasadzie to zostały trzy dni na zrobienie tych rzeczy z listy, które chcemy żeby były zrobione, bo od przyszłego poniedziałku zostanie tydzień na zrobienie tego, co trzeba. Ostatniego poniedziałku i samej wigilii nie liczę - to będą dni na kupowanie chleba, pieczenie ciasta i prasowanie obrusa. A także robienie zup, sałatek i temu podobnych. Wszystko inne MUSI być ogarnięte przed piątkiem 20 grudnia. 

To znaczy nie musi, ale jak chcemy siąść do świątecznego stołu w miarę wypoczęci, uśmiechnięci i spokojni, to jednak musi. 

Kierując się powyższą filozofią wzięłam się dziś za sprzątanie szafki, w której trzymam filiżanki i herbatę. Brzmi to bardzo łagodnie, ale tak naprawdę jest to to górna połowa wysokiego słupka kuchennego - cztery głębokie półki całkowicie zastawione porcelaną i fajansem. Oraz kilkoma metalowymi puszkami z materiałem na mój ulubiony napar.

Moje mycie szafek kuchennych wygląda w ten sposób, że zdejmuję drzwiczki, potem wszystko wyciągam poczynając od góry, wyjmuję po kolei półki i myje pusty korpus w środku. Później zaczynam wkładać rzeczy z powrotem od dołu, umieszczam umyte półki na swoich miejscach i tak zapełniam mebel. Na końcu wieszam (również umyte) drzwiczki. Zatem jest to całkiem poważna praca i swój czas zajmuje. Przy okazji zawsze można poprawić układ w środku, choć mam wrażenie, że te szafki już i tak mają maksymalnie wykorzystaną przestrzeń.

Powiesiłam rzeczone drzwiczki upewniając się, że obydwa zawiasy kliknęły, zamknęłam je i zeszłam ze stołka z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Czy ja już mówiłam, że z podłogi to ja sięgam tylko do najniższej półki? Jeśli nie, to informuję, że cała ta operacja wymagała ode mnie wielokrotnego wchodzenia i schodzenia z kuchennego stołka. Taki długi trening na wysokim steperze.

Zatem zamknęłam drzwiczki, odstawiłam rzeczony stołek na miejsce i uznałam, że pora się wziąć za pieczenie dyni na purée. Podeszłam zatem do drzwi balkonowych, odsunęłam firankę i zamarłam.

Na liściach mojej żyworódki stojącej na parapecie odkryłam białe plamy jakiego grzyba. Nie lubię takich sytuacji i postanowiłam od razu go zwalczyć. Zwłaszcza, że w dwóch małych doniczkach z innymi roślinkami zobaczyłam, że ziemia tez została zainfekowana.

Uznałam jednak, że kwiatek przez następne pół godziny nie zmarnieje skoro dotąd żyje z tym grzybem na liściach i zabrałam dynie z balkonu. Pokroiłam je, wydrążyłam z nasion i wstawiłam w blachach do piekarnika. A potem zajęłam się żyworódką i pozostałymi dwoma kwiatkami.

Zrobiłam mocno stężony roztwór sody oczyszczonej i polałam nimi ziemię w małych doniczkach. Uprzednio zebrawszy i wyrzuciwszy zagrzybioną warstwę. Doniczkę z żyworódką wstawiłam do wanny, założyłam jednorazowe rękawiczki i rozpoczęłam masakrowanie rośliny. Każdy liść, który choćby wydał mi się podejrzany, odcięłam sekatorem. Po tym, jak zostały prawie same łodygi opryskałam całość porządnie woda z sodą, podlałam ziemię resztą roztworu i odstawiłam biedną ofiarę plechowcowego ataku na miejsce na parapecie. Na koniec wyrzuciłam liście do kosza i umyłam wannę. I tak się skończyła moja tegoroczna przygoda ze zbieraniem grzybów.

Wczoraj wykorzystałam jedną z maseczek z kalendarza od Balei. Najpierw oczyściłam buzię peelingiem mechanicznym, a potem nałożyłam produkt. Odczucie fajne - trochę grzała, ale to normalne w przypadku tak przygotowanej cery. Spektakularnych efektów nie widzę, ale bez przesady. Przyjemność była i to jest najważniejsze.

Dziś Balea dała krem pod oczy w tubce o pojemności 10ml. To prawie pełnowymiarowy produkt, więc się cieszę. A jeszcze bardziej cieszę się z płyny do kąpieli od alverde. Nie spodziewałam się takiego produktu wyciągając saszetkę. Wanny są obecnie niemodne, więc producenci raczej unikają dawania tego typu kosmetyków. A tu taka niespodzianka. Pojemność 16ml, ewidentnie jedna porcja. Według opakowania zapach waniliowo - kokosowy, czyli taki sam jak pozostałych produktów z tego kalendarza. Zużyję już za moment.

Stan przedświątecznych przygotowań: 24/59. Aż policzyłam drugi raz bo nie wierzyłam, że aż tyle mi się udało. Oby tak dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...