Niedziela, pierwszy grudnia 2024.
W tym roku adwent zaczyna się dziś, więc mam miłe poczucie pewnej zgodności religii z kalendarzem świeckim. W końcu kalendarz adwentowy ma być na adwent, a nie na grudzień.
Mimo długiej listy rzeczy do zrobienia miała dziś raczej leniwy dzień.
Wstaliśmy dość późno i nie śpieszyliśmy się ze śniadaniem. Potem zajęłam się ustawianiem idealnego kadru do "licznika kalendarzowego", więc mimochodem parę rzeczy się posprzątało w salonie. Nie jest to nic wielkiego, ale zawsze coś. Oczywiście - kurz na meblach, liście z kwiatków i inne tego typu sprawy to działania cykliczne, więc nie mogę ich odkreślić na liście rzeczy do zrobienia. Mogę za to spokojnie zaznaczyć punkt o zdjęciu na blogmas. Zrobiony w 24 wersjach.
Wczoraj późnym wieczorem przypomniałam też sobie o świątecznym kubeczku. Dostałam go kiedyś od (wtedy jeszcze nie) szwagra i uznałam, że jest fantastyczny na gorącą czekoladę. Przez kilka lat stał sobie schowany głęboko i wysoko, ale wczoraj uznałam że muszę go wykorzystać. Zatem dziś po śniadaniu Wspięłam się na stołek i po chwili grzebania wyjęłam dawno nieużywane naczynie. Po czym z resztek kakao zrobiłam gorącą czekoladę. Przy okazji okazało się, że musiałam niemal skrobać po dnie puszki. Kakao też się praktycznie skończyło...
Zatem jutro muszę kupić kakao i świąteczną herbatę. I całą masę innych rzeczy.
Muszę też zrobić menu na święta, a co za tym idzie - dwie listy zakupów. Co mogę, staram się zawsze kupić jak najwcześniej żeby uniknąć kolejek i ewentualnych braków w sklepie. Niestety, takie produkty jak pieczywo, nabiał, czy niektóre warzywa muszą być kupione możliwie późno. Dobrze, że w tym roku wigilia wypada we wtorek, więc w poniedziałek powinnam móc wszystko spokojnie dostać.
Jak pisałam tutaj, wczoraj kupiłam dwa kalendarze adwentowe w drogerii dm. Pierwszy z nich zawiera produkty typowo pielęgnacyjne z marki Balea (marka własna dm) i kosztował mnie 19,95PLN. Został przeceniony z 39,95PLN, co i tak uważam za bardzo dobrą cenę za tego typu produkt.
Drugi kalendarz zawiera produkty z serii alverde. To linia naturalnych kosmetyków tej samej drogerii. Kosztował 34,95PLN, przeceniony z 69,95PLN. Takie przece3ny to ja lubię.
Jeśli chodzi o obie marki, to kompletnie ich nie znam. Do dm jest mi zupełnie nie po drodze, więc rzadko coś tam kupuję. Raz chyba kupiłam od nich jakiś żel pod prysznic i nie wiem, czy to nie koniec. Zatem chętnie zapoznam się z jakością ich wyrobów.
Ogólnie oba kalendarze wykonane są bardzo solidnie, co stanowi pierwszy plus. Tektura jest porządna, gruba i dość sztywna. Dodatkowo ten z serii alverde jest w włożony w obwolutę z takim samym obrazkiem, więc nawet po otwarciu wielu okienek będzie prezentował się bardzo estetycznie.
Okienka wyposażone są w półkoliste nacięcie na palec, co ułatwia ich otwieranie. Perforacja jest w sam raz - dostanie się do produktu nie sprawia zbytniego kłopotu, ale nie jest też tak, że coś się otworzy samo. Na spodniej stronie "drzwiczek" kalendarza Balea wydrukowane są krótkie sentencje.
Kosmetyki zapakowane są w plastikową wytłoczkę, która dobrze je trzyma. Jest raczej mała szansa, że coś wypadnie przypadkiem ze swojego miejsca. Produkty, które dziś wyjmowałam, nie były niczym przyklejone, co toż stanowi plus. Ciasno siedziały w swoich przegródkach, ale nie musiałam ich wyszarpywać ryzykując uszkodzenie.
Z kalendarza Balea wyjęłam peeling do rąk o pojemności 20ml. Produkt powinien mieć zapach przyprawy do dyni, ale dla mnie to raczej coś słodkiego jak ciasteczka.
Wanilią i kokosem pachnie natomiast żel pod prysznic z alverde. 50ml kosmetyku jest zapakowane w poręczną buteleczkę, będącą miniaturą pełnowymiarowych produktów dm. Raczej schowam na okres wakacyjny, jak większość tego typu miniaturek. Wtedy bardziej się przyda.
Miłego poniedziałku wszystkim życzę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz