Środa, 4 grudnia.
Dziś miałam dzień niechcieja. Obudziłam się z migreną i całkowicie do niczego niezdolna. I nawet moje mocne postanowienie wykonywania choć jednego punktu z listy dziennie ograniczyło się dokładnie do tego. Zrobiłam też jeszcze jeden, ale on się nie liczy - pranie dywanika łazienkowego to sprawa raczej cykliczna i zostanie powtórzona za jakieś dwa tygodnie.
Wczoraj po próbie chóru spotkałyśmy się z mamą w rynku żeby pójść na jarmark. W poprzednich latach raczej unikałam tej przyjemności, ale tym razem mama chciała się przejść. Wypiłyśmy po grzańcu - niekoniecznie jestem fanką tego trunku, zdobyłyśmy dwa zielone buciki, które wylądowały w kolekcji rodziców i kupiłyśmy bombki.
W sumie cieszę się z tej wyprawy, ponieważ odnalazłam panią, która maluje pisze imiona na bombkach. Kiedyś dawno temu moi rodzice sprawili mi bombkę z imieniem a ja od dawna chciałam taką sprokurować mężowi. I w tym roku wreszcie się udało. Oprócz pięknego serduszka z dopisanym jego imieniem kupiłam bombkę o średnicy 15cm, którą oczywiście powieszę na choince, a także całe pudełko różnokolorowych - 5cm średnicy, 12 szt. Wszystkie te ozdoby są ręcznie malowane w motyw domku i drzewek - swoistego znaku firmowego artystki.
Dawno już nie kupiłam takiej ilości ozdób za jednym razem. Przeważnie staram się ograniczać tego typu zakupy ze względu na prosty fakt - ile można mieć bombek? Ja wyznaję zasadę, że wszystkie posiadane ozdoby mają się co roku znaleźć na choince. Poza tym - gdzieś to trzeba przechowywać. Piwnica nie jest z gumy. A szkoda...
Stan realizacji listy: 6/55. Trochę słabo, ale obiecuję, że się poprawię.
W kalendarzu adwentowym Balea dziś 50ml tubka balsamu do ciała o bardzo przyjemnym, migdałowym zapachu. Od alverde jest 20m kremu na dzień z aloesem i hialuronem. Pewnie jest nawilżający, ale może wykorzystam go w jakiś mroźny wieczór jako serum. Bo przy mojej tłustej cerze do niczego innego się nie nada.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz