Blogmas 24/25

 

Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia.

Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się położyli wraz ze wstającym słońcem.

Ja w efekcie zrobiłam 314 uszek, a mąż ogarnął wszystko jak myłam głowę. I zrobiła się czwarta. Kutię zrobiłam dopiero dziś, bo zapomniałam namoczyć pszenicę. Nie szkodzi. Jest słodka i rumowa. 

Teraz zostało mi tylko naszykować sukienkę, pomalować paznokcie i twarz. I możemy iść do rodziców na Wigilię.

Wszystkim Wam życzę ciepłych, rodzinnych, pełnych miłości Świąt Bożego Narodzenia. I pamiętajcie - nie musi być perfekcyjnie. Czego się nie zdążyło, to trudno. Cieszcie się tym czasem i nie dajcie się zwariować. 

A w kalendarzu oczywiście świeca o zapachu wigilijnego wieczoru. Zaraz zapalę. 

Blogmas 23/25

 

Wtorek, 23 grudnia. Jutro Wigilia Bożego Narodzenia.

A ja w średnim proszku. Miałam plan żeby jutro mieć dla siebie, ale to się chyba nie uda. Chyba, że dziś będziemy walczyć do zwycięstwa.

Na razie zrobiłam 120 uszek na wieczerzę i 60 dla nas na potem. Farszu mi zostało jeszcze na jakieś 90-120, a ciasta na 30, więc będę musiała troszkę dorobić. Ale zamierzam je tej nocy skończyć. Zamrożę po 30 w woreczku i będzie na zaś. Raz w roku można się napracować.

Została mi jeszcze kutia do skończenia. A jaki jest najważniejszy składnik kutii? Zgadza się, rum. Pokrojone bakalie moczą się już od południa w rumie z wodą, została mi tylko pszenica i mak. I na koniec podlać rumem. Niektórzy dodają jeszcze śmietankę 30%, ale ja do nich nie należę. Alkohol wystarczy. Zwłaszcza, że wszystkie składniki będą odpowiednio mokre, więc nie trzeba już jej rozwadniać.

Ja szaleję w kuchni, a mąż w łazience. Aż się boję, że zetrze kolor z kafelków. Może mu powiem, ze nie musi na mnie czekać z położeniem się spać? Posprzątam po swoim gotowaniu, obiecuję. Nawet podłogę umyję. I mikrofalówkę odstawię na miejsce. I ekspres do kawy też.

 Bo żeby mieć jako taki blat roboczy trzeba było te sprzęty przenieść do pracowni. Ale wrócą na miejsce, naprawdę. I nawet kuchenkę umyję. 

Ale ogólnie nie jest źle. Dom udekorowany i sprzątnięty (poza kuchnią). Uszka się robią. Kutia będzie. Jutro zostało wynieść śmieci, odkurzyć i zmienić pościel i ręczniki. I będą święta. 

A w kalendarzu dziś świeca o zapachu ciasteczek. Przyda się na jutro.

Wracam do uszek. 

Blogmas 22/25

 


 Poniedziałek, 22 grudnia.

Jak dobrze, że mam urlop. Bez tego chyba nie dalibyśmy rady. A tak, to zrobione zostanie to, co musi. 

Wczoraj zaczęliśmy ubieranie choinki. O 2:30 uznaliśmy, że sople i łańcuchy powiesimy dziś, bo ja i tak nie sięgam, a mąż już nie dawał rady wskakiwać na stołek. I słusznie, bo dziś pospaliśmy, zjedliśmy śniadanie i spokojnie dokończyliśmy dekorowanie drzewka.

A potem ja schowałam się w kuchni zostawiając małżonkowi zbożne dzieło posprzątania powstałego bałaganu. Sama w tym czasie upiekłam ciasto dyniowe udające piernik, a potem wskoczyły dwie blachy sernika wiedeńskiego.

W tym samym czasie mój mąż poskładał pudełka po bombkach do plastikowych pudeł, a także udekorował okna światełkami, a mieszkanie figurkami. I umówił sie z moim tatą na transport pudeł.

Drugi sernik się upiekł jak przyjechał tato. Zatem zabraliśmy pudła, ciasto dyniowe,  prezenty dla rodziców i sernik i pojechaliśmy odpowiednio to rozdystrybuować. Jak wróciłam to minęłam się z małżonkiem przed drzwiami - wynosił śmieci. W domu zastałam wszystko przygotowane pod odkurzanie po choince. Mówiąc krótko - odwalił niesamowitą robotę. Jak przez cały ten czas. Ogarnęliśmy jeszcze szybkie zakupy, on odkurzył a ja w tym czasie przygotowałam obiad. A w zasadzie kolacje, bo o 21 to raczej takim mianem określa się spożywany posiłek.

I prawie mamy święta. Namoczyłam jeszcze grzyby na uszka i mogę się kąpać.

Jutro gotowanie, wałkowanie i klejenie, a jak mi się uda, to zrobię kutię. Taka przegryziona będzie smaczniejsza. I mycie kuchni oraz łazienki. I będą święta. A na razie mamy choinkę. I sernik.

W kalendarzu świeczka o zapachu szałwii i sosny. Paradoksalnie - na razie niepotrzebna, bo choinka pachnie samodzielnie. 

 

Blogmas 21/25

 

21 grudnia. Czwarta niedziela adwentu.

Dwa dni do świąt a ja jestem w proszku. Niemal dosłownym.

Choinka świeci, tato dostał ryby i chyba je nawet ogarnął, ale poza tym to w domu u mnie jakaś masakra. Mam nadzieję, że uda się to wszystko jakoś ogarnąć, bo na razie jest gorzej niż było, gdyż do ogólnego bałaganu doszedł jeszcze syf po ustawianiu choinki i pudła z bombkami porozstawiane po całym domu. 

Na razie światełka świecą na drzewku i oknie w salonie. Teraz muszę wziąć się za wieszanie bombek i chyba będę walczyć dziś do zwycięstwa. Bo choinka musi być ubrana i posprzątane po niej zanim przystąpię do innych czynności.

A zostały mi dwa serniki do upieczenia i ciasto dyniowe, uszka oraz kutia. I tort na moje urodziny. I krem. Ale te dwie rzeczy dopiero w samą wigilię, choć wszystkie bakalie namoczę wcześniej w rumie. 

Generalnie i tak się ciesze z osiągnięć dzisiejszego dnia. Okazuje się, że jak się wszystko dobrze zaplanuje, to wiele rzeczy da się sprawnie pozałatwiać.

Byłam umówiona po karpie z panem, od którego zawsze je kupujemy na ósmą rano, więc z tatą umówiliśmy się wcześniej, że zapakujemy bombki z piwnicy i wracając z rybami przywieziemy je do nas. Jeszcze potem przynieśliśmy choinkę z garażu, a ja z kolei pomogłam wnieść ryby tacie po schodach. Bo trochę ich jednak wyszło. I w sumie o dziesiątej siadaliśmy do śniadania, a choinka leżała w pokoju. 

Potem poszłam na ostatnie śpiewanie w tym roku.

Jak wróciłam, to choinka już stała i właśnie dostawała swój pierwszy komplet światełek. I wtedy ucieszyłam się, że dzisiejszy obiad mamy gotowy - wystarczyło tylko podgrzać. Nakarmiłam zatem siebie i męża, a potem on wziął się za dalsze oświecanie drzewka. Ja natomiast poszłam ze śmieciami i zajęłam się pakowaniem prezentów.

W tym roku nie szyłam woreczków tylko wzięłam z recyklingu. Trudno, ale czasem tak wychodzi. Moja mama i tak chciała mi oddać wszystkie z lat poprzednich, ale ją namawiam żeby na razie zastanowiła się nad ich ponownym wykorzystaniem. Można znaleźć dla nich całą masę zastosowań - od przechowywania suchych produktów spożywczych do zapakowania komuś prezentu.

Aktualnie drzewko świeci, prezenty spakowane a ja z czystym sumieniem mogę się wziąć za wieszanie bombek.

Sprzątać będę jak porobię wszystko inne. Może zdążę w dwie doby.

A w kalendarzu świeczka o zapachu cynamonu. I super. 

 

Blogmas 20/25

 

Sobota, 20 grudnia.

Przeżyłam wizytę w sklepie. A nawet w dwóch. Do teraz nie wiem jakim cudem, ale się udało.

Oczywiście, nie udało nam się rano wygrzebać zgodnie z założonym przeze mnie planem, ale do tego powinnam się w zasadzie przyzwyczaić. Zatem na parking Selgrosa zajechaliśmy w zasadzie koło południa. I pierwszy raz w życiu nie mieliśmy gdzie zaparkować. Tak po prostu. Nie było ani jednego wolnego miejsca na parkingu, na którym normalnie połowa placu jest pusta. Z wózkami też był, oczywiście, problem. Ale udało nam się jeden dorwać.

Weszliśmy do sklepu, ludzi trochę, choć nie tak gęsto jakby na to wskazywał stan parkingu. Spokojnie można było wszędzie dojść i włożyć do koszyka co się chciało. Zatem nabyliśmy pożądane produkty, trochę dodatkowych herbat, twaróg na sernik i śmietanę w kilogramowych wiaderkach, po czym zbliżyliśmy si do stoiska z rybami.

Już przy owocowo - warzywnym był tłum, ale dopiero jak doszliśmy do ryb to znaleźli się klienci z samochodów. Pierwszy raz widziałam tak długą kolejkę w Selgrosie. Oczywiście - po karpia. Muszę przyznać, że nawet nieźle to wykombinowali. Sprzedawali całe ryby, patroszone bez głowy, osobno same głowy, płaty oraz dzwonka. Dla każdego coś miłego. 

Na szczęście śledzie w paczuszkach można było wziąć bez kolejki. Niestety, wędzone ryby na wagę wymagały już ogonkowania. Zatem postawiłam małżonka z wózkiem na aktualnym końcu uporządkowanego tłumu zainteresowanych nabyciem tradycyjnego przysmaku wigilijnego, a sama podeszłam oglądać wystawiony towar niebędący karpiem.

Wybrałam co mi się podobało, skonsultowałam z mężem, poprawiliśmy nieco wybór i w momencie gdy dotarliśmy do uwijającego się jak w ukropie pana z obsługi już wiedzieliśmy czego chcemy. Chyba sprawiliśmy mu drobną przyjemność nabywając dwa wędzone karmazyny i prosząc o największego suma z dostępnych. Bo na taką świeżą rybę padł nasz wybór. Głównie ze względu na fakt, iż była dostępna w całości razem z głową. Zamierzam ją tak upiec na drugi dzień świąt jako druga potrawę obok kaczki. Będzie się ślicznie prezentował na półmisku polanym sosem szafranowym na białym winie i przysypany prażonymi płatkami migdałowymi. Już nie mogę się doczekać.

Wizyta w Kauflandzie przebiegła równie sprawnie, choć napotkany tam tłum był znacznie mniej zdyscyplinowany. Ale ponieważ ominęliśmy stoisko mięsno - wędliniarskie, to nie spotkało nas to najgorsze. Choć i tak było to traumatyczne przeżycie.

Podsumowując - mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się uniknąć sobotnich przedświątecznych zakupów. To zdecydowanie nie na moje nerwy. Ciesze się, że po zamówione karpie jadę jutro z samego rana do umówionego sprzedawcy.

Listę w zasadzie wyrzuciłam. Czego nie ogarnęłam, to już nie zrobię, posprzątam to co po wierzchu i tyle. Idą święta.

W kalendarzu adwentowym świeca o zapachu bursztynu i drzewa sandałowego. Odpalę ją jak się skończy to wariactwo.

Blogmas 19/25

 

Piątek, 19 grudnia.

Mam urlop. Aż  nie wierzę że to piszę. Po raz pierwszy od czasów studenckich mam wolne między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Dotąd nigdy nie miałam takiej możliwości. Zawsze w albo w firmie było coś, albo obowiązywała zasada, że w grudniu żadnych urlopów. A teraz mam wolne. Chętnie odpocznę. Zwłaszcza, że zaczyna się dla mnie przedświąteczne wariactwo. A jestem naprawdę zmęczona.

Muszę zrobić to, przed czym wszystkich ostrzegałam. Jadę na świąteczne zakupy. Jutro. W ostatnią sobotę przed Wigilią. Masakra. Ale naprawdę inaczej się nie da. Jak przeżyję to dam Wam znać. Na razie łudzę się, że wiele osób tak robi i żyję, więc czemu mam być wyjątkiem?

Dziś mój mąż kochany umył żyrandole. Jest to zadanie przekraczające moje możliwości przede wszystkim ze względu na wzrost. Poza tym... może lepiej nie dawać mi delikatnych przedmiotów do rąk? A tak on to ładnie porozkręcał, klosze wstawił do zmywarki i od razu w domu zrobiło się jaśniej.

 Ja dziś nie zrobiłam niczego poza ustaleniem z mamą kilku spraw. Wszystko czeka już na nadchodzące cztery dni. Musze zrobić zakupy, upiec ciasta i zrobić uszka. A potem ubrać choinkę. I ogarnąć dom. Uda się. Zawsze się udaje, więc czemu ten rok miałby być wyjątkowy?

Stan zadań 43/84.

A w kalendarzu na dziś świeczka o zapachu dzikiej orchidei. Jedną taką zużyłam, reszta czeka na wiosnę.

Wybaczcie tak krótki wpis, ale jestem dziś naprawdę padnięta. Trzymajcie za mnie kciuki jutro w sklepach. Oby udało mi się nikogo nie zabić.

Blogmas 18/25

 

Czwartek, 18 grudnia. 

Posprzątałam biurko. Praktycznie całe. Nie zajrzałam tylko na półkę z nutami, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Jest czysto i ładnie.

Zajęło mi to prawie siedem godzin. Z tego dwie pierwsze odgruzowywałam blat. A także walczyłam z sobą żeby w ogóle posprzątać a nie tylko ułożyć wszystko na wierzchu we w miarę równe stosy i tyle. 

Takiego porządku nie robiłam co najmniej cztery lata sądząc z dat niektórych dokumentów znalezionych na stosie. Dlatego tym bardziej jestem z siebie dumna. I z męża, który dzielnie zniósł mój fatalny nastrój, zrobił mi pyszny obiadek, a na końcu wyniósł ogromny wór wyprodukowanych przeze mnie śmieci.

I może nie wszystko jest idealnie, na niektóre rzeczy dalej nie ma miejsca, ale jest czysto i na tyle ułożone, że da się tu swobodnie pracować. A w ostatnim czasie było to zdecydowanie mało komfortowe. Natomiast teraz siedzę przy uporządkowanym biurku i nie boję się, że coś mi spadnie na podłogę przy gwałtowniejszym ruchu. Mam nawet miejsce na herbatę.

I szafki są domknięte. I szufladę można normalnie wysunąć. I nawet znalazłam kilka rzeczy, których się nie spodziewałam. Jest super.

Wprawdzie w tej chwili czuję się wykończona, ale jestem szczęśliwa. Może nawet przestanę panikować, kto wie?

Natomiast dzisiejszy dzień jeszcze raz pokazał mi, co potrafi zrobić stres w połączeniu z niechęcią do zadania. Zdjęcie kilku pierwszych rzeczy z blatu było dla mnie prawie niemożliwe. Wynosiłam po sztuce na stół do salonu i co chwila szukałam czegoś innego do zrobienia. Masakra.

Co ciekawe, jak już blat zrobił się pusty to nagle dostałam szwungu. Szuflada ogarnęła się sama, szafka z dużymi rzeczami też. Ta z dokumentami była gorsza, bo tu musiałam przejrzeć papiery i je poukładać, a to zawsze zajmuje czas. Czytanie, porządkowanie, niszczenie - tu się nie da przyśpieszyć sprawy.

Jeszcze raz przejrzałam listę  rzeczy do zrobienia i już wiem, czego w tym roku nie zrobię. Wiem też, co musi zostać bezwzględnie wykonane. Zatem teraz zabieram się do planowania.

Stan na dziś 41/84 i czyste biurko.

A w kalendarzu świeca o zapachu ciasteczek. Tak przynajmniej deklaruje producent, choć ja wyczuwam tu głównie słodką wanilię. W połączeniu z ta cynamonową da super kombinację.

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...