Sobota, 20 grudnia.
Przeżyłam wizytę w sklepie. A nawet w dwóch. Do teraz nie wiem jakim cudem, ale się udało.
Oczywiście, nie udało nam się rano wygrzebać zgodnie z założonym przeze mnie planem, ale do tego powinnam się w zasadzie przyzwyczaić. Zatem na parking Selgrosa zajechaliśmy w zasadzie koło południa. I pierwszy raz w życiu nie mieliśmy gdzie zaparkować. Tak po prostu. Nie było ani jednego wolnego miejsca na parkingu, na którym normalnie połowa placu jest pusta. Z wózkami też był, oczywiście, problem. Ale udało nam się jeden dorwać.
Weszliśmy do sklepu, ludzi trochę, choć nie tak gęsto jakby na to wskazywał stan parkingu. Spokojnie można było wszędzie dojść i włożyć do koszyka co się chciało. Zatem nabyliśmy pożądane produkty, trochę dodatkowych herbat, twaróg na sernik i śmietanę w kilogramowych wiaderkach, po czym zbliżyliśmy si do stoiska z rybami.
Już przy owocowo - warzywnym był tłum, ale dopiero jak doszliśmy do ryb to znaleźli się klienci z samochodów. Pierwszy raz widziałam tak długą kolejkę w Selgrosie. Oczywiście - po karpia. Muszę przyznać, że nawet nieźle to wykombinowali. Sprzedawali całe ryby, patroszone bez głowy, osobno same głowy, płaty oraz dzwonka. Dla każdego coś miłego.
Na szczęście śledzie w paczuszkach można było wziąć bez kolejki. Niestety, wędzone ryby na wagę wymagały już ogonkowania. Zatem postawiłam małżonka z wózkiem na aktualnym końcu uporządkowanego tłumu zainteresowanych nabyciem tradycyjnego przysmaku wigilijnego, a sama podeszłam oglądać wystawiony towar niebędący karpiem.
Wybrałam co mi się podobało, skonsultowałam z mężem, poprawiliśmy nieco wybór i w momencie gdy dotarliśmy do uwijającego się jak w ukropie pana z obsługi już wiedzieliśmy czego chcemy. Chyba sprawiliśmy mu drobną przyjemność nabywając dwa wędzone karmazyny i prosząc o największego suma z dostępnych. Bo na taką świeżą rybę padł nasz wybór. Głównie ze względu na fakt, iż była dostępna w całości razem z głową. Zamierzam ją tak upiec na drugi dzień świąt jako druga potrawę obok kaczki. Będzie się ślicznie prezentował na półmisku polanym sosem szafranowym na białym winie i przysypany prażonymi płatkami migdałowymi. Już nie mogę się doczekać.
Wizyta w Kauflandzie przebiegła równie sprawnie, choć napotkany tam tłum był znacznie mniej zdyscyplinowany. Ale ponieważ ominęliśmy stoisko mięsno - wędliniarskie, to nie spotkało nas to najgorsze. Choć i tak było to traumatyczne przeżycie.
Podsumowując - mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się uniknąć sobotnich przedświątecznych zakupów. To zdecydowanie nie na moje nerwy. Ciesze się, że po zamówione karpie jadę jutro z samego rana do umówionego sprzedawcy.
Listę w zasadzie wyrzuciłam. Czego nie ogarnęłam, to już nie zrobię, posprzątam to co po wierzchu i tyle. Idą święta.
W kalendarzu adwentowym świeca o zapachu bursztynu i drzewa sandałowego. Odpalę ją jak się skończy to wariactwo.