Czwartek, 13 grudnia.
Umyłam lodówkę.
Nie wiem dlaczego mycie lodówki wydaje mi się tak czasochłonnym procesem, skoro w rzeczywistości zajmuje niecałe dwie godziny. Wprawdzie bez zamrażarki, ale to sprzęt typu side - by - side, więc całości nawet nie dałabym rady opróżnić do mycia. Zresztą historię jego zakupu możecie przeczytać tutaj. Polecam.
Ogólnie czwartek jest u mnie dniem Dużych Robót ze względu na rozkład tygodnia. Nie muszę po pracy nigdzie wychodzić i następny też mam już mocno zaplanowany. Mam tylko nadzieję, że za tydzień będę w lepszej kondycji niż dziś, bo prawdę mówiąc, poza lodówką niczego dziś nie osiągnęłam. Byłam jakaś taka padnięta po pracy i musiałam się wręcz na kwadrans położyć. A po obiedzie też nie mogłam się zebrać i było pół do siódmej zanim w ogóle podeszłam do roboty.
Za to dla mojego męża dzień okazał się wyjątkowo owocny.
Przyszłam do domu i zastałam istny armagedon. Mój ślubny wziął się za swoje biurko i przestrzeń pod nim. A tam jest co sprzątać, bo jego część pracowni to warsztat elektroniczny, drukarnia 3D i warsztacik drobnych napraw w jednym. I panowała tam istna Sodoma i Gomora. Na moim biurku i w nim też tak jest ale ćśśś... nikt nic nie widział.
I on tę swoją część posprzątał. Sporo rzeczy czeka w przedpokoju na wyniesienie do piwnicy, ale nie bez powodu ze śmieciami szliśmy przed chwilą we dwójkę. Teraz u niego wygląda tak, że można pokazywać jako przykład pięknie, bezpiecznie i funkcjonalnie urządzonego stanowiska pracy.
Jestem z niego dumna. Naprawdę. Bo robotę odwalił piekielną. Nie myślałam że aż tak dogłębnie to zrobi, liczyłam na ogarnięcie z wierzchu. A tu zrobił coś niesamowitego. Dalej nie wiem jak udało mu się to osiągnąć.
Ogólnie w kwestii przygotowań do świąt zaczynam mieć mieszane uczucia. Okazuje się, że na Wigilii będzie nas wyjątkowo dużo w porównaniu do ostatnich kilku lat. Z jednej strony bardzo się z tego cieszę - wreszcie nie będzie marudzenia że zrobiłam za dużo kutii i sernika, a z drugiej jakoś tak dziwnie. I uszek muszę nalepić sporo więcej. Ponad setkę. A jeszcze trzeba będzie trochę zostawić na później na jakiś smutny dzień. Dobrze, że mam grzyby, choć chyba trochę dokupię.
Ogólnie stan robót wynosi 31/84. I umyta lodówka. I prawie posprzątana pracownia.
A w kalendarzu świeca o zapachu cynamonu. Zostaje na święta na 100%.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz