Blogmas 12/25

 

Piątek, 12 grudnia.

Właśnie minęła symboliczna połowa naszego odliczania. 

A ja jestem w czarnej dziurze z przygotowaniami. Ale z drugiej strony nie wszystko można zrobić wcześniej, niektóre rzeczy muszą być na ostatnią chwilę.

Dzisiejszy dzień był dziwny.

W pracy było nawet przyjemnie, choć większość dnia zajęła narada podsumowująca kończący się rok i omawianie zmian wchodzących od stycznia. Raz na kwartał można takie coś przeżyć.

Po pracy natomiast nie miałam siły na nic. Zjadłam obiad, przytuliłam na chwilę kota i trochę się rozśpiewałam przed próbą. A jak wróciłam to usiadłam do kolacji, a teraz do bloga. I po piątku.

Generalnie na jutro nie planowałabym wyjścia na zakupy chyba że ktoś naprawdę musi. Lepiej odłożyć sprawę na poniedziałek - będzie stanowczo mniej ludzi. I świeży towar na półkach.

Ja powoli zacznę nabywać produkty na sernik, tort i krem. Z wyjątkiem sera i śmietany, oczywiście. Ale jajka, mąka i masło mogą spokojnie poleżeć. Nic się nie stanie a będzie z głowy. Zwłaszcza, że jajek wyszło mi do kupienia co najmniej 60. Lepiej niż na Wielkanoc. Więc pewnie kupię 80, bo zawsze któreś może okazać się pęknięte - takiego nie daję do ciasta pod żadnym pozorem. Jak nie leżało za długo to mogę jej wrzucić do jajecznicy lub ugotować na twardo, ale jeśli tylko mam jakiekolwiek wątpliwości to je po prostu wyrzucam. Lepiej się jednego pozbyć niż się struć, nawet jeśli prawdopodobieństwo takiego obrotu prawy jest znikome.

W przyszłym tygodniu muszę też skoczyć do Hali Targowej po produkty na kutię. Pszenicę i mak mam z zeszłego roku, ale kupię też gruszkę suszoną i takie ogromne rodzynki. Na hali jest takie stoisko, które odwiedzam właśnie w tym celu. Właścicielka w grudniu sprowadza bakalie specjalnie do kutii i są one zawsze w najlepszym gatunku. I kupuję na wagę, więc biorę dokładnie tyle ile mi potrzeba. W ten sposób nic się nie zmarnuje.

Muszę też kupić jakiś tani rum, bo przecież trzeba w czymś te bakalie namoczyć. A dobrego trochę szkoda.

Generalnie jutro chyba zrobię listę zakupów. Niczego innego raczej nie dam rady. Chciałabym wprawdzie odhaczyć choć jedną rzecz z listy ale nie wiem, czy cokolwiek mi się uda.

 Na razie stan taki jak wczoraj. Ale za to lodówka jest umyta.

Kalendarz dał mi świeczkę o zapachu dzikiej orchidei. Chyba ją sobie na chwilę zapalę. Całości dziś nie zużyję, bo niedługo idę spać, ale trochę niech poświeci. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...