Piątek, 13 grudnia. Ja nie miałam pecha, zresztą nie wierzę w pechową trzynastkę. Zaraz po trójce to moja ulubiona liczba.
Dziś wprawdzie wstałam z okropnym bólem głowy, który nie chciał ustąpić do południa mimo wzięcia tabletki. Dopiero dwa porządne kubki dobrej herbaty postawiły mnie na nogi. Ale to pewnie z powodu wysokiego ciśnienia, bo mojego męża też bolała głowa.
Albo z okazji piątku trzynastego.
Chyba z tej samej okazji udało mi się wyprać jasiek mojego męża. To znaczy - on sam zawinął się w pościel i wskoczył do pralki. Ja grzecznie położyłam poduszki na materacu żeby się wszystko ładnie odwietrzyło. A potem zorientowałam się, że jednego jaśka brakuje. Na szczęście zdążył już wyschnąć do tej pory i mogłam założyć na niego poszewkę. Nie wiem o co chodzi, może uznał się za zbyt brudny albo uznał że na święta trzeba dać się wyprać. Innym egzemplarzom starczyło samo wietrzenie.
Dziś znów miałam wysokopoziomowe ćwiczenia na steperze. Czyli wysprzątałam górną szafkę - tym razem tę, w której trzyma szklanki i kieliszki. A na górnej półce jest prodiż, dwie maszynki do makaronu i kilka innych drobiazgów. W każdym bądź razie znów wchodziłam na taboret, odkładałam trochę rzeczy na blat za sobą, jak kończyło mi się miejsce to schodziłam ze stołka i wynosiłam wyjęte naczynia do pokoju. Oczywiście, w międzyczasie po kolei wyjmowałam opróżnione już półki. Następnie mycie, przynoszenie, wkładanie, układanie, na końcu wieszanie drzwiczek.
Brzmi prosto, prawda?
Ale ja mam tylko 158cm wzrostu i nie sięgam na górę nawet ze stołka. Dlatego potrzebuję długiej łyżki zakończonej haczykiem (kupiłam taką w IKEI), którą wyciągam rzeczy umieszczone najgłębiej. Potem tak samo je umieszczam. Naprawdę - jest to całkiem przednia gimnastyka, zwłaszcza, że chowanie sprzętów odbywa się częściowo "na macanta". Oczywiście - mogłam poprosić męża o pomoc, ale (jak łatwo się domyślić) - nie było go w domu. Więc w tym wypadku byłam zdana na siebie. Ale nie szkodzi, trochę wyciągania się nie zaszkodzi.
Mam nadzieję, że pobyt na balkonie nie zabił mi cebuli amarylisa. Wystawiłam ja jakiś czas temu żeby przeschła, przechłodziła się i ponownie wytworzyła kwiat. Mojej mamie się udaje, ale ja robiłam to po raz pierwszy. Właśnie przed chwilą wstawiłam doniczkę z powrotem do pokoju i podlałam trochę. Może się uda.
W kalendarzu adwentowym Balea dziś krem na dzień. Ma zawierać olejek arganowy, witaminę E i SPF 15. Domyślam się, że jest to produkt do cery normalnej, więc nie będzie matowił, ale spróbuję go zużyć. To tylko 20ml. Alverde podarowało mi za to 15ml kremu do paznokci. Nie wiem, czy jest to jakiś rodzaj kosmetyku do skórek, czy coś pielęgnującego płytkę? Nie mam pojęcia. Na razie mogę wmasować w skórki i płytkę, bo mam niepomalowane paznokcie. Może na święta się uda ogarnąć hybrydę. A może nawet przedłużyć, kto wie.
Stan prac na dziś: 27/59. Trochę gorzej niż bym chciała, ale i tak jest nieźle.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz