Jak rozejrzymy się po ulicy, sklepie czy miejscu pracy, to zauważymy, że 95% kobiet będzie ubranych w spodnie lub (o zgrozo!) legginsy. Niezależnie od pory roku. Mało która przedstawicielka płci pięknej będzie ubrana w spódnicę lub sukienkę. Zupełnie niesłusznie.
Moim skromnym zdaniem ubieramy się nie tylko dla ochrony przed zimnem, ale również by ukryć niedostatki, a wyeksponować zalety naszej figury. Przynajmniej taka idea przysługiwała kobietom przez wieki - dawniejsze suknie naprawdę tuszowały wszystko, tworząc sylwetki zgodne z panującym ideałem. Oczywiście - jestem pewna, że wtedy też nie brakowało wariatek gotowych poświęcić zdrowie i życie dla wyglądu, jednak większość kobiet zachowywała pewien umiar (inaczej ludzkość po prostu by nie przetrwała) i dawała radę wpisać się w obowiązujący kanon.
Co się zmieniło w mentalności przez ostatnie pół wieku? Nie wiem. Ale skutki są widoczne. I raczej nie wyglądają za ciekawie. *W tym miejscu rozwścieczone feministki usiłują rzucić się na mnie z pazurami i zębami, ale gorset skutecznie chroni co bardziej wrażliwe narządy, więc pozostaje im dławienie się szpilkami i zatrucie makijażem. A także duszenie się pończochą ze szwem.*
Legginsy odsłaniają wszystkie wady ciała od pasa w dół. Spodnie większość. Natomiast dobrze dobrana spódnica działa cuda. Ukrywa brzydkie kolana z pamiątką po katastrofie na rowerze w wieku pięciu lat. Zamaskuje obwisłe czy zbyt płaskie pośladki. Te za okrągłe w sumie też. Krzywe nogi? - nie w tym stroju! Stanowczo zbyt duża objętość ud? - niczego nie widać! I tak dalej, przykłady można mnożyć.
Ponadto ubranie się w sukienkę lub spódnicę wymusza ładniejszą postawę - zazwyczaj siadamy bardziej wyprostowane, z odpowiednio ułożonymi kolanami i wciągniętym brzuchem. Taka sylwetka optycznie traci 2kg (Yes! Yes! Yes!), my wydajemy się bardziej kompetentne i pewne swojej wiedzy. A to w kontakcie z innymi sprawa niezastąpiona. Nie mówiąc o podziękowaniach od kręgosłupa za utrzymywanie prawidłowej postawy. O bardziej kobiecym wyglądzie nie zamierzam nawet bardziej się wypowiadać - sprawa jest oczywista. Mężczyźni widzą i potrafią docenić.
Na temat prawidłowego dobierania fasonu i długości można napisać cały elaborat - zaplanowałam jeszcze co najmniej jeden wpis zajmujący się już tylko tym tematem. Teraz jednak chciałabym choć trochę uzasadnić tezę postawioną w tytule. Wielu kobietom wydaje się, że jest wprost odwrotnie - spódnica ma bardzo ścisłe przeznaczenie i wyraz. Osobiście uważam, że jest inaczej.
Nie mówię tu o kilometrach elegancko udrapowanej tafty, czy kolorowej tubce, która jest szersza niż dłuższa - one mają akurat bardzo ścisłe zastosowania i nie sposób ich zmienić. Ale pośród całej gamy wzorów, kolorów i długości znajdziemy też takie, które można zestawić na kilka sposobów. I to są najcenniejsze sztuki naszej garderoby.
Bardzo często znajdujemy się w sytuacji, że nie mamy pojęcia jak należy się ubrać w sensie poziomu "oficjalności". Nie chcemy wypaść ani zbyt sportowo, ani za sztywno. W takim momencie warto założyć spódnicę, która dobrze wygląda zarówno z elegancką bluzką i żakietem, jak i w mniej oficjalnym zestawieniu. Wybrać na przykład gładką, przylegającą bluzkę z dzianiny, średnio eleganckie buty i apaszkę lub dyskretny zestaw biżuterii. A żakiecik trzymać w ręku. I jest - jak będzie oficjalnie, wkładamy marynareczkę, jak nie, to zawsze można dyskretnie zdjąć naszyjnik.
Odwrotny pomysł - sztruksowa czy dzianinowa spódnica i elegantsza bluzka oraz ładne pantofle dadzą ten sam efekt nieodstawania w żadną stronę. A o to nam przecież chodzi. Takich zestawów każda z nas jest w stanie stworzyć po kilka.
Zatem: nie wiesz jak się ubrać? - załóż spódnicę.
Poza tym w spódnicy zawsze wygląda się o klasę lepiej niż w spodniach. Nawet bardzo sportowe zestawienie sztruksowego ołówka i t - shirtu wypada minimalnie korzystniej niż ta sama koszulka i spodnie. Nie wiem dlaczego, ale tak po prostu jest. A lepszy wygląd sprawia, że inni traktują nas lepiej.
Wiele kobiet podniesie tu argument wygody. Nie zgadzam się z nim. Spróbujcie na miesiąc wyeliminować spodnie z waszych strojów i zobaczcie jaki będzie efekt. Nagle może się okazać jak bardzo te wszystkie szwy między nogami drażnią i przeszkadzają. Brr... Osobiście mam tylko cztery pary spodni - narciarskie, krótkie sportowe spodenki na narty, jedne dresy do jakichś cięższych robót i jedne letnie ogrodniczki jak jadę na działkę. I jakoś żyję.
Kolejną kwestią jest wizyta w sklepie.
Im więcej ma się nadmiarowych kilogramów i im bardziej wyokrąglone pośladki i biodra tym trudniejszy staje się dobór spodni, które nie podkreślą wad figury. I do tego niech maja właściwą długość (damskie spodnie przewężają się w kolanie, więc zbyt długa nogawka to kiepski pomysł), szerokość nogawek, materiał, kolor i mieszczą się w założonym zakresie cenowym. Milion ciuchów do przymierzenia a już przy dziesiątym, w którym wyglądamy nienajlepiej odechciewa nam się żyć. Nogi zaczynają wchodzić do mózgu, łzy bezsilnej wściekłości pojawiają się w oczach i powoli przestajemy widzieć sens poszukiwań. Potem w końcu udaje się coś wygrzebać, co jakoś nadaje się do noszenia, płacimy za to więcej niż zakładałyśmy, a za trzy miesiące procedura się powtarza. Bo właśnie wydarły nam się dziury na wewnętrznych stronach ud, a ostatnio znalezionego modelu, który pasował już nie produkują. Koszmar.
A spódnica pasuje. Wybieramy rozmiar i jeśli udało się trafić, to przeważnie wygląda ok. Jak nie - zmieniamy model i zazwyczaj za trzecim podejściem udaje się trafić na coś super. Zwłaszcza, że ołówkowa spódnica do kolan jest w zasadzie uniwersalnym wyborem, w którym mało która kobieta źle wygląda. Coś w kształcie trapezu też raczej jest ok. I często udaje się trafić na rzeczy w naprawdę dobrych cenach. Szybko, łatwo i przyjemnie.
Oczywiście - będą modele i długości, po założeniu których zdziwimy się, że lustro w przymierzalni nie pękło. W końcu nie wszystko jest dla wszystkich. Ale na takie kwiatki trafimy raczej rzadko, zwłaszcza jeśli z grubsza wiemy czego szukać. Poza tym długość nie jest aż takim problemem jak fason - zbyt długą spódnicę skracamy często bez szkody dla ogólnego wyglądu modelu (uwaga: zasada ta NIE DZIAŁA w drugą stronę, bezboleśnie wydłużyć się nie da!!!). Zatem "walka o ideał" będzie raczej lżejsza niż w przypadku spodni.
Jasne - są sytuacje, że spodnie będą jedynym wyjściem. Sama pracowałam kiedyś na stanowisku, gdzie przepisy BHP nakazywały ich noszenie. Natomiast w momentach, w których mamy wybór polecam przerzucenie się na bardziej kobiecy wygląd. Będzie to z korzyścią dla wszystkich.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Blogmas 24/25
Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...
-
Sobota, 20 grudnia. Przeżyłam wizytę w sklepie. A nawet w dwóch. Do teraz nie wiem jakim cudem, ale się udało. Oczywiście, nie udało nam s...
-
Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...
-
Czwartek, 18 grudnia. Posprzątałam biurko. Praktycznie całe. Nie zajrzałam tylko na półkę z nutami, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Jes...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz