Święta, Nowy Rok i Trzech Króli minęło jak z bicza trzasnął. Wraz z nimi skończyło się szaleństwo kupowania prezentów, choć poświąteczne wyprzedaże jeszcze trwają. W końcu trzeba się pozbyć towaru z choinkami na rzecz opakowań w serduszka.
Niejedna z nas wchodząc do łazienki w tym okresie roku łapie się za głowę widząc nagromadzenie produktów kosmetycznych. Bo przecież to taki łatwy prezent dla kobiety - jakiś żel pod prysznic, woda toaletowa czy paletka cieni. Można kupić coś szybko, zmieścić się w budżecie, a obdarowywanej osobie się przyda. Prawda?
Generalnie tak, ale...
No właśnie. Nie wszystkie prezenty są trafione. Nasze własne zakupy zresztą też. Często zalegają one potem w domu generując bałagan i tworząc iluzję bycia dobrze zaopatrzoną w produkty kosmetyczne. Przy okazji denerwują właścicielkę oraz domowników. A "nie wyrzucę, bo się przyda".
Na pewno?
Generalnie nieużywane kosmetyki możemy podzielić na trzy kategorie:
- na pewno mi nie pasują;
- od biedy mogą być;
- nie mam na nie pomysłu.
Oczywiście, należy najpierw porządnie przetestować daną rzecz, szczególnie kosmetyki kolorowe. Użyć kilka razy w rożnych konfiguracjach i zobaczyć czy w jakiejś sytuacji się sprawdził. Jeśli w żadnej - do kosza. Jeśli jakiś produkt nas uczulił, to też do kubła. Nie wspominając o "perfumach' w zapachu "odebazar" podarowanych nam przez ciocię o wątpliwym guście.
Do drugiej kategorii pchamy zazwyczaj to, co powinno było trafić do pierwszej. Zostawiamy rzeczy, których nie użyjemy na pewno. Na zasadzie, że "w razie awarii użyję". Owszem - dobrze jest mieć produkt zastępczy, który uratuje nas w sytuacji podbramkowej. Natomiast zostawiać sobie należy kosmetyki, które nie do końca nam odpowiadają, ale nie są totalnymi bublami. Mało tego, te zastępcze produkty też należy stopniowo zużywać, gdyż wbrew pozorom z czasem pojawiają się nowe. A trzy czy cztery zastępcze kremy, żele do twarzy czy tusze do rzęs to jednak za dużo.
Trzecia kategoria dotyczy najczęściej kosmetyków kolorowych lub wyszukanych kuracji pielęgnacyjnych. Nierzadko bardzo dobrych. Kupiłyśmy lub dostałyśmy coś, co wykracza poza ramy naszych przyzwyczajeń makijażowych czy pielęgnacyjnych. Cienie w kolorach, jakich w zasadzie nie używamy i nie mamy na nie pomysłu często zapełniają nasze kosmetyczki. Nie wyrzucajmy ich - poszukajmy inspiracji na Instagramie czy YouTube i spróbujmy wyjść z własnej strefy komfortu. A z pielęgnacją poczekajmy na właściwy moment. Znajdzie się czas i ochota.
Wydaje mi się, że w miarę dokładnie i spójnie udało mi się omówić temat poświątecznych porządków w kosmetykach. Zdaję sobie sprawę, że zawsze łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale w pewnych przypadkach po prostu trzeba. Nie raz się przekonałam, że trzymanie na siłę kiepskiego kosmetyku tylko prowadziło do frustracji. Nie kupię, bo przecież mam; nie użyję, bo się do niczego nie nadaje; nie wyrzucę, bo prawie nowe i szkoda. Zamknięte koło.
Nie chciałabym żeby tekst ten został odebrany jako namawianie do wyrzucania wszystkiego, co wykracza poza niezbędne minimum, ale raczej jako zachęta do rozsądnego podchodzenia do posiadanych zasobów. Czego sobie i Wam w tym roku życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz