...a ja w zasadzie gotowa.
Już drugi rok z rzędu mam porobione wszystko, co się da na koniec listopada.
W piątek zamówiłam ostatnie prezenty, a w sobotę karpie i choinki. Jakieś wariactwo, ale takie pozytywne.
Jestem pełna podziwu dla sprzedawców w różnych sklepach internetowych. I dla wszelkich kurierów. Mimo ogromnego (z pewnością) natłoku zamówień w różnych sklepach paczki otrzymywałam w zasadzie w ciągu trzech dni. Jeszcze tylko z Bielendy idzie, ale tez powinna być jutro.
Materiał na woreczki kupiłam już jakiś czas temu, ale nie wiem czy w tym roku nie uszyję z jakiegoś, który mi został z lat poprzednich. Mam wrażenie, że powinno wystarczyć, bo prezenty będą objętościowo mniejsze.
W tym roku też sama kupowałam od wszystkich dla wszystkich i chyba dzięki temu udało mi się osiągnąć fajny efekt. Mianowicie zamiast kupować prezenty za takie kwoty, jakie dostałam od poszczególnych osób zsumowałam wszystkie pieniądze przypadające na jednego obdarowanego i kupiłam prezenty za kwotę jaka wyszła sumarycznie. Czyli zamiast 50, 100 i 100 kupiłam za 250zł, co dało nieco większe pole do manewru. Zwłaszcza że, podobnie jak w ubiegłym roku, będzie po jednym worku dla każdego.
W tym roku też wszystkie zakupy zrobiłam przez internet. Bardzo wygodna sprawa, a do tego udało mi się naprawdę fajnie wykorzystać okazje na black friday. Stąd prezenty będą o nieco większej wartości niż miały być. Nie narzekam.
Jestem też zadowolona ze stanu przygotowania domu. Została mi do posprzątania jedna szafka w kuchni, jedna szuflada w komodzie i biurko. Reszta to będzie sprzątanie bieżące, bo "grube" rzeczy w zasadzie za mną. Fantastyczna sprawa. Można spokojnie czekać na święta. Lubię ten stan, choć pewnie jeszcze wielokrotnie sprawdzę z listą, czy na pewno wszystko zostało zrobione. Rok tmu też tak miałam. Takie adwentowe wariactwo.
W zasadzie mam nawet menu na drugi dzień świąt i mięso czeka w zamrażarce.
Jestem dumna przede wszystkim z mojego partnera, który wykonał większość prac zanim zdążyłam się obejrzeć. Wracałam z pracy i zastawałam kolejną rzecz z listy zrobioną. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczna, bo bez niego byłabym w poważnych tarapatach, a z niektórymi rzeczami musiałabym się ostro nakombinować. Każdemu życzę takiego towarzysza życia.
A jak wasze przygotowania? Na podobnym poziomie zaawansowania, czy nie jesteście takimi wariatami jak ja?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz