Najgorsze za nami.

 Umyliśmy dziś okna i popraliśmy firanki. Oczywiście, na mnie spadły te mniejsze i łatwiejsze części. Partner ściągał i wieszał firany w sypialni i dużym pokoju, a także umył nasze ogromne, stare okno. A potem jeszcze takie całkiem nieduże w pracowni. Ja zadowoliłam się oknem w kuchni i przetarciem szyb w sypialni - tam porządne mycie odbyło się niedawno i nie wymagało specjalnych powtórek.

Dlaczego określiłam tę prace jako najgorszą?

Bo trzeba ją zrobić w ciągu dnia, w miarę wcześnie, wybrać przyzwoitą pogodę i jeszcze do tego wiąże się ona z przestawianiem kwiatków z parapetu, a dziś dodatkowo musiałam jeszcze przemieścić prezenty zgromadzone na stole od maszyny do szycia. Dodam tylko, że stos kartonów znacząco urósł od soboty.  Jeszcze dwie przesyłki i będę mogła zacząć szyć woreczki. Już nie mogę się doczekać.

Udało tez mi się posprzątać szafki w łazience. Przy okazji znalazłam jeszcze jedną pastę do zębów, więc nie muszę kupować jak obecna się skończy. Miła niespodzianka.

Generalnie moja lista prac jest zrobiona w ten sposób, że zaczynam od rzeczy, które nie zawsze są widoczne. Od jutra biorę się za szafki w kuchni - ale też w środku. Tego nie widać jak przyjdą goście, więc nawet jak do świąt coś już nie będzie tak czyste to nie szkodzi. A ja przy okazji zrobię małą inwentaryzacje sprzętów i naczyń. Niby wiem gdzie co mam, ale odświeżenie pamięci zawsze się przyda. Sprzątania "widoczne" przesuwam na koniec listy - ostatnie pucowanie pewnie odbędzie się w samą wigilię. Co nie znaczy, że teraz można się przykleić do szafek czy podłóg - są myte na bieżąco. Ale tak czy siak, przed samymi świętami zostaną na pewno wyczyszczone żeby nie było smug, palców i śladów przygotowań.


Spokojnie, choinki jeszcze nie ubrałam. Choćby dlatego, że jeszcze jej nie mam. Ja nie z tych, co dekorują dom w listopadzie.

Dostałam od mamy bombki z diodami i chciałam zobaczyć jak wyglądają. Muszę przyznać, że nawet fajnie się prezentują zarówno zaświecone wieczorem, jak i za dnia. Chyba je zostawię podwieszone pod żyrandolem. Jakoś się komponują z ptaszkami.  Łącznie dostałam ich sześć, więc trzy muszę jeszcze gdzieś umieścić. Ale na to mam ponad trzy tygodnie, więc się nie martwię. Na choinkę raczej nie trafią, bo tam po prostu znikną optycznie w powodzi innych światełek. A szkoda by było. Zwłaszcza, że same świecą w sposób naprawdę zauważalny. Pomyślę, jeszcze, popróbuję - znajdę gdzies dla nich miejsce.

Jutro sprzątania ciąg dalszy.

Plan na dziś: 4/3. Jedną rzecz zrobiłam nadprogramowo.

Plan ogólny: 12/48.

Oby tak dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...