Przedadwentowo po raz ostatni w tym roku

 Jutro pierwsza niedziela adwentu. Co prawda popularne kalendarze adwentowe zaczynają się pierwszego grudnia, ale ja mam podejście tradycyjno - liturgiczne. Adwent ma cztery niedziele. Zresztą u naszych zachodnich sąsiadów jutro zapalone zostaną pierwsze z czterech świec na wieńcu. A może już tylko zaświecą żarówki w elektrycznym stroiku? Pewnie u jednych tak, u innych inaczej.

W każdym bądź razie to ostatni wpis przedadwentowy.

Wypadałoby zrobić podsumowanie osiągniętych w listopadzie przedświątecznych celów. U mnie wypada dość słabo, mimo pięknych zamiarów.

Mam zrobione listy zakupów (częściowo zrealizowane), listę gości i menu. Zamówiłam też prezenty i kupiłam materiał na woreczki.

Jak widać - pierwsze paczki już nawet przyszły. 

W zasadzie nie zrobiłam wiele więcej. Nie umyłam jeszcze okien i nie wyprałam firan. Jakoś nie mogę się zebrać też do umycia lodówki i zamrażarki ani do porządków w szafkach. Nie wspomnę nawet jak wygląda moje biurko. Dość powiedzieć, że siedzę teraz przy stole w dużym pokoju. To najlepiej świadczy o tym, co się dzieje w pracowni.

Z pozytywnych rzeczy posprzątałam szuflady ze ścierkami, ręcznikami i pościelą. Wspólnie z partnerem wyszorowaliśmy piekarnik (ja szybę, boki i dól, a on tył i górę z grillem), bo był cokolwiek zaniedbany. Dziś wreszcie umyłam frytkownicę. Na razie nie nalewam oleju, może trochę dzięki temu się odchudzę. Wyniosłam też kwiaty z balkonu do rodziców na strych, ale to zrobiłam jeszcze na początku listopada. Petunie złośliwie nie chcą umrzeć z zimna, więc jeszcze ich nie wyrzucam. Zrobię to dopiero jak będą całkiem martwe.

Zamówiłam też choinki i ryby, ale tu nie byłam zależna od siebie tylko od innych osób, więc się nie liczy.

Swoją drogą odnoszę wrażenie, że pogoń za prezentami trochę mnie hamowała. Jakoś nie mogłam się zebrać za nic innego. Ale wczoraj zrobiłam ostatnie zamówienia i jestem naprawdę zadowolona. Chyba udało mi się trafić z większością. Zwłaszcza, że tradycyjnie już zebrałam pieniądze od wszystkich i zamawiałam dla wszystkich. A także przeprowadziłam średnio dyskretny wywiad z poszczególnymi osobami. Czasami warto zapytać wprost co ktoś chciałby dostać. Może się okazać, że ma jakąś szczególną potrzebę lub marzenie i wtedy radość jest podwójna.

Udało mi się też skorzystać z czarnopiątkowych wyprzedaży. Wczoraj na stronie Bielendy było -40% na cały koszyk, a to spory rabat. Dzięki temu do paczek trafi po dodatkowym kosmetyku. Zawsze to miło, zwłaszcza że kupowałam z serii SUPREMELAB, a one do najtańszych nie należą.

Oczywiście, przy okazji zrobiłam tez trochę zakupów dla siebie, więc jestem zaopatrzona na dłuższy czas. Ale zawsze tak robię. Święta mimo odłożonych na nie pieniędzy pewnie i tak mnie wydrenują do cna, więc możliwość niekupowania kremów przez kwartał będzie znacznym odciążeniem. A teraz jest sporo produktów naprawdę fajnie przecenionych. Sklepy chcą się wszystkiego pozbyć przed zamknięciem roku finansowego. Im mniej towaru na inwentaryzacji końcoworocznej tym lepiej. A sprzedaż tak naprawdę potrwa do połowy grudnia, potem większość ludzi ma już kupione prezenty i ozdoby - zarabiać będą już w zasadzie tylko spożywcze, które i tak są potrzebne każdego dnia.

Oczywiście, jak tylko ułożyłam rzeczy na stole, Behemot natychmiast musiał je obejrzeć, choć wcześniej miał je obwąchane w pracowni. Najwyraźniej jednokrotna inspekcja nie wystarczy. Nie wiem, nie znam się.
 
Podsumowując, zrobiłam dużo mniej niż planowałam. Ale coś się udało. Jutro wezmę listę rzeczy do zrobienia i wpiszę w kalendarzu zadania na każdy dzień. Może to będzie metoda? Zobaczymy. 
W każdym bądź razie o prezenty jestem spokojna, a to najważniejsze. Bo traumy sprzed blisko dekady, kiedy to zamówione rzeczy dotarły w sama wigilię, nie chcę już nigdy powtarzać. I nikomu tego nie życzę.

A jak wasze przygotowania do Świąt? Już gotowi z większością rzeczy, czy macie jeszcze miesiąc? Podzielcie się w komentarzach, chętnie się dowiem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...