W zasadzie - umyliśmy.
Partner bardzo mi pomógł, szczególnie ze szklanymi półkami, których się trochę bałam. Bo ja takie więcej drewniane rączki mam, a tu było pewne ryzyko stłuczenia. W poprzedniej lodówce półki też były szklane, ale miały ramkę z czterech stron. Te mają tylko z przodu i z tyłu, boki są niczym niezabezpieczone. A to mnie trochę deprymuje. Głupio byłoby stłuc sobie szybę w nowej lodówce.
Oczywiście, metoda była już wypracowana z poprzednim sprzętem. Wyjąć wszystko na blat, półki, szuflady i balkoniki do wanny z letnią woda i odrobiną środka myjącego - niech się moczą.
Potem umyłam całe wnętrze. W międzyczasie partner pomagał z tym, co moczyło się w wannie. A ja po kolei chowałam wszystko z powrotem z każdym włożonym elementem.
Swoją drogą dopiero przy takim opróżnianiu wyszło jaka ona jest wielka. To, co w niej trzymam ledwo zmieściło się na blatach, a część położyłam na kuchence. A tak naprawde lodówka jest zapełniona może w 1/3. Gdybym jutro przyniosła zakupy na całe święta dla całej rodziny to spokojnie by weszły. Może musiałabym wyjąć te trzy butelki czerwonego wina, które są w niej z braku lepszego miejsca...
To jednak dobry zakup był.
Zamrażarki już nie zdołałam umyć. Nie wiem czy jest sens. W sumie wszystko do niej wkładam w pojemnikach lub workach, a żaden z nich nie uległ uszkodzeniu. W dodatku sama procedura opróżniania komory chwilę by trwała - udało mi się ją już bardzo porządnie zapełnić. Zastanowię się jeszcze. Albo zrobię to po świętach, kiedy (mam nadzieję) troszkę z niej ubędzie...
Wykonanie planu na dziś: 1/3.
Ogólne wykonanie planu na święta: 8/47.
Jutro postaram się poprawić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz