Mam kochanka!

I muszę gdzieś go schować!

Tych, co nie czytali, zapraszam najpierw do przeczytania pierwszej części znajdującej się we wpisie "Nie mam się w co ubrać!".

Walentynkowy szał nieuchronnie zwiastuje nadejście wiosny. Koty marcują, ptaki zaczynają hałasować coraz śmielej, a nasze serca otwierają się na miłość. A ona przychodzi. Czekoladki, szampan, bukiet róż...
I oto niczym tytułowa bohaterka powieści Gustawa Flauberta, Emma Bovary możemy sobie powiedzieć: "Mam kochanka." A potem zaraz dopada nas straszliwa rzeczywistość - nie mamy gdzie go schować.

Powszechnie wiadomo, że naturalnym miejscem trzymania nielegalnego zalotnika jest szafa. A jak już ustaliłyśmy - do naszej nie wciśnie się już nawet mysz, nie mówiąc o dorodnym przystojniaku. Zatem trzeba natychmiast zaradzić temu smutnemu stanowi rzeczy.

Porządkowanie szafy zaczyna się od dwóch skrajnych postaw:
  • wszystko do wyrzucenia,
  • wszystko mi się przyda.
Żadna nie prowadzi do upragnionego celu posiadania spójnej i nieprzeładowanej garderoby, choć pierwsza opcja zadziała jeszcze w przypadku bardzo bogatych kobiet. Ale one kochanków zatrudniają w charakterze lokaja, więc opisywany problem ich nie dotyczy.

 Rozsądne podejście polega przede wszystkim na wygospodarowaniu dnia na rzetelne przeprowadzenie projektu czyszczenia garderoby. Bo ciężko jest robić to po kawałku tak, żeby było skutecznie. Zatem w jakąś wolną sobotę czy niedzielę przygotujmy przestrzeń w mieszkaniu. Zróbmy miejsce przed dużym lustrem - być może trzeba będzie zorganizować do niego dostęp lub coś przestawić. Zadbajmy o dobre światło. Nie za ostre, ale takie, żeby wszystko było widać od razu. Przynieśmy worki na śmieci i jakiś karton. I teraz najtrudniejsze - otwieramy szafę i wyciągamy wszystko. Co do sztuki.

Po opróżnieniu dobrze byłoby wnętrze szafy nieco przetrzeć z nagromadzonego kurzu. Idealnie też byłoby zostawić ją otwartą na czas operacji, ale nie zawsze się da. Uchylmy lub otwórzmy całkiem okno - w mocno pościskanych ubraniach, jest sporo kurzu i roztoczy mimo tego, że zostały schowane teoretycznie czyste.
Jeśli okazało się, że z dawno nieużywanej sztuki odzieży coś wyfrunęło, to przygotujmy się na solidne pranie i bardzo dokładne sprzątanie mebli. Nieprzyjemne, ale czasami może się zdarzyć.

Już w trakcie wyciągania warto dokonać wstępnego przeglądu. Rzeczy naprawdę zniszczone lub takie, których nie chcemy i mamy stuprocentową pewność, że ich nie założymy - do śmieci lub do oddania. Ubrania do naprawy - druga kupka. Odzież, w niewłaściwym rozmiarze - trzecia. Pozostałe - czwarta.

Minęło pół dnia, wypiłyśmy hektolitry wody/herbaty/kawy/soku, zjadłyśmy pewnie też niejedno, a jedynym rezultatem naszych wysiłków jest ogromny bałagan i wyczyszczone wnętrze mebla. A to dopiero początek.
Po wstępnej segregacji zaczynamy zabawę właściwą. Każdą rzecz z czwartej kupki oraz te elementy trzeciej, co do których nie mamy pewności czy pasują trzeba przymierzyć. Rzetelnie i uczciwie. Obejrzeć się w lustrze możliwie dokładnie. Dobrze byłoby mieć do pomocy kogoś, komu ufamy - męża, siostrę, mamę lub koleżankę. Z tyłu same nie wszystko jesteśmy w stanie zobaczyć.

I znowu podział - rzeczy, które na pewno zostaną, bo często nosimy na jedną kupkę. Coś, w czym dobrze wyglądamy, ale ubieramy rzadziej - na drugą. Coś, co lubimy, ale już nie wygląda dobrze na nas - zależnie od stopnia zużycia śmietnik lub biedni.
W tym momencie należy zacząć z powrotem chować ubrania do szafy. Warto przemyśleć organizację i porządek - może inny układ pozwoli łatwiej trafić do nieco zapomnianych rzeczy? Dobrze też eleganckie wieczorowe sukienki i jasne letnie płaszcze schować do pokrowców lub przykryć dużym workiem - uchroni to je przed kurzem.

Uff... ostatni ciuch zdjęty, przyporządkowany i ułożony. Za oknem dawno zapadła noc, nóg nie czujemy, a przed nami śmietnik do wyniesienia. I tu serce pika. Bo w tą sukienkę to wprawdzie nie wchodzimy tak idealnie, ale ona jest prawie nowa i jak na lato ubędą trzy kilogramy... Zostawmy sobie kilka sztuk w kartonie w piwnicy czy garażu. Ale tych naprawdę najlepszych. Niech czekają do następnej selekcji. Reszta śmietnik oraz biedni. A pomarańczowo - różową bluzeczkę od babci oddajmy siostrzenicy - młoda pewnie zechce ją nosić.

A teraz zaprośmy kochanka zanim zdążymy pójść na zakupy!

2 komentarze:

  1. mam tak, że dopiero brak szafy wymusił selekcję ubrań...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jest to jakiś powód. U mnie teoretycznie miała być to przeprowadzka, ale w praktyce dopiero pakowanie w nowym mieszkaniu pozwoliło trochę przerzedzić. Ale też nie na tyle, na ile bym chciała. Zbieram się dopiero do tego zadania, choć ostatnio coś zaczęłam działać w tym kierunku. Parę rzeczy wyleciało.

      Usuń

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...