Recenzowana paletka do konturowania Makeup Revolution Ultra Contour Kit spełnia w zasadzie te warunki.
Samo pudełeczko ma wymiary 11*6,5 cm, a wysokie jest na około 1cm. Sam plastik jest dosyć solidny, choć po niecałym miesiącu użytkowania ząbek trzymający klapkę przestał pełnić swoją funkcję. Za to zawias chodzi dość ciasno, więc na razie mogę jeszcze paletkę zabierać z sobą w kosmetyczce.
Samego kosmetyku jest łącznie 11 gramów, choć producent nie wyszczególnia ile którego. Poszczególne wytłoczenia mają wymiary 3*5 cm, a głębokie są na jakieś 4-5mm. W zestawie nie było żadnego pędzelka czy gąbeczki, a samo lusterko jest bardziej symbolem niż jakimkolwiek elementem użytkowym. W zasadzie opakowanie jest tak minimalistyczne jak tylko się da.
Trio występuje w kolorach C01 i C04. Ja mam ten ciemniejszy. W związku z tym kolor "różu" jest... mocno ciemnozłoty, lekko wpadający w miedź, co widać na poniższej fotografii (choć mam wrażenie, że "zjadło" troszkę czerwonych tonów).
Same kolory prezentują się naprawdę ładnie.
Brązer jest chłodny, całkowicie matowy. Róż (którego używam jako pudru brązującego) i rozświetlacz mają wykończenie bardzo świetliste tworząc tafle z widocznymi maleńkimi drobinkami. Obydwa mają bardzo ciepłe odcienie.
Pigmentacja wszystkich trzech jest naprawdę dobra, więc trzeba uważać żeby nie zrobić sobie dziwnych plam. Ładnie nabierają się na pędzel, dają się tez strzepnąć bez większego trudu. Konsystencja nie jest zbyt sucha, ale też nie lepiąca.
Kosmetyki praktycznie nie pylą przy nabieraniu mimo tak znacznej ilości drobin. Utrzymują się dość długo nawet na mojej tłustej cerze, choc jak podkład się "zje" to one też znikają. Nie migrują po twarzy, a to znacznie ważniejsze. Bardzo łatwo się rozcierają, bez prześwitów i plam. Ogólnie jestem z nich bardzo zadowolona i konturu używam w zasadzie codziennie.
Mimo tak pozytywnej opinii opisany zestaw nie trafi do ulubieńców lutego.
Po pierwsze - nie spełnia założenia jako kompletna paletka "róż - rozświetlacz - kontur". Przynajmniej nie dla skór białych. A jaśniejsza wersja jest dla mnie po prostu za jasna. Brakuje czegoś pośredniego.
Po drugie - tylko brązer jest kosmetykiem dziennym. Pozostałe dwa są fantastyczne, ale ze względu na poziom błyszczenia się nadają się w zasadzie jedynie na wieczór. Przynajmniej według mnie. Być może u innych sprawdzą się lepiej.
Podsumowując zatem na pytanie "czy warto kupić?" odpowiem, że tak.
Za tę cenę ilość i jakość jest naprawdę zadowalająca. Natomiast oczywiście - przed zakupem zawsze warto obejrzeć kosmetyk na żywo i samemu sprawdzić.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz