Blogmas 4/23

 

 

I znowu poniedziałek. Dla mnie to dzień, w którym niewiele zrobię. Rano do pracy, potem bez obiadu na korepetycje. Dobrze, że trening personalny przesunęłam na wtorek wieczór, to może uda mi się cokolwiek zrobić.

Wczoraj jakoś tak się niefajnie czułam, że zdrzemnęłam się po śniadaniu, a popołudnie spędziłam na telefonie. Poszłam wieczorem na trening personalny i dopiero po kolacji jakoś się zebrałam za umycie najłatwiejszej z szafek. Zawsze to coś.

Swoją droga stwierdzam, że wykupienie karnetu na siłownię i zajęć z trenerem to był strzał w dziesiątkę. Czuję się i wyglądam dużo lepiej niż dotąd. Owszem, po dziewięćdziesięciominutowej sesji wychodzę zmęczona jak koń po westernie, jednak efekty są tego warte. Po pięciu tygodniach ubyło mi około dwa kilogramy, ale za to widzę, że zdecydowanie zmniejszył mi się brzuch i biodra. Z ramion też jakby ubyło. 

Przy okazji widzę niesamowitą poprawę postawy szczególnie w okolicach odcinka lędźwiowego, czyli tam, gdzie zawsze miałam problem. Jestem bardziej wyprostowana i nawet jak w sobotę przyniosłam bardzo ciężkie zakupy to nie bolał mnie tak zwany krzyż. Nie wspominam nawet o fakcie, że zaczynam sama z siebie wciągać brzuch. Generalnie - jest super. Zobaczymy jak długo wytrzymamy. To znaczy ja i mój portfel.

W kalendarzu adwentowym na dziś czeka na mnie Sylveco płyn do kąpieli z pianą. Zobaczę wieczorem jaki ma zapach. 30ml to o tyle fajna ilość, że powinna wystarczyć na co najmniej dwa użycia. Może nawet na trzy, choć te tubki mają spoty otwór i ciężko skontrolować ilość kosmetyku.

Miłego poniedziałku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...