Piątek, 15 grudnia.
Dziś wstałam wyjątkowo wcześnie. Nie dość, że do pracy na ósmą, to jeszcze mamy dziś wigilię firmową i musiałam się jakoś pomalować i ubrać nieco bardziej elegancko. Generalnie nie przepadam za imprezami służbowymi, ale co zrobić. Raz na jakiś czas trzeba. I lepiej, że jest teraz niż miałaby być za tydzień. To byłaby masakra. Przedświąteczny piątek zamierzam poświęcić na ostateczne sprzątanie kuchni, łazienki oraz pozostałych części mieszkania. Tak, żeby w niedzielny poranek wstać i nie mieć już niczego do zrobienia poza bezpośrednim ogarnianiem siebie.
Moje mocne postanowienie, że coś jednak zrobię daje rezultaty. Wprawdzie realizuję tylko najmniej czasochłonne punkty, ale zawsze to coś. Kwadrans tu, pół godziny tam i dwa punkty można skreślić. Niby nic, ale zawsze coś.
Oczywiście, najbardziej pracochłonne rzeczy dalej przede mną i naprawdę nie mam pojęcia kiedy je zrobię. Chyba nie w tym roku.
Oczywiście plan był taki, żeby dziś rano lista była skończona. Tak... był taki plan. Jeszcze na koniec listopada. Że jak będzie choinka to zostanie tylko dekorowanie domu i takie ostateczne "bieżące" sprzątanie, czyli sanitariaty, lustra czy fronty i blaty w kuchni. Coś, co i tak robi się regularnie i w zasadzie nie wlicza do generalnego sprzątania. Najwyraźniej jednak z generalnego sprzątania nici, więc można powiedzieć, że jestem prawie wyrobiona.
Skoro dawka sarkazmu w poprzednim akapicie niemal przepaliła ekran to zaprezentuję kolejny kosmetyk z kalendarza adwentowego - Vianek nawilżający szampon do włosów. Oczywiście - znów idzie do szafki. W tym roku sporo tego jest, choć części produktów jednak używam. Ze cztery spadły mi niemalże z nieba, bo nie muszę już w tym roku uzupełniać kosmetyków, które akurat zdążyły mi się pokończyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz