Trzecia niedziela adwentu. A tak naprawdę ostatnia przedświąteczna. Za tydzień Wigilia.
Dla mnie w zasadzie ten dzień nie istnieje. Wstałam i ogarnęłam się.
Po śniadaniu pójdę na pierwsze śpiewanie, wrócę, zjem obiad i pójdę na drugie śpiewanie. Jak wrócę będzie prawie dwudziesta. Przebiorę się i pójdę na trening. Nie za długi, bo rano trzeba wstać do pracy.
Dobrze, że obiad mamy ugotowany i wystarczy tylko odgrzać, to może się coś uda zrobić. Choć bardzo w to wątpię.
Ale widocznie w tym roku tak już musi być. Może po to, bym mogła docenić te wszystkie lata, w których przygotowania szły i pójdą zgodnie z planem. Bo naprawdę czasem trzeba nam coś odebrać żebyśmy mogli poczuć ile ta rzecz czy sprawa są warte. I widocznie tym razem padło na przedświąteczne przygotowania.
Oczywiście, woreczki na prezenty dalej nie zostały poszyte. Ale obiecałam sobie, że zrobię to najdalej piątku. Tak, żeby w sobotę zrobić ostatnie sprzątanie i mieć już święta.
W kalendarzu adwentowym od Sylveco dziś Vianek kojący balsam do ciała. Wydaje mi się, że w zeszłorocznym też był. Jeszcze nie wiem, czy go otwierać, czy zostawić sobie na urlopowy wyjazd. Muszę się nad tym zastanowić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz