Dziś święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. W niektórych krajach jest to dzień wolny od pracy. U nas akurat nie, ale biorąc pod uwagę fakt, że my i tak mamy mało dni świątecznych w porównaniu z innymi europejskimi państwami, to wcale mnie to nie dziwi.
Wczorajszy dzień upłynął mi raczej spokojnie. Praca z domu czasem ma swoje zalety. Udało mi się też zrobić naprawdę fajny makijaż do służbowej sesji zdjęciowej. O ile na żywo wyglądał jak typowa tapeta, to na zdjęciach prezentował się bardzo elegancko. Magia obiektywu.
Oczywiście po powrocie niczego już mi się nie udało zrobić z zaplanowanych prac. Zmyłam tylko makijaż, nałożyłam pielęgnację i poszłam na siłownię. Miałam zajęcia grupowe na kręgosłup, a po nich trening personalny. Teoretycznie niewłaściwa kolejność, ale nic się na to nie da poradzić. Przeżyłam i nawet nie było tak źle.
Ogólnie mam nieodparte wrażenie, że mocno nabieram kondycji. Nie liczę długości serii żeby się samej nie zablokować na jakiejś liczbie, robię dopóki mogę, ale wydaje mi się, że z każdym treningiem udaje mi się wykonać coraz więcej powtórzeń. Pomału też zwiększają się obciążenia. Zatem progres jest.
Wczorajszy żel pod prysznic ma neutralno - męski zapach, więc oddałam go Adamowi. Recenzji się nie spodziewam. Dziś natomiast w kalendarzu tez Aloesove żel myjący do twarzy. Porównam sobie z tym z zeszłego tygodnia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz