Wtorek, 12 grudnia.
W zasadzie można powiedzieć, że dziś jest środkowy dzień kalendarza adwentowego. U nas 24 grudnia to już de facto święto, więc można tego dnia nie liczyć. Zwłaszcza w tym roku.
Myślę, że jest to dobry dzień na drobny rachunek sumienia dotyczący świątecznych przygotowań. U mnie prezenty są już kupione z wyjątkiem dwóch rzeczy, ale to będzie załatwione do pojutrza. Woreczki nie zostały jeszcze uszyte. Sprzątanie leży i kwiczy, choć mikroskopijny progres daje się zauważyć. Stroje na święta też jeszcze nie są wyznaczone. Menu gotowe i część rzeczy już jest. Choinki i ryby zamówione. Ogólnie - wypada mocno średnio w stosunku do lat ubiegłych.
Zwłaszcza w kwestii porządków. W ubiegłych latach w tym momencie miałam najczęściej ogarnięte szafki kuchenne i łazienkowe, a czasem nawet sprawy, które w tym roku nie znalazły się na żadnej z list. Bywa. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Oczywiście, obiecuję sobie, że za rok będzie lepiej. Będzie, prawda?
Ale zostało jeszcze jedenaście dni. Nie poddam się i będę walczyć. Może, a nawet prawie na pewno, nie zrealizuję wszystkiego, co jest na liście, ale postaram się załatwić jak najwięcej punktów. Jeszcze nie wiem jak i nie wiem kiedy, ale zrobię to.
Wczorajszego balsamu z kalendarza adwentowego jeszcze nie otworzyłam. Mam dwa otwarte i chcę je najpierw zużyć. Natomiast dziś wyjęłam Duetus peeling do twarzy. Też na razie nie otworzę, bo jest to produkt mechaniczny, a takiego mam całą butlę. Ten zostanie na jakiś wyjazd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz