Niedziela, 12 grudnia. Połowa adwentu za nami.
Dalej nie wiem gdzie ten czas uciekł.
Pogoda jest przepiękna, choć mroźna. Odzwyczaiłam się od takich zim. Od śniegu na drzewach i zamarzających wieczorem kałuż. Z jednej strony pięknie to wygląda, a z drugiej... cóż, skrobanie auta rano niekoniecznie jest przyjemne.
Ale podobno od jutra ma się odrobinę ocieplić. Akurat na tyle, żeby święta nie były białe. Trudno, bywa.
Dziś jest dobry dzień na przemyślenie makijażu świątecznego. I sprawdzenie stanu posiadanych kosmetyków. Jeśli mamy jakiś nowy produkt w swoich zasobach to warto go wypróbować wcześniej, czy działa zgodnie z oczekiwaniami. A nawet nowy egzemplarz "starego" kosmetyku dobrze jest przetestować. Mogła się nieco zmienić formulacja. Lepiej być przygotowanym niż w święta mieć niespodziankę.
Dobrze też poćwiczyć sobie troszkę malowanie się nawet jeśli robimy to codziennie. Przy świątecznym stole chcemy wyglądać perfekcyjnie. Wybrane wcześniej kolory i przećwiczone kształty pozwolą nam usprawnić i przyśpieszyć cały proces malowania się w tych dniach. Zwłaszcza, że czekają nas trzy okazje. Zatem idealnie będzie wykonać trzy różne makijaże.
I o ile w domu mamy pod ręką cały arsenał środków, to w przypadku wyjazdu musimy przemyśleć co z sobą zabierzemy. Bo wszystkiego się nie da. Weźmy takie kosmetyki, z którymi szybko i łatwo się pracuje. Bardziej niezawodne i bezproblemowe. Bo może się zdarzyć, że będziemy musiały malować się w pośpiechu i w kiepskim oświetleniu. A wtedy produkty ułatwiające prace będą zbawienne.
Pamiętajmy też o tym żeby użyć trwałych szminek, które nie zostawią śladów na wszystkich używanych przez nas sztućcach i naczyniach. I na policzkach osób, którym będziemy składać świąteczne życzenia. Takie rzeczy zostawmy podstarzałym ciotkom.
Produktu na niedzielę nie ma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz