Przeżyłam wczorajszy dzień.
Moja dusza introwertyka schowała się do najciemniejszego kąta i odmawia wyjścia. Dobrze, że świąteczne dni spędzę w mniej licznym gronie, bo chyba nienawidziłabym Bożego Narodzenia. A tak nie mogę się doczekać.
Dziś pomalutku przymierzam się do woreczków prezentowych. Poukładam sobie wszystko w odpowiednich kupkach, określę wielkość prezentu i zobaczę ile materiału będzie mi potrzebne. To spokojna praca, akurat na moje skołatane nerwy. Może nawet uda się coś uszyć?
Spakowane prezenty zajmują wprawdzie nieco więcej miejsca, ale za to są prostsze do opanowania. Pięć worków to nie kilka kartonów z luźnymi rzeczami. Można wsadzić w dwa większe pudełka i przestawiać w miarę potrzeb.
A w wigilię zanieść pod choinkę.
Wczoraj wieczorem znów użyłam peelingu z Lirene. Na poważnie staram się dbać o siebie i na razie udaje mi się utrzymać reżim maseczek i ćwiczeń. Z tym wczesnym kładzeniem się spać jest już nieco gorzej, ale walczymy...
Produktu na dziś nie podaję. Jest niedziela.
Miłego dnia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz