Pogoda się ustabilizowała i moja głowa wreszcie przestała boleć. Sukces. Szkoda tylko, że przy okazji zrobiło się mokro i paskudnie. Za to nieco cieplej.
Puściłam dziś sobie 6 Concerti Grossi op. 3 Haendla i od razu zrobiło się przyjemnej. Trochę nie rozumiem czemu większości ludzi muzyka barokowa kojarzy się właśnie z Bożym Narodzeniem. Owszem, klawesyn kojarzy mi się z cienkimi złotymi bransoletkami, ale do zimy to jeszcze długa droga. I nawet jeśli większość utworów ma "połyskujący" charakter to są na tyle lekkie w wyrazie, że bardziej pasują do rozsłonecznionego letniego popołudnia niż nawet najbardziej malowniczej zimy. Ale ja się nie powinnam wypowiadać - znam trochę więcej muzyki tego okresu niż tylko Cztery pory roku Vivaldiego i zamęczony na śmierć Menuet Boccheriniego z kwartetu E-dur.
Gdyby ktoś jednak chciał w okresie świątecznym zapoznać się z muzyką okresu baroku to polecam przede wszystkim Concerto Grosso g-moll op. 6 nr 8 A. Corellego zatytułowane Fatto per la notte di Natale. Oprócz tego G. Torelli, też koncert nr 6 op. 8 g-moll Pastorale per il Santissimo Natale. Z nieco innych form Cantata per S Natale G. Allegriniego.
Mogłabym tak pisać i pisać - barok był długa epoką, obfitującą w kompozytorów, z których większość popełniła przynajmniej jedno bożonarodzeniowe dzieło. Myślę, że warto się z nimi zapoznać. Są naprawdę piękne, a ich słuchanie będzie na pewno przyjemniejsze niż amerykańskich świątecznych piosenek serwowanych nam przez media. Oczywiście - zachęcam wszystkich do śpiewania naszych, rodzimych, tych najpiękniejszych, których mamy mnóstwo i większości jeszcze nie zdążono skomercjalizować. Na szczęście.
Produkt na dziś: Nawilżająca maska do twarzy z ogórkiem i aloesem od Fitocosmetics. Czyli wypróbowany na początku miesiąca i cały czas używany zielony glutek. Jakimś cudem jeszcze go w tym zestawieniu nie było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz