Blogmas 7/21

 

 

Wtorek, siódmy grudnia. Aż trudno uwierzyć, że dziś mija pierwszy tydzień grudnia. Pogoda wprawdzie dała nam to do zrozumienia dość wyraźnie, ja jednak cały czas mam wrażenie, że dopiero koniec listopada. I pisanie blogmasów wcale nie pomaga.

Wczoraj nie wzięłam się za woreczki. Wróciłam do domu, poszłam do apteki i po zakupy i w sumie na tym się moja aktywność skończyła. Jakieś małe przeziębienie się zaczęło przyczepiać, więc stwierdziłam, że gorąca kąpiel z zieloną maseczką aloesowo - ogórkową na twarzy i wcześniejsze pójście do łóżka oraz porcja Febrisanu będą znacznie bardziej na miejscu.

Nie napisałam Wam wczoraj o niedzielnym zastosowaniu maseczki z Nacomi.

Kupiłam ją razem z maską do włosów i zieloną maseczką i dopiero w domu zorientowałam się, że Maska algowa - przeciwzmarszczkowa żurawina jest proszkiem do rozrabiania w miseczce. I że za dwie porcje zapłaciłam prawie dwadzieścia złotych. Uczciwie powiem - byłam na siebie bardzo zła.

Ogólnie nie lubię leżeć z maseczkami i tegoroczny grudzień jest wyjątkiem, w którym po prostu postanowiłam rzetelniej zadbać o twarz. W zasadzie jakoś toleruje maseczki w płachcie a i to nie za często. Żadnych peel - of, czy czegoś, co trzeba zmywać. A tu nie dość, że ma zastygnąć na twarzy, więc nie można jej nałożyć leżąc w wannie, to jeszcze trzeba ją rozrobić. I droga jak piorun.

Ale skoro kupiona, to trzeba użyć. Trudno się mówi.

W niedzielę wczesnym wieczorem, jak skończyłam z pędzlami, umyłam porządnie buzię, położyłam się ładnie na ręczniku i poprosiłam grzecznie o nałożenie mi zimnej, gumiastej ciapki na twarz. Oczywiście, dwie minuty później zaczęło mnie pod nią swędzić w różnych miejscach - jak zawsze wtedy, gdy nie można się drapać. Ale nie była to reakcja alergiczna tylko psychika.

Pacia zastygła w gumowe coś, była ciężka, niewygodna, ale odcierpiałam swoje. Po przepisowym kwadransie zaczęłam ją z siebie zdejmować i muszę przyznać, że poszło dość gładko. 

Buzia też wyszła gładka. Niewiarygodnie.

Jeszcze takiego czegoś nie widziałam. Pory się zwęziły, skóra w dotyku była niesamowicie gładziutka. Jak po profesjonalnym zabiegu. Zmarszczki wprawdzie nie zniknęły, ale i tak zadziały się cuda.

Warto było znieść niewygodę aplikacji. Cieszę się, że mam drugą porcję - użyję jej przed samymi świętami. Teraz kupię coś w bardziej tradycyjnej formie.

No i mam jeszcze szarą glinkę do użycia...

Zatem produkt na dziś: Nacomi Maska algowa - przeciwzmarszczkowa żurawina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...