Długo się zastanawiałam czy zaczynać tę serię. W końcu w sieci pełno jest "ulubieńców" na wszystkich możliwych kanałach. Długo tez myślałam nad ewentualną formułą serii. Nie chciałam by okazała się przegadana. I tak powstał pomysł na moich ulubieńców miesiąca.
Żeby produkt mógł trafić na ten post musiał spełniać pewne warunki.
Po pierwsze - pojawił się u mnie (lub został użyty po raz pierwszy) najdalej pierwszego, ewentualnie drugiego dnia danego miesiąca. Może tkwić w moim kuferku od dawna, może być kolejnym opakowaniem, nieważne - mam używać przez cały miesiąc.
Po drugie - musi mi się rzeczywiście podobać. Zatem wszystko, czego używam gdyż nie chwilowo nie mam niczego innego odpada. Raczej obowiązuje tu zasada, że po zużyciu chętnie kupię następne opakowanie.
Po trzecie - nie dyskryminuję kosmetyków. Na listę może trafić zarówno pielęgnacja jak i makijaż.
I po czwarte - są tylko trzy miejsca. Nie ma jakiejś kolejności, który jest pierwszy, który drugi, a który trzeci. Po prostu - w każdym miesiącu wybieram trzy produkty, bez których naprawdę nie mogę się obejść.
Zatem zaczynamy.
Pierwszym kosmetykiem bez którego nie potrafiłabym się obejść jest suchy szampon do włosów. Mam cerę tłustą, skórę głowy tłustą i na dobrą sprawę powinnam co rano myć włosy. Dla mnie nieosiągalne.
I tak po dłuższych poszukiwaniach trafiłam na Aussie, Clean supreme.
Jest to szampon który ładnie pochłania sebum, lecz jednocześnie nie obciąża włosów, a nawet wręcz je odrobinę podnosi. Ładnie matowi, choć zostawia nieco srebrzystej poświaty. Ale ja mam włosy w kolorze bardzo ciemnego brązu. Używam go w zasadzie codziennie od kiedy pojawił się w naszych Rossmannach i nie mogę narzekać. Nie uczula, nie powoduje żadnych dziwnych zjawisk. Zdecydowanie nie wyobrażam sobie bez niego życia.
Drugim kosmetykiem, który w tym miesiącu podbił moje serce jest żel do utrwalania brwi Wibo Eyebrow fixer.
Jest bezbarwny, więc można go użyć nawet na świeżą hennę. Ładnie utrwala brwi sam pozostając zupełnie niewidoczny. Po wyschnięciu nie pozostawi mokrego wykończenia - włoski wydają się zupełnie niczym nietknięte.
Szczoteczka ładnie układa i przeczesuje, nie ściąga jednak wcześniej nałożonej kredki. Zatem sam produkt możemy bezpiecznie nakładać na pomalowane brwi bez obaw, że po czasie w opakowaniu zrobi się mieszanka wybuchowa.
Listę styczniowych ulubieńców zamyka róż do policzków Bell 2nd skin pocket rouge, którego recenzję można znaleźć w tym poście.
W zasadzie niczego więcej o nim pisać nie muszę - co mogłam umieściłam w recenzji. Może dodam tylko to, że kosmetyk wręcz przedłuża u mnie trwałość podkładu, zostając ładnie na policzkach mimo tego, że w koło już jest źle.
Lista trzech zakończona. Następna za miesiąc z nową trójką.
Zapraszam wszystkich serdecznie do dzielenia się swoimi ulubieńcami, komentowania postów i obserwowania bloga.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Blogmas 24/25
Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...
-
Sobota, 20 grudnia. Przeżyłam wizytę w sklepie. A nawet w dwóch. Do teraz nie wiem jakim cudem, ale się udało. Oczywiście, nie udało nam s...
-
Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...
-
Czwartek, 18 grudnia. Posprzątałam biurko. Praktycznie całe. Nie zajrzałam tylko na półkę z nutami, ale to naprawdę nie ma znaczenia. Jes...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz