Blogmas 18/21

 

Przedświąteczna sobota. Oficjalne wariactwo czas zacząć.

Jak ktoś czegoś nie załatwił do wczoraj, to w zasadzie może zapomnieć - wszyscy zaczynają żyć świętami. I nieważne, że został prawie tydzień. Przyjdź pan po świętach.

Ten weekend poświęćmy na udekorowanie domu.

Ja osobiście uważam, że domowa choinka to nie sklepowa i nie powinna być ubierana monochromatycznie. Wyjmijmy stare ozdoby, będące w rodzinie od pokoleń i powieśmy je. One są nośnikiem tradycji i świątecznej atmosfery. Nie chowajmy wstydliwie również papierowych łańcuchów i zabawek robionych w dzieciństwie. Dom to nie instytucja żeby było elegancko. Firmowa choinka niech będzie w barwach korporacji, ale w domu miejmy różnokolorowe, tradycyjne bombki i ozdoby. I nie wstydźmy się ich używać, nawet jeśli mają już swoje lata i nie zawsze wyglądają jak nowe.

Osobiście co roku kupuję jakąś nową bombkę. Czasami jest to pudełko, czasem jedna sztuka. Dzięki temu co roku jest ich więcej, choć jeszcze się nie zdarzył sezon bez strat. W końcu szkło się tłucze a grawitacja działa.

Dla mnie szklane bombki są podstawą przystrojenia drzewka. Różnokolorowe, we wszystkich rozmiarach i wzorach - muszą być. Nie tylko kule, ale też sople, grzybki, szyszki i różne figurki. Bardzo lubię ozdoby z tak zwaną latarenką - wgnieceniem do środka. Były popularne wiele lat temu, później stały się nie do kupienia. Obecnie wracają do łask, choć są sporo droższe od zwykłych bombek. Prawdopodobnie dlatego, że wykonanie tej latarenki wymaga specjalnej techniki i umiejętności - szkło w tym miejscu jest jeszcze cieńsze niż w pozostałej części kuli.

Oprócz bombek wieszam też różne zabawki. Mam ich trochę z dzieciństwa - jak się wyprowadziłam od rodziców, to się podzielili zasobami. Wiele lat temu kupiłam też pudełko słomianych zabawek. Umieszczam je na dole i kot może się nimi bawić. Przeważnie zdejmuje sobie jedną, pobiega z nią i odnosi z powrotem pod choinkę

Łańcuchów jakoś nie używam. Chyba za bardzo przytłaczają optycznie drzewko. Czasami na samej górze umieszczam tylko taką sprężynkę z gwiazdkami jak mi brakuje gałązek żeby powiesić bombki i światełka. Wtedy góra optycznie się wypełnia i drzewko nabiera proporcji.

Nie stosuję też wszelkiej maści kokardek, pierniczków i suszonych plasterków cytryny. Wszelkie orzechy w złotkach, włóczkowe laleczki i inne tego typu rzeczy były kiedyś stosowane zamiast bombek. Dawno temu szklane ozdoby były bardzo drogie i znacznie trudniejsze do kupienia, nawet w Polsce gdzie przecież produkuje się je od lat. Jeszcze pięćdziesiąt - sześćdziesiąt lat temu mało kto miał więcej niż dwa, trzy pudełka szklanych kul, a każda stłuczona bombka to była wielka strata. A choinkę każdy chciał w coś ubrać. Stąd papierowe ozdoby, cukierki i inne dziwne rzeczy, które dziś robią zawrotną karierę. Dawniej były wyrazem biedy. Oczywiście - współcześnie można kupić bardzo ładne nieszklane ozdoby. Warto jednak wiedzieć, skąd się wzięły.

Osobiście nie ubieram też choinki we włosy anielskie. Stosowane z umiarem potrafią być bardzo piękne, ale jak jest ich za dużo to zasłonią całe drzewko. Ja ich nie daję ze względu na kota. Nie chciałabym, by połknął taką plastikową nitkę i zrobił sobie krzywdę. 

Nie daję też sztucznego śniegu. Pamiętam jak pojawił się u nas ze dwadzieścia pięć lat temu. To był szał. A potem okazało się, że białej ciapy z bombek ciężko się pozbyć. Z innych miejsc tym bardziej. U nas w rodzinie to był hit jednego sezonu.

Brak łańcuchów i lamety wynagradzają za to światełka. Musi być ich dużo. Ekstremalnie. Pamiętacie czasy, kiedy jak ktoś miał dwieście lampek na choince to był bogaty? I te ostre klosiki, które kłuły w palce i wymieniało się je razem z żarówką. Jak byłam mała to mieliśmy takie lampki u rodziców i co roku przygotowania do choinki zaczynały się od rozciągania kabla na podłodze i sprawdzania światełek. Bo jak jedna żarówka padła to nie świeciła cała sekcja. Cały dzień zabawy. Zawsze zajmował się tym mój tato. A jak któregoś roku go nie było w domu i wzięłam się za to sama, to poczułam się strasznie dorosła. Dałam sobie radę z lampkami. Samodzielnie.

Dziś nie wiem ile małych ledów świeci na moim drzewku, ale tysiąc przekroczyłam już dawno. Nie pytajcie. W pokoju żyrandol niepotrzebny jak jest choinka. U sąsiadów pewnie też nie - wystarczy blask z naszego okna.

Czy ja już mówiłam, że nie uznaję plastikowych drzewek? Choinka ma być prawdziwa, kłująca, pachnąca i do sufitu. I stoi do Gromnicznej.

A jakie są Wasze poglądy na choinkę? Podzielcie się nimi w komentarzach.

Produkt na dziś: Prasowany róż do policzków Bell Pocket 2skin. Ten dostępny w Biedronce. Używam regularnie od lat i nigdy mnie nie zawiódł.

2 komentarze:

  1. Dzisiaj wreszcie stanęła u nas choinka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też. Ale ubrałam dopiero w niedzielę. W sobotę ubieraliśmy u babci.
      Generalnie najchętniej ubierałabym w Wigilię, ale się nie da.

      Usuń

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...