Wtorek. Myślę, że szaleństwo dziś się skończy. Jutro powinno być spokojniej. Oczywiście nie dotyczy to sklepów spożywczych i drogerii. Tam wariactwo będzie trwało do ostatniej sekundy. A ja odkryłam, że będę musiała kupić kremy. Kończy mi się i ten na dzień i na noc. Jak na złość. A wiem, że nie dostane pod choinkę nowego.
Paznokcie zdjęte, ciasteczka upieczone. Coraz mniej do posprzątania, choć moje biurko wygląda jak pobojowisko. Dziś się za nie wezmę po powrocie z pracy. W ten sposób jutro będzie miejsce na zrobienie paznokci. Poza tym chciałabym powynosić wszystkie możliwe śmieci tak, by na święta mieć pusty kubeł i nie musieć co chwila biegać.
Z poważnego sprzątania zostało umycie podłóg i luster. Łazienka jest w zasadzie czysta, przetrę tylko szklane półeczki i ładniej ustawię na nich produkty. Zmienimy też pościel, ale już jej nie wypiorę. Zostanie w szafce na brudy. Trudno. Chcę po powrocie z pasterki położyć się do świeżego łóżka. Dobrze, że nie jestesm z tym wszystkim sama. We dwoje wszystko zdążymy.
Pojutrze wigilia. Przydałby sie mróz i trochę śniegu. Raczej nie ma szans.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz