Blogmas #8

 

Ależ ten czas pędzi. Jeszcze przed chwilą obrabiałam fotkę i wstawiałam kolejne cyferki. A dziś już ósmy. Nie wiadomo kiedy to uciekło.

Być może część osób poszła za moim przykładem i przymierzyła coś do ubrania na święta. I średnio się zmieściła. A może tylko postanowiła schudnąć do gwiazdki. Po czym już następnego ranka mocne postanowienie poprawy poszło sobie w dal bo w lodówce czekały smakołyki. Albo w pracy ktoś przyniósł urodzinowe ciasto. Albo okres się zbliża i nie można się obejść bez czekolady. Więc się zgrzeszyło.

Cóż, prawda jest taka, że w trzy można się pozbyć trzech kilogramów. A my pewnie chcemy dziesięciu. Nie da się. I nie ma co robić sobie wyrzutów sumienia, katować się i patrzeć wygłodniałym wzrokiem na ciastko oraz kanapkę z kiełbaską smętne gryząc przy tym marchewkę. Szkoda nerwów.

Radykalna dieta skończy się przy wigilijnym stole co najmniej solidnym wzdęciem jeśli nie czymś gorszym. I powrotem wywalczonych kilogramów jeszcze w tym roku.

Moim skromnym zdaniem lepiej powalczyć o te dwa, trzy kilogramy bez większego bólu, stresu i jakichkolwiek założeń czasoprzestrzennych. Wziąć do pracy pyszną surówkę zamiast kanapek. Ale skoro codziennie jemy czekoladkę, to teraz też ją jedzmy. Za to wprowadźmy dodatkowe dziesięć skłonów czy przysiadów. Kosztuje minutę wysiłku a organizm nam za to dużo bardziej podziękuje niż za bezsensowną głodówkę. Nawet jeśli nie uda nam się wywalczyć utraty wagi to przynajmniej oszczędzimy sobie bólu kręgosłupa i mięśni będących efektem przedświątecznego sprzątania i zakupów. A to jest wżniejsze od wyglądu i jakiejkolwiek utraty wagi.

Natomiast jeśli zrobimy skłony i odmówimy sobie czekoladki, tym lepiej. Byle niczego nprawdę radykalnego, bo to naprawdę nie ma sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...