Poniedziałek.
Dwa pełne tygodnie do świąt. Bo tych trzech dni naprawdę nie liczę. Będą na kupowanie sałaty, robienie paznokci i końcowe ogarnianie kuwety.
Stroje przymierzone, wybrane i odłożone. Przy okazji poważnie zastanawiam się nad przejściem na dietę, bo dawno nienoszona sukienka pokazała niewygodną prawdę. Nie założę jej. Nie założę też innej, o której myślałam, ale to dobrze. Różowa sukienka źle się komponuje z czerwonymi paznokciami. A taki kolor planuję zrobić. I dać złoty brokat.
Wczoraj po południu przywieźli mi paczkę mobilnym paczkomatem. Przeraża mnie to, że kurierzy pracują w tej chwili nawet w niedzielne popołudnia. To znaczy, że przesyłek jest więcej niż są w stanie obsłużyć normalnym trybem.
A empik wysłał mi wczoraj nad ranem e-mail, że zamówienie jest spakowane i czeka na dostarczenie do salonu. Czyli ktoś miał nockę z soboty na niedzielę. Potwornie żal mi tych biednych ludzi. Nie dość, że pracują ponad siły to jeszcze pewnie użerają się z roszczeniowymi klientami którzy muszą mieć na wczoraj bo zapłacili promocyjną cenę. Sama staram się zawsze być uprzejma dla obsługi i rozumiem, że w tak gorącym okresie trzeba po prostu poczekać. I nie zamawiać na ostatnią chwilę.
Dlatego jeszcze raz przypominam: zakupy tylko stacjonarnie! Bo naprawdę nie zdążą na czas. Jest jeszcze moment, dziś rano dowieźli różne towary do sklepów. Coś się wynajdzie.
Ja czekam już tylko na dwie dostawy z empiku. Najdalej pojutrze powinny być.
Miłego tygodnia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz