Sobota. Dzień pod znakiem imprezy imieninowej babci.
Zupa z zielonego groszku ugotowana, tort zrobiony.
Jeszcze odkurzanie, ogarnięcie łazienki i ustawienie i nakrycie stołów. To u babci. Potem szybki powrót do domu na przebranie się i ogarnięcie twarzy i można wrócić z powrotem. Dobrze, że mam blisko, bo inaczej taki numer nie byłby możliwy. Ale naprawdę nie miałam jak tego inaczej rozegrać.
Jak się udają takie akcje?
Tylko dzięki starannemu planowaniu. Ja już wczoraj miałam ustaloną sukienkę, buty, biżuterię i makijaż. Dzięki temu przeobrażenie się z gosposi w człowieka zajęło mi mniej niż godzinę.
Jasne, że o własnych przygotowaniach do świąt dziś i jutro nie ma mowy. I między innymi dlatego chcę mieć jak najwięcej zrobione jak najwcześniej. Bo w przyszły weekend prawdopodobnie też coś wyskoczy. Podejrzewam choinkę i ryby.
Kalendarze.
Nie pomyliłam się co do koloru maseczki. Była ciemnogranatowa. Krem do rąk jest... jak krem do rąk. W porządku. Na razie zużywam tamten poprzedni.
Dziś wieczorem mam na zrelaksowanie się maseczkę waniliową. Mam nadzieję, że będzie pachniała jak należy, bo wanilię uwielbiam zarówno jako smak w jedzeniu jak i zapach w kosmetykach. Do tego brzozowy balsam do ciała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz