Pierwsza niedziela grudnia powitała nas nieprzyjemnym zimnem. Niestety, powietrze jest wilgotne, a to powoduje poczucie mrozu, którego jeszcze nie ma. Przynajmniej słońce dziś świeci, a niebo się rozchmurzyło, bo ostatnie dni były naprawdę przygnębiające. Szaro i ponuro, co jeszcze potęgowało wrażenie zimna i skracało dzień. Dobrze, że jeszcze deszcz nie pada, bo byłoby całkiem do niczego. Powinien śnieg, ale wiadomo jak to bywa w ostatnich latach. W nadchodzącym tygodniu ma coś poprószyć, ale na białe święta raczej bym nie liczyła. Raczej szaro - mokre. Szkoda. Byłoby miło gdyby choć na kilka dni świat przykryła zimna pierzynka.
Wczoraj skończyłam sprzątanie wnętrz szafek. W sumie z takich dużych prac, które muszę wykonać na raz zostało mi tylko wysprzątanie regału z materiałami i maszyną. Reszta robót jest raczej drobna i każda z osobna krótka. A i tak większość to wycieranie kurzu, które robi się regularnie. Za to trzeba je wykonać w ostatniej chwili. Trzeba też ogarnąć żyrandole, ale to można po jednym.
Wczoraj zaczęłam też produkcje likieru pomarańczowego. Przepis wzięłam z tego bloga, ale zmodyfikowałam go po swojemu. Do skórek dodałam goździków, a zamiast miodu użyję cukru i syropu klonowego. Będzie bardziej świąteczny. Oczywiście - zrobiłam go dwa razy tyle ile w oryginalnym przepisie. Pewnie też słodzić będę do smaku a nie na wagę, bo osobiście wolę bardziej wytrawne alkohole. Dziś wieczorem skończę i niech stoi do świąt.
Na dziś w planie mam szycie woreczków na prezenty. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji poczytać o tym, jak zrobić taki woreczek - tutaj znajdziecie post, w którym szczegółowo opisuję proces mierzenia, krojenia i samego zszywania materiału oraz wszelkie przydatne uwag. Wszystkie paczki już przyszły, materiał kupiony - mogę zaczynać. W tym roku znowu robimy po jednym prezencie dla każdego - tak jest łatwiej i przyjemniej. Zauważyłam też, że słodycze są mile widzianym akcentem, nawet przez osoby, które za nimi nie przepadają. Zatem tez dorzucę, tylko muszę jutro dokupić.
Kalendarze adwentowe.
Wczorajsza maseczka była żółta i fajnie pachniała ananasem. Rozprowadziła się jak poprzednie - łatwo, przyjemnie, starczyło na twarz i dekolt. Dziś w planie kojąca maseczka bananowa. Spodziewam się innego odcienia żółci.
W kalendarzu Sylveco wczorajszy peeling okazał się super przyjemny. Fajnie ścierał, tak w sam raz. Zapach ma bardzo przyjemny, konsystencję gęstą, ale nietrudną do rozprowadzenia. Zostało na jeszcze jeden raz. Za to dziś żel pod prysznic w szklanej buteleczce o pojemności 10ml. Trochę mało, tak na jedno użycie. Ale przy kalendarzu za tak niewygórowaną cenę uważam że i tak jest super.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz