Blogmas 22/22


 Był sobie czwartek. I zniknął.

Załatwiłam wprawdzie kilka drobnych sprawunków, kupiłam kotu karmę, ale dzień w zasadzie przeleciał nie wiadomo kiedy. 

Zrobiłam pranie, pszenica na kutię stygnie, partner w międzyczasie zmielił mak. Rodzynki, daktyle i suszona gruszka właśnie ociekają z rumu, w którym przestały dobę. Masakra. Jestem zmęczona, a w zasadzie nic nie jest zrobione. A jutro znowu do sklepu bo gapa jestem i zapomniałam zrobić listę. Poza tym chleb trzeba kupić. I to sporo, może nawet jeden zamrożę. Bo upiec nie damy rady. Dwa serniki zajmą piekarnik na dostatecznie długo.

Na regale posprzątała się jedna półka, zatem zostały tylko trzy. Może się uda. I półeczki w łazience. Nie wspominam nawet o niewypranych pędzlach. Chyba zrobię to dzisiaj. Pojutrze rano będą mi potrzebne.

Marzę, żeby w tym roku mieć zrobione paznokcie. Może się uda, zobaczymy.

Kalendarze.

Wczorajsza ananasowa maseczka była żółta, ale zapach miała takiego niezbyt świeżego owocu. Dziś w planie bananowa. Chyba też była żółta.

Masło do ciała okazało się nieco rzadsze niż poprzednio, ale też ładnie się wchłonęło. Na dziś mam ujędrniający olejek do ciała. Jedno użycie chyba nie wystarczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Blogmas 24/25

  Środa, 24 grudnia. Wigilia Bożego Narodzenia. Podobno tego dnia należy wstać o świcie. Gdybyśmy byli w Australii, to raczej byśmy się poło...